6-letni Maksio został skatowany na śmierć. Zamiast domu "miejsce powolnego konania"

2026-10-29 18:43

Prokurator Rejonowy w Zduńskiej Woli Witold Hejmanowski w trakcie swojej kariery zetknął się z wieloma przejawami bestialstwa. Mimo to łamał mu się głos, gdy w mowie końcowej na procesie dotyczącym zabójstwa 6-letniego Maksia opisywał dramat chłopca. Dziecko było systematycznie bite i torturowane przez partnera matki. Oskarżony o zbrodnię Daniel S. przypalał chłopcu okolice intymne, a ostatecznie pobił go ze skutkiem śmiertelnym. „On nie miał domu, tylko salę tortur” – podkreślał oskarżyciel.

Dramat rozegrał się w nocy z 6 na 7 maja ubiegłego roku w kamienicy przy Placu Wolności, w ścisłym centrum miasta. To właśnie tam Paulina M. zamieszkała z synkiem oraz swoim nowym partnerem, którego poznała kilka miesięcy wcześniej. Trudno stwierdzić, czy kobieta zdawała sobie sprawę z kryminalnej przeszłości mężczyzny, który wcześniej był już karany za przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu. Matka chłopca obdarzyła go jednak bezgraniczną miłością i chętnie chwaliła się tą relacją w mediach społecznościowych. Niestety, 6-letni Maksio zapłacił za ten związek najwyższą cenę.

Rankiem 7 maja Paulina M. zorientowała się, że leżący w łóżku chłopiec nie daje oznak życia, i wezwała pomoc, dzwoniąc na numer alarmowy. Pierwsi w mieszkaniu pojawili się funkcjonariusze policji, którzy od razu zauważyli liczne zasinienia na ciele 6-latka. Mundurowi zatrzymali matkę oraz jej konkubenta. W lokalu przez wiele godzin pracowali prokurator, biegły lekarz medycyny sądowej oraz policyjni technicy, którzy dokładnie zabezpieczali wszystkie ślady tej tragedii.

Zabójstwo 6-letniego Maksia. Matka i jej partner Daniel S. przed sądem w Sieradzu

Śledczy przedstawili Danielowi S. zarzut zabójstwa, z kolei Paulina M. odpowiada za znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, nieudzielenie mu pomocy oraz narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Proces obojga oskarżonych ruszył 8 października przed Sądem Okręgowym w Sieradzu, a ujawnione w akcie oskarżenia fakty budzą przerażenie. Z ustaleń prokuratury wynika, że partner kobiety pastwił się nad chłopcem przez co najmniej dwa miesiące. Mężczyzna regularnie popychał 6-latka, bił go po twarzy i tułowiu, kopał po całym ciele oraz przypalał mu papierosami miejsca intymne. W dniu tragedii sprawca popchnął dziecko tak, że uderzyło głową o podłogę. Następnie zadał mu cios pięścią w twarz, z ogromną siłą kopnął w głowę, po czym złapał za koszulkę, uniósł na wysokość własnej twarzy i z impetem cisnął chłopcem o ścianę.

W przeciwieństwie do matki chłopca, która przyznała się do winy, oskarżony Daniel S. od samego początku nie przyznawał się do zarzucanych mu czynów. W czwartek, 29 października sąd zamknął przewód sądowy i wysłuchał wystąpień końcowych obu stron. Przemówienie prowadzącego sprawę Prokuratora Rejonowego w Zduńskiej Woli Witolda Hejmanowskiego było niezwykle poruszające, a oskarżycielowi momentami wyraźnie załamywał się głos.

- Maksymilianowi nie dane było przeżyć szczęśliwe dzieciństwo, zamiast normalnego domu urządzono mu salę tortur i miejsce powolnego konania – mówił prokurator Witold Hejmanowski - Przemoc przybierała postać niezwykle ciężkiej, bo jak inaczej nazwać przypalanie miejsc intymnych papierosami. Jak inaczej nazwać popychanie dziecko, które w efekcie uderzało głową o podłogę? Jak inaczej nazwać obecność plam krwawych na oknach, na ścianach, jak nazwać inaczej zakrwawiony materac, który nasiąknął krwią nie świeżą, ale taką z kilkunastu, może kilkudziesięciu dni? Ciosy, które w dniu śmierci otrzymał ten chłopczyk były zadawane z taką siłą, że spowodowały przerwanie połączeń nerwowych w mózgu, spowodowały wylew krwi z mózgu do czaszki, stąd też słowa jednego z funkcjonariuszy policji, który był na miejscu znalezienia zwłok, a który powiedział, że głowa dziecka wyglądała tak, jakby nalano do niej wiadro wody. To nie wszystko. Tam były liczne sińce na nogach, na rękach, złamany bark, który nie był leczony. Miejsc na ciele, gdzie nie było siniaków, było niewiele. Jeden z funkcjonariuszy policji, który był na miejscu, był tak zszokowany widokiem, że musiał wziąć kilka dni wolnego i opiekę psychologa.

Oskarżyciel publiczny wniósł o wymierzenie Danielowi S. kary dożywotniego pozbawienia wolności z opcją warunkowego zwolnienia dopiero po 35 latach, a także o pozbawienie go praw publicznych na okres 10 lat. Dla matki chłopca prokurator Witold Hajmanowski zażądał 9 lat więzienia. Z kolei obrońca oskarżonego apelowała do sądu o odstąpienie od najsurowszego wymiaru kary dla swojego klienta. Sam Daniel S. ze łzami w oczach wyraził skruchę na sali sądowej i powiedział: „Chciałbym, żeby to się nie wydarzyło. Przepraszam”.

Sąd ogłosi wyrok w tej sprawie 6 listopada.

 

ROLKI