Spis treści
Były pracownik oskarża Sebastiana M. o szybką jazdę
Podczas rozprawy 22 maja 2026 roku przed sądem wystąpił Sebastian W., zatrudniony w przedsiębiorstwie oskarżonego około roku przed tragicznym wypadkiem na autostradzie A1, w którym zginęli rodzice i ich małe dziecko. Mężczyzna odpowiedział na ogłoszenie o pracę zamieszczone w sieci. Jego zadaniem było nawiązywanie relacji biznesowych za granicą, co wiązało się z częstymi wyjazdami. W każdej z tych podróży oskarżony osobiście mu towarzyszył.
- W zależności od potrzeb przemieszczaliśmy się albo dwoma busami, albo samochodem szefa – opowiadał mężczyzna przed sądem. - To było to auto, które brało potem udział w wypadku. Sebastian jeździł nim agresywnie i szybko. Szybciej niż ja. Ja staram się jeździć zgodnie z ograniczeniami. On dużo szybciej. Myślę, że często w granicach 200 km/h. Jechałem z nim kiedyś z prędkością 304 km/h. Wracaliśmy wtedy z Litwy do Łodzi. To było na trasie między Białymstokiem a Warszawą. Było kilka, może kilkanaście minut takiej jazdy. Nigdy wcześniej nie jechałem z tak dużą prędkością. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Pytałem się nawet szefa, czy wie, że mam dwójkę dzieci - podkreślał.
O tragicznym zdarzeniu na A1 świadek dowiedział się bezpośrednio od swojego przełożonego. Następnego dnia planowali wspólną służbową podróż na Węgry. - W sobotę wieczorem (16.09.2023 – przyp. red.) zadzwonił do mnie i powiedział, że miał wypadek – tłumaczył w sądzie. Dodał, że w niedzielę zapadła decyzja, aby wyruszyć służbowym autem świadka, jednak Sebastian M. podjechał innym pojazdem, marki Audi. Podczas tej drogi rozmawiali o zdarzeniu. Oskarżony tłumaczył, że kia zjechała na jego pas. Tym razem jednak przestrzegał przepisów, co było rzadkością w ich wcześniejszych podróżach.
Wyjazd Sebastiana M. za granicę pod lupą sądu
Ostatnia wspólna podróż służbowa obu mężczyzn odbyła się 25 września do Niemiec. Na targach obecna była również żona oskarżonego. Po tym wyjeździe pracownik wrócił do Polski samolotem. Tymczasem Sebastian M. udał się do Turcji, a następnie do Dubaju. Argumentował to celami biznesowymi, jednak prokuratura twierdzi, że uciekał przed wymiarem sprawiedliwości.
- Firma nie miała tam żadnych kontrahentów. Według mojej opinii wizyta biznesowa w tych krajach była bezzasadna – zeznał świadek. Obrończyni oskarżonego, mecenas Katarzyna Hebda, złożyła po jego przesłuchaniu kolejne wnioski dowodowe. Domagała się udostępnienia wybranych materiałów z opinii biegłego i zadała mu szereg pytań.
Reprezentujący rodziny ofiar mecenas Łukasz Kowalski skrytykował te wnioski, określając je mianem działań opóźniających proces. Następna rozprawa zaplanowana jest na 29 lipca.
Do tragicznego wypadku doszło 16 września 2023 roku. Trzyosobowa rodzina – Patryk, Martyna i pięcioletni Oliwierek – wracała z nad morza do Myszkowa samochodem Kia. Z ustaleń śledczych wynika, że na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego w tył ich auta z ogromną prędkością uderzyło BMW kierowane przez Sebastiana M. Kia uderzyła w bariery i zapaliła się. Rodzina spłonęła żywcem, a prędkość BMW oszacowano na ponad 300 km/h.
Sebastian M. zbiegł z Polski i schronił się w Dubaju. Został ekstradowany do kraju w maju ubiegłego roku, a jego proces rozpoczął się w grudniu. Mężczyzna nie przyznaje się do winy i odpiera zarzuty o ucieczkę. Grozi mu wyrok do 8 lat pozbawienia wolności.