Podpalił Pawła na przystanku i patrzył jak płonie. Sylwester M. skazany

2026-02-25 15:36

Do makabrycznej zbrodni doszło na jednym z łódzkich przystanków tramwajowych, gdzie Sylwester M. (35 l.) bestialsko zamordował śpiącego Pawła J. (†36 l.). Sprawca wielokrotnie przykładał ogień do ubrania ofiary, a następnie z zimną krwią obserwował, jak mężczyzna płonie żywcem. W środę, 25 lutego, Sąd Okręgowy w Łodzi wydał wyrok w tej wstrząsającej sprawie, skazując podpalacza na wieloletnie pozbawienie wolności.

Tragiczna śmierć Pawła J. na przystanku

Dramat rozegrał się w nocy z 19 na 20 marca 2024 roku w rejonie osiedla akademickiego. Zmęczony Paweł J. (†36 l.) postanowił odpocząć na ławce przystanku tramwajowego i zasnął. Z ustaleń śledczych wynika, że bezbronnego mężczyznę zauważył 35-letni oskarżony, Sylwester M. Początkowo agresor podszedł do ofiary, uderzył ją w głowę, zerwał czapkę i rzucił na ziemię, po czym oddalił się na moment. Niestety chwilę później wrócił na miejsce zdarzenia, mając zamiar pozbawić 36-latka życia.

Tak o szczegółach okrutnego działania sprawcy mówił po zakończeniu śledztwa ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Krzysztof Kopania:

„Blisko 30-krotnie używał posiadanych zapalniczek po to, aby skutecznie go podpalić, najpierw tułów, a następnie włosy. Zapisy monitoringu wskazują niezbicie, że podpalony mężczyzna dawał oznaki życia. Gdy zaczęło się palić całe jego ciało, napastnik w dalszym ciągu z bliskiej odległości to obserwował i nie podjął żadnych działań, które mogłyby uratować płonącego”

Oskarżony Sylwester M. zaprzecza zarzutom

Policjanci zatrzymali Sylwestra M. zaledwie dzień po tragedii w innej dzielnicy Łodzi, a jego proces ruszył w lutym minionego roku przed Sądem Okręgowym. Podczas rozpraw 35-latek konsekwentnie zaprzeczał, jakoby dopuścił się tej zbrodni. Biegli psychiatrzy poddali mężczyznę obserwacji i orzekli, że w momencie ataku miał on ograniczoną poczytność, jednak nie w stopniu zniesienia odpowiedzialności karnej, co pozwoliło na jego osądzenie.

„Nie przyznaję się do winy. Widziałem tego mężczyznę, ale nie ja go podpaliłem” - tłumaczył Sebastian M.

Wyrok sądu dla podpalacza

Sąd ogłosił rozstrzygnięcie w środę, 25 lutego, kończąc tym samym trwające rok postępowanie sądowe. Wymiar sprawiedliwości wymierzył sprawcy karę 28 lat pozbawienia wolności, zastrzegając możliwość ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po upływie dwóch dekad. Sędzia Agnieszka Szeliga w ustnym uzasadnieniu wyroku podkreśliła drastyczny charakter czynu:

„To było zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Oskarżony wielokrotnie użył wobec przebywającego na przystanku pokrzywdzonego zapalniczki w ten sposób, że jej płomień przykładał do jego tułowia i głowy, w konsekwencji czego podpalił pokrzywdzonego poprzez rozniecenie ognia w okolicach jego głowy, a ogień rozprzestrzenił się następnie na tułów, ręce i nogi, czym spowodował u niego obrażenia ciała w postaci oparzeń II i III stopnia grzbietu oraz zwęglenia z ubytkami twarzy, tułowia, obu kończyn górnych, pośladków i obu ud. Prokurator żądał dla oskarżonego kary dożywocia, ale zdaniem sądu byłaby ona zbyt surowa, eliminowałby oskarżonego ze społeczeństwa. Sąd wziął pod uwagę okoliczność łagodzącą, jaka była niekaralność oskarżonego”

Orzeczenie wydane przez sąd nie jest jeszcze prawomocne. Przebywający na ławie oskarżonych Sylwester M. natychmiast zapowiedział złożenie apelacji od usłyszanego wyroku.

Podpalił Pawła na przystanku. Był badany przez psychiatrów
Sonda
Czy wyrok w tej sprawie jest sprawiedliwy?