Wstrząsające zeznania w procesie Sebastiana M. Strażacy ujawnili, co zobaczyli we wraku

2026-02-26 10:47

W czwartek, 26 lutego, Sebastian M. ponownie stawił się w sądzie w Piotrkowie Trybunalskim. W toku postępowania dotyczącego śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 głos zabrali strażacy z OSP Wodzinek. Relacje druhów, którzy brali udział w akcji, są wstrząsające i przywołują najgorsze wspomnienia.

Postępowanie sądowe po tragedii na autostradzie A1

W Piotrkowie Trybunalskim toczy się postępowanie sądowe przeciwko Sebastianowi M. Ciążą na nim zarzuty spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Do dramatycznych wydarzeń doszło we wrześniu 2023 roku na wysokości miejscowości Sierosław na autostradzie A1. W wyniku zderzenia życie straciła cała trzyosobowa rodzina: Martyna, Patryk oraz ich 5-letni synek Oliwier. Według ustaleń prokuratury, w tył ich samochodu z ogromną siłą uderzyło BMW prowadzone przez oskarżonego. Biegli wyliczyli, że pojazd Sebastiana M. mógł pędzić z prędkością nawet 315 km/h. Po tragedii kierowca zbiegł z Polski, ale w maju minionego roku został sprowadzony z Zjednoczonych Emiratów Arabskich i osadzony w areszcie.

Strażacy z OSP Wodzinek o akcji ratunkowej

Podczas rozprawy w czwartek, 26 lutego, oskarżony ponownie pojawił się na sali sądowej. Sąd przesłuchał świadków, w tym członków Ochotniczej Straży Pożarnej z Wodzinka. Ich opisy sytuacji zastanej na miejscu zdarzenia są poruszające. Dowódca zastępu, Waldemar S., relacjonował, że w momencie przybycia służb pojazd był już ugaszony, choć wciąż unosił się z niego dym.

„Gdy opadł dym, zobaczyłem szczątki samochodu i zwłoki trzech osób w środku. Osoba dorosła i dziecko siedziały z tyłu, druga osoba dorosła była na miejscu kierowcy” - opowiadał.

„Przed miejscem wypadku widzieliśmy bardzo dużo rzeczy porozrzucanych na autostradzie” - dodał.

Tego samego dnia przed wymiarem sprawiedliwości stanął również Adrian M. Dla młodego druha udział w akcji na autostradzie A1 był wyjątkowo trudnym doświadczeniem ze względu na niewielki staż w służbie. Wspominał, że bardziej doświadczeni strażacy sugerowali mu pozostanie w wozie, by oszczędzić mu widoku ofiar.

„To było moje pierwsze tak tragiczne zdarzenie. Jestem młodym strażakiem. Starsi koledzy poradzili mi, żebym lepiej poczekał w aucie” - tłumaczył.

Obrończyni Sebastiana M. dopytuje o szczegóły

Katarzyna Hebda, reprezentująca Sebastiana M., aktywnie uczestniczyła w przesłuchaniach, starając się wyjaśnić wszelkie wątpliwości na korzyść swojego klienta. Mecenas szczegółowo pytała strażaków o stan techniczny spalonej Kii oraz o to, czy na jezdni znajdowały się elementy karoserii tego konkretnego pojazdu. Interesowała ją również kwestia wstrzymania ruchu na autostradzie w momencie przyjazdu służb. Świadkowie potwierdzili, że Kia miała zniszczony tył, choć w wielu kwestiach zasłaniali się niepamięcią.

Sebastian M. przeprosił rodziny ofiar tragicznego wypadku
Sonda
Miałaś/eś kiedykolwiek wypadek samochodowy?