Były pracownik Sebastiana M. przerywa milczenie w sądzie. Zatrważające relacje o brawurze na drodze

2026-05-22 10:56

Przed wymiarem sprawiedliwości toczy się postępowanie przeciwko 34-letniemu Sebastianowi M., który odpowiada za makabryczny wypadek na autostradzie A1. Według ustaleń śledczych, to on doprowadził do tragedii, w której życie straciła trzyosobowa rodzina. Kierujący luksusowym BMW miał z impetem uderzyć w auto, którym podróżowali Patryk, Martyna oraz ich 5-letni syn Oliwier. Podczas piątkowej rozprawy (22 maja) przed sądem stanął dawny podwładny oskarżonego. Świadek bez wahania podzielił się wiedzą na temat skłonności swojego przełożonego do niebezpiecznych manewrów na drodze. Te doniesienia budzą prawdziwą grozę.

Śmiertelny wypadek na autostradzie A1. Sebastian M. odpowiada za tragedię

Cały kraj z zapartym tchem śledzi postępowanie przeciwko kierowcy BMW. Tragedia rozegrała się we wrześniu 2023 roku i wstrząsnęła opinią publiczną. Zgodnie z aktem oskarżenia, Sebastian M. poruszał się z prędkością przekraczającą 250 km/h, a niektórzy specjaliści wskazują nawet wartości powyżej 300 km/h. W wyniku potężnego uderzenia zepchnął z pasa ruchu samochód osobowy marki Kia, którym podróżowała rodzina z małym dzieckiem. Pasażerowie zostali uwięzieni w płonącym wraku i zginęli na miejscu.

Mężczyzna siedzący za kółkiem luksusowego auta konsekwentnie odpiera zarzuty i nie przyznaje się do winy. Zaraz po tragicznym zdarzeniu zniknął z kraju, próbując uniknąć odpowiedzialności. Skomplikowana procedura ekstradycyjna zajęła sporo czasu, jednak ostatecznie podejrzany o spowodowanie potwornego wypadku trafił w ręce polskich organów ścigania i stanął przed obliczem wymiaru sprawiedliwości.

Były pracownik oskarżonego kierowcy BMW przerywa milczenie

W piątek, 22 maja, Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim kontynuował badanie okoliczności tej ponurej sprawy. Na sali rozpraw pojawił się człowiek, który w przeszłości był zatrudniony w przedsiębiorstwie sprawcy wypadku. Zeznający pod przysięgą świadek z całą stanowczością potwierdził, że jego szef miał tendencję do skrajnie niebezpiecznych zachowań za kółkiem.

„Szef jeździł agresywnie i szybko. Szybciej niż ja. Ja staram się jeździć zgodnie z ograniczeniami. Pan Sebastian jeździł szybciej. Czasami dużo szybciej” – zeznał świadek przed sądem. Dalsza część jego opowieści jest jeszcze bardziej szokująca. „Jechałem kiedyś szefem tym samochodem, który uczestniczył w zdarzeniu z prędkością 304 km/h. Nigdy wcześniej nie jechałem z tak dużą prędkością. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. To było na drodze między Białymstokiem a Warszawą. Wracaliśmy wtedy z Litwy. To było parę, paręnaście kilometrów z taką prędkością. To było 5-7 minut” – kontynuował swoją relację. „To nie było zwykle auto, ale stworzone do szybkiej jazdy. Szef wspominał, że samochód był stuningowany i miał podwyższoną moc. Sam ryk silnika robił wrażenie” – podkreślił mężczyzna. „Gdy tak szybko jechaliśmy spytałem szefa, czy wie, że mam dwójkę dzieci. Pytałem też, czy trenował na torze” – dodał podczas przesłuchania.

Były współpracownik opisał również, w jaki sposób koszmarny wypadek na A1 drastycznie wpłynął na jego zawodową rzeczywistość. „Z dnia na dzień musiałem przejąć zarządzanie firmą. Musiałem kontaktować się z klientami i tłumaczyć się, co się stało. Pytałem, czy będą od nas kupować towar. Pół roku po wypadku zostałem zwolniony” – skwitował z goryczą przed sądem.

Sonda
Jak oceniasz zachowanie Sebastiana M. podczas procesu dotyczącego wypadku na A1?
Rodzice ofiar Sebastiana M. oburzeni jego zachowaniem