Zaskakujące zeznania byłego pracownika Sebastiana M. Ujawnił, co oskarżony robił po koszmarze na A1

2026-05-22 11:45

Toczący się proces Sebastiana M., który odpowiada za tragiczny w skutkach wypadek na autostradzie A1, budzi ogromne zainteresowanie opinii publicznej. W piątek, 22 maja 2026 roku, przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim stanął były podwładny oskarżonego. Mężczyzna ze szczegółami zrelacjonował wydarzenia, które miały miejsce tuż po zdarzeniu.

Proces Sebastiana M. Tragiczny wypadek na autostradzie A1

Dramatyczne wydarzenia z 2023 roku wciąż pozostają żywe w pamięci opinii publicznej. Zgromadzone przez śledczych dowody wskazują, że Sebastian M. prowadził swoje BMW z prędkością przekraczającą 250 km/h, a niektórzy biegli sugerują nawet wartości rzędu 300 km/h. Rozpędzony pojazd uderzył w auto osobowe, którym przemieszczała się trzyosobowa rodzina – małżeństwo wraz z pięcioletnim dzieckiem spłonęło w roztrzaskanym samochodzie. Oskarżony konsekwentnie nie przyznaje się do winy i odrzuca stawiane mu zarzuty. Po tragicznym zdarzeniu uciekł do Azji, skąd sprowadzono go dopiero w wyniku złożonej procedury ekstradycyjnej. Z ostatnich doniesień wynika, że kierowca ubiega się o możliwość odbycia ewentualnej kary pozbawienia wolności poza granicami Polski. W piątek przebieg rozprawy na bieżąco relacjonuje dziennikarz „Super Expressu”.

Czytaj tutaj: Były pracownik Sebastiana M. przerywa milczenie w sądzie. Zatrważające relacje o brawurze na drodze

Zeznania byłego pracownika. Sebastian M. tłumaczył się z tragedii na A1

Podczas piątkowej rozprawy przed obliczem sądu stanął człowiek, który w przeszłości pracował dla oskarżonego. Jego zeznania dotyczyły między innymi niebezpiecznego stylu jazdy szefa i osiągania prędkości przekraczających 300 km/h. Szczególną uwagę przykuły jednak słowa opisujące zachowanie kierowcy BMW tuż po tragicznym zdarzeniu na autostradzie.

- Zaraz po wypadku, następnego dnia jechaliśmy na umówione wcześniej spotkanie na Węgrzech. W sobotę wieczorem, Sebastian zadzwonił do mnie z informacją, że miał wypadek. W niedzielę napisał - albo zadzwonił - że pojedziemy moim służbowym samochodem. Pojechałem pod firmę, ale Sebastian podjechał Audi i tym samochodem pojechaliśmy. Prowadził Sebastian, ja go zamieniłem na Węgrzech. Rozmawialiśmy o tym wypadku. Powiedział ze Kia wjechała na jego pas -  relacjonował w Piotrkowie Trybunalskim świadek.

Mężczyzna dodał również, że podczas wyjazdu styl jazdy oskarżonego uległ radykalnej zmianie. - W trakcie tej podróży nie przekraczał prędkości. To była inna podróż, w porównaniu do wcześniejszych. Później, razem z żoną Sebastiana M. jechaliśmy na targi do Monachium. Spędziłem tam dzień, a następnego dnia szef mi powiedział, że mam sam wracać samolotem. Byłem zaskoczony. To była pierwsza taka sytuacja, gdzie miałem wracać sam - zeznał przed sądem dawny podwładny.

Według słów zeznającego mężczyzny, oskarżony argumentował swoją decyzję chęcią pozostania z żoną, z którą planował wyjazd do obiektu ze spa. - W Polsce była duża nagonka na firmę. Uznałem, że to jest w porządku. Szef kupił mi bilet, następnego dnia rano wsiadłem w taksówkę i poleciałem do Polski - tłumaczył świadek przebieg tamtych wydarzeń.

Oskarżony kierowca nie pojawił się jednak w kraju. - Z radia dowiedziałem się ze Sebastian jest w Dubaju. To było kilka kilkanaście dni po moim powrocie z Niemiec. Wcześniej nic nie mówił, że ma jechać do Turcji lub Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Firma nie miała tam żadnych kontrahentów. Według mojej opinii wizyta biznesowa w tych krajach była bezzasadna - podsumował świadek w trakcie rozprawy toczącej się w Piotrkowie Trybunalskim. Sprawa będzie na bieżąco monitorowana przez portal.

Sebastian M. przeprosił rodziny ofiar tragicznego wypadku