Spis treści
- Kierowca BMW oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 stara się za wszelką cenę uniknąć kary.
- Sebastian M. systematycznie pomniejsza swoją rolę w tragedii, całkowicie obwiniając zmarłą rodzinę.
- Podczas posiedzeń sądu mężczyzna odrzuca ekspertyzy śledczych, przekonując, że poruszał się z dużo mniejszą prędkością i wcale nie uciekał z terytorium Polski.
Koszmar na autostradzie A1. Rodzina spłonęła w aucie po uderzeniu BMW
16 września 2023 roku życie Małgorzaty i Janusza D. oraz Elżbiety i Waldemara B. legło w gruzach, ponieważ stracili oni 39-letniego Patryka, 37-letnią Martynę oraz 5-letniego wnuka Oliwiera. Trzyosobowa rodzina wracała Kią z nadmorskiego urlopu do rodzinnego Myszkowa na Śląsku. W okolicach Piotrkowa Trybunalskiego w ich pojazd z potężną siłą uderzyło rozpędzone BMW. Za kierownicą luksusowego niemieckiego auta siedział Sebastian M. Uderzenie było tak druzgocące, że osobówka wbiła się w bariery energochłonne i stanęła w ogniu. Cała trójka spłonęła żywcem we wnętrzu pojazdu.
Sebastian M. uciekł do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Potem zmienił taktykę
Tuż po tragicznym zdarzeniu kierowca BMW opuścił terytorium Polski i próbował znaleźć bezpieczne schronienie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Służbom udało się sprowadzić go do kraju w maju zeszłego roku, a w grudniu oficjalnie ruszył proces karny. Początkowo oskarżony sam wyszedł z inicjatywą rozpoczęcia mediacji z bliskimi ofiar, co w teorii mogłoby wpłynąć na złagodzenie ostatecznego wyroku, jednak z biegiem czasu całkowicie zmienił on swoje nastawienie do sprawy.
Kierowca BMW obwinia ofiary z A1. Kwestionuje raporty śledczych
Sebastian M. zaczął zdecydowanie zaprzeczać swojej winie, bezwzględnie przerzucając odpowiedzialność na zmarłych pasażerów. Zgodnie z jego nową linią obrony, w samochodzie marki Kia zamontowane było rzekomo awaryjne koło dojazdowe. Oskarżony przekonuje przed sądem, że opona ta w pewnej chwili po prostu odpadła, przez co kierowca osobówki stracił kontrolę nad pojazdem i nagle zajechał mu drogę.
Skandaliczne zachowanie w sądzie. Matka ofiary zakryła uszy
Rodziny zmarłego Patryka, Martyny i małego Oliwiera przechodzą przez prawdziwe piekło, musząc wysłuchiwać podobnych wyjaśnień. Dodatkowy ból i niezrozumienie sprawia im skandaliczna postawa bliskich oskarżonego. Rodzice oraz siostra Sebastiana M. wielokrotnie pozwalali sobie na sali sądowej na nieodpowiednie kpiny i szydercze uśmiechy.
Podczas rozprawy z 12 marca matka zmarłej 37-latki, Elżbieta B., nie wytrzymała nerwowo i zasłoniła uszy dłońmi, słysząc, jak kierowca BMW po raz kolejny umniejszał swoją rolę w tragedii, informuje reporter "Super Expressu".
Mężczyzna całkowicie odrzucił rzetelne ustalenia ekspertów od rekonstrukcji wypadków drogowych. Uparcie twierdził, że jego prędkość wynosiła zaledwie 170 km/h, a nie wyliczone przez biegłych 315 km/h. Tłumaczył również śledczym, że jego wyjazd z kraju miał wyłącznie charakter biznesowy i absolutnie nie był próbą ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastianowi M. grozi obecnie kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło: Super Express