Zabójstwo 6-letniego Maksia. Świadek alarmował służby, ale nikt nie pomógł maltretowanemu dziecku

2026-11-02 11:59

Na piątek, 6 listopada, Sąd Okręgowy w Sieradzu zaplanował ogłoszenie wyroku w procesie dotyczącym okrutnego morderstwa 6-letniego Maksia ze Zduńskiej Woli. Chłopiec został śmiertelnie pobity przez Daniela S., który był partnerem jego matki. Równolegle wymiar sprawiedliwości weryfikuje, czy przed tragedią policja oraz pracownicy socjalni nie dopuścili się zaniedbań, ponieważ wcześniej otrzymywali sygnały o dramacie dziecka. „Dzwoniłam na nr 112, prosiłam, żeby o przyjazd karetki, dzwoniłam do MOPS, żeby to dziecko zabrać. Było zagrożone jego zdrowie i życie. Nikt nie zareagował, nikt mi nie pomógł” - relacjonuje pani Anna J., która widziała cierpienie chłopca.

Świadek zgłaszał przemoc wobec 6-letniego Maksia. Służby w Zduńskiej Woli nie reagowały

Syn pani Anny wynajmował lokal w tej samej kamienicy, w której Maksio mieszkał ze swoją matką Pauliną M. oraz jej partnerem. Kobieta odwiedzała swojego potomka regularnie, zazwyczaj raz lub dwa razy w tygodniu. Podczas tych wizyt wielokrotnie słyszała dobiegający zza ściany płacz oraz widziała przez okno niemal nagiego chłopczyka siedzącego samotnie w nieogrzewanym pomieszczeniu. Była również świadkiem, jak Daniel S. przytrzasnął dziecko drzwiami i uderzał je po głowie. Mimo jej prób zaalarmowania lokalnej policji i ośrodka pomocy społecznej o dramatycznym losie malucha, interwencje te nie przyniosły żadnego rezultatu.

- Dzwoniłam kilka razy na nr 112 i mówiłam, że dziecko jest ofiarą przemocy domowej - opowiada ze łzami w oczach.
- Dwa razy w tej sprawie skontaktował się ze mną dzielnicowy. Prosiłam go o zadysponowanie karetki, żeby albo to dziecko zabrać do szpitala, albo chociaż przebadać. Zbył mnie. Dzwoniłam też do MOPS-u, opisywałam tę sytuację. Nikt mnie nie chciał słuchać, nikt mi nie pomógł, a kilka dni później dziecko już nie żyło. Miałam nawet taki pomysł, żeby wyrwać drzwi do tego mieszkania i zabrać tego chłopca stamtąd. Mój starszy syn mi wtedy powiedział, że wsadzą mnie do więzienia za porwanie. Dziś żałuję, że tego nie zrobiłam, bo może bym odpowiadała za porwanie, ale on by żył – wspomina.

Prokuratura bada wątek zaniedbań służb przed śmiercią Maksia ze Zduńskiej Woli

Prowadzący główne postępowanie w sprawie morderstwa chłopca Prokurator Rejonowy w Zduńskiej Woli Witold Hejmanowski potwierdza badanie wątku ewentualnych zaniedbań, których mogły dopuścić się odpowiednie instytucje.

- Postępowanie prowadzi prokuratura spoza okręgu sieradzkiego - informuje.

Jak zginął 6-letni Maksio? Daniel S. i Paulina M. czekają na wyrok sądu

Życie 6-latka zakończyło się tragicznie w nocy z 6 na 7 maja ubiegłego roku, co poprzedziły dwa miesiące nieustannego znęcania się nad nim przez Daniela S. Zgodnie z ustaleniami aktu oskarżenia oprawca regularnie popychał malucha, kopał go po całym ciele, bił po twarzy i tułowiu, a także przypalał mu genitalia papierosami. Feralnego dnia mężczyzna popchnął dziecko tak, że uderzyło głową o podłogę, a następnie bił je pięścią w twarz i mocno kopnął w głowę, by na koniec podnieść za koszulkę na wysokość twarzy i z całej siły cisnąć nim o ścianę. Przed wymiarem sprawiedliwości Daniel S. odpowiada za zabójstwo, natomiast matka chłopca, Paulina M., jest oskarżona o nieudzielenie pomocy.

- Maksymilianowi nie dane było przeżyć szczęśliwe dzieciństwo. Zamiast normalnego domu urządzono mu salę tortur i miejsce powolnego konania - mówił przed sądem prokurator Witold Hejmanowski, który w mowie końcowej zażądał dla Daniela S. kary dożywocia, a dla matki dziecka 9 lat więzienia.
 

ROLKI