Wpadka obrony Sebastiana M.
Obrona Sebastiana M. zaliczyła podczas poniedziałkowej rozprawy wizerunkową wpadkę. Do mecenas Katarzyny Hebdy dołączyło dwóch nowych adwokatów. Jeden z nich musiał jednak opuścić salę rozpraw. Okazało się, że mecenas wciąż jest pracownikiem spółki z grupy Azoty i nie może łączyć tych dwóch funkcji!
Biegli potwierdzają. Sebastian M. pędził autostradą A1 z zatrważającą prędkością
W całym procesie Sebastiana M. kluczową rolę odgrywają opinie biegłych. 21 września przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim zeznawali biegli, którzy rekonstruowali tragiczny wypadek na autostradzie A1, w którym zginęła trzyosobowa rodzina.
- Zespół biegłych złożył przed przesłuchaniem bardzo obszerną, uzupełniającą opinię, niemalże 400-stronicową. W mojej ocenie opinię, która wyczerpuje temat. Która dość dosadnie, kompleksowo wyjaśnia wszelkie okoliczności tej sprawy i potwierdza sprawstwo kierującego samochodem marki BMW Sebastiana M. Nie ma tutaj żadnej wątpliwości, że 16 września 2023 roku doszło do wypadku, w wyniku którego śmierć poniosła trzyosobowa rodzina wskutek takiej, a nie innej techniki jazdy i zwrotnej prędkości, z którą poruszał się Sebastian M. - powiedział w rozmowie z reporterem Radia ESKA mecenas Łukasz Kowalski, który reprezentuje rodziny ofiar.
Biegli potwierdzili bowiem, że BMW Sebastiana M. pędziło z prędkością od 315 do 329 kilometrów na godzinę!
"Nie spotkaliśmy się wcześniej z takimi prędkościami na drodze" - powiedział jeden z zeznających przed sądem biegłych.
Obrona, która cały czas próbuje podważyć wiarygodność i metodologię oficjalnych opinii, przygotowała do biegłych aż kilkadziesiąt pytań.
Proces Sebastiana M. dobiega końca
Proces, który ruszył jesienią ubiegłego roku, powoli dobiega końca. Do tragicznego wypadku doszło na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Brawurowy kierowca zepchnął rozpędzonym BMW z drogi inną osobówkę, którą podróżowało młode małżeństwo z 5-letnim synkiem. Ogień zabił całą rodzinę. Sebastian M. nie poczuwa się do winy. Konsekwentnie odpiera zarzuty. Po tragedii uciekł za granicę do dalekiej Azji, a do kraju wrócił po skomplikowanym procesie ekstradycyjnym. Mężczyźnie grozi 8 lat więzienia.
- Dla mnie ten proces powinien skończyć się już dużo wcześniej. Od 9 miesięcy na bazie opinii prywatnych ekspertyz, które przedkładała obrona wydłużaliśmy to niepotrzebnie, żeby poznać z końcem sierpnia informację, że te ustalenia prokuratury, które formalnie zostały zawarte w akie oskarżenia są prawidłowi i tak naprawdę sprawa powinna się już dawno zakończyć – skomentował mecenas Kowalski.