Rodzina z okolic Wielunia ratuje życie Mikołajka
- Pierwszy raz o chorobie synka dowiedzieliśmy się w chwili kiedy byliśmy tak naprawdę najbardziej szczęśliwi. Ciąża, czas radości i przygotowań na narodziny synka. Wizyta u lekarza i straszna wiadomość. Serce naszego synka jest bardzo chore, po porodzie nie będzie czasu na radość, będzie natychmiastowa operacja - opowiadają "Super Expressowi" rodzice Martyna i Paweł Piesyk.
- Gdy się już urodził okazało się, że wada jest znacznie poważniejsza. Ubytek w przegrodzie międzykomorowej był dwukrotnie większy, a prawa komora zbyt mała, by mogła prawidłowo spełniać swoją funkcję. Zaproponowano nam leczenie paliatywne w kierunku serca jednokomorowego. Ta diagnoza zwaliła nas z nóg. Wiedzieliśmy, że to jedna z najcięższych wad serca, z gorszymi rokowaniami, wymagająca wieloetapowego i bardzo ryzykownego leczenia - opisują walkę o życie chłopca rozmówcy "SE".
Niemowlę musiało trafić na stół operacyjny niezwykle wcześnie, bo zaledwie 6 dni po przyjściu na świat.
- Trudno opisać słowami, co czuje rodzic, przed którym zamykają się drzwi bloku operacyjnego. Lekarze poszerzyli otwór między przedsionkami, aby krew mogła się mieszać i lepiej natleniać jego malutki organizm. Liczyliśmy, że będzie lepiej, tymczasem po tej operacji jego stan zaczął się pogarszać. Saturacja spadała, serce stawało się coraz bardziej niewydolne, a ryzyko niedotlenienia było bardzo wysokie - wspominają rozmówcy "Super Expressu".
Ogromne koszty leczenia Mikołaja w USA
Sytuacja ustabilizowała się w pewnym stopniu dopiero po drugiej interwencji chirurgicznej, którą przeprowadzono w szóstym tygodniu życia. Po upływie dwóch miesięcy noworodek został ostatecznie wypisany do domu, jednak jego zdrowie wciąż pozostaje kruche i wymaga nieustannego podawania leków. Z powodu drastycznych spadków poziomu tlenu we krwi u pacjenta widoczne są wyraźne objawy sinicy. Chłopczyk wykazuje znaczne opóźnienia w rozwoju motorycznym, błyskawicznie opada z sił i nie potrafi jeszcze samodzielnie unosić głowy.
Prawdziwym ratunkiem dla małego pacjenta może okazać się specjalistyczna klinika w Bostonie na terenie Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy chirurdzy deklarują gotowość przeprowadzenia pełnej rekonstrukcji, która przywróci narządowi prawidłową, dwukomorową budowę. Przeszkodą jest jednak astronomiczny rachunek za procedurę medyczną, opiewający na 2 miliony złotych, co całkowicie przekracza możliwości finansowe rodziny. Chętni darczyńcy mogą wesprzeć internetową zbiórkę funduszy na leczenie chłopca.
Galeria: Maleńki Mikołajek bardzo cierpi. Pomóżmy odbudować jego serduszko