Spis treści
Punktualnie o godzinie 9:00 w czwartek, 12 marca, wznowiono pełną napięcia rozprawę z udziałem Sebastiana M. Przed wymiarem sprawiedliwości kontynuowany jest proces mężczyzny oskarżanego o doprowadzenie do tragicznego w skutkach karambolu na autostradzie A1. W tym dramatycznym incydencie z września 2023 roku zginęli małżonkowie, Patryk i Martyna, a także ich pięcioletni syn Oliwier. Według ustaleń śledczych kierujący pojazdem marki BMW pędził z ogromną prędkością, po czym uderzył w mniejsze auto, wpychając je z impetem w przydrożne bariery. W efekcie zniszczony samochód błyskawicznie stanął w płomieniach. Zasiadający na ławie oskarżonych wciąż nie przyznaje się do winy. W trakcie najnowszego posiedzenia swoje zeznania składała funkcjonariuszka policji z Piotrkowa Trybunalskiego, która jako jedna z pierwszych dotarła na miejsce tragedii. Kobieta relacjonowała, że widok przypominał prawdziwe pobojowisko.
- Bardzo rozległe zdarzenie, masa różnych rzeczy porozrzucanych na autostradzie - relacjonowała funkcjonariuszka. - Podeszłam do spalonego pojazdu, to był doszczętnie spalony wrak, a w nim trzy ciała. Zabezpieczyliśmy rzeczy osobiste ofiar - dodawała.
W charakterze drugiego świadka przesłuchano Andrzeja R., który podróżował zatrzymanym niedaleko miejsca tragedii busem.
- Nasz kierowca, Artur, powiedział, żebyśmy brali gaśnice i pobiegli do tego samochodu. Próbował nawet otworzyć drzwi osobówki, ale się nie dało. Wybił okno, dobiegł do nas jeszcze jeden człowiek z gaśnicą, ale płomienie były tak duże, że nie dało się ich ugasić - opowiadał. - Ktoś krzyczał z auta: "proszę, pomóż mi" - dodał na koniec.
W dalszej części posiedzenia głos ponownie oddano oskarżonemu. Sebastian M. odczytał z przygotowanej wcześniej kartki obszerne oświadczenie, w którym bezpośrednio zwracał się do bliskich tragicznie zmarłej na autostradzie A1 rodziny. Jednocześnie mężczyzna próbował kreować się na ofiarę całego zamieszania, przyjmując postawę męczennika. Dokładne fragmenty jego wystąpienia prezentujemy w dalszej części artykułu.
Sebastian M. oskarżony o wypadek na autostradzie A1 ubolewa nad hejtem. Odrzuca zarzuty
Mężczyzna siedzący na ławie oskarżonych twardo obstaje przy swojej niewinności i całkowicie odrzuca prokuratorskie zarzuty. Na czwartkowym posiedzeniu przekonywał, że od ponad dwóch lat jest obiektem powszechnej nienawiści w całym kraju, a jego medialny wyrok skazujący zapadł na długo przed udowodnieniem czegokolwiek w sądzie, głównie za sprawą polityków i prasy.
- Internauci nazywają mnie mordercą, domagają się znacznie wyższej kary. Rzesza ludzi w internecie życzy mnie i moim bliskim, a nawet mecenasce, śmierci. Moja rodzina została dotknięta szykanami - skarżył się Sebastian M. w sądzie. - Zostałem publicznie oskarżony bez opinii biegłych, Zbigniew Ziobro na tle banerów politycznych ogłaszał, że jestem winny. (...) Opublikowano zmanipulowany i sfałszowany przebieg wypadku, podano adres mojej firmy i domu rodzinnego, w którym nawet nie mieszkałem. Pod przyzwoleniem prokuratury wylewano kontrolowano hejt w kierunku moich bliskich, zablokowano rachunki bankowe, jakoby moje środki pochodziły z przestępstwa - wyliczał.
W trakcie swojej mowy podejrzany przekonywał, że brał pod uwagę dobrowolne poddanie się karze, byle tylko ostatecznie zakończyć ten koszmar. Utrzymywał, że milczał o detalach wypadku ze względu na szacunek do cierpiących rodzin ofiar. Taka argumentacja wywołała spore poruszenie wśród publiczności zgromadzonej na sali rozpraw.
- Nie chciałem mówić o wypadku, widząc rozpacz rodzin ofiar. Niezmiernie im współczuję. Zdecydowałem się na proces mediacji i chciałem starać się o zakończenie tej sprawy nawet kosztem świadomości, że mogę zostać skazany za coś, czego nie zrobiłem - twierdził Sebastian M.
Oskarżony wyraził również ufność, że wymiar sprawiedliwości pochyli się nad uzupełniającą opinią biegłych, o której sporządzenie apelowali jego obrońcy. Sebastian M. nadal obstawał przy swojej koncepcji zdarzeń, w której to osobowa kia nagle wymusiła na nim pierwszeństwo.
- Jechałem skrajnym lewym pasem, gdy nagle zobaczyłem zjeżdżający z prawej strony pojazd, który wjechał na mój pas. Nie mogłem już nic zrobić - opowiadał.
Szokujące relacje z wypadku na A1. Zeznania świadków podczas procesu Sebastiana M.
Mężczyzna stanowczo zaprzeczał medialnym doniesieniom o prędkości rzędu 300 kilometrów na godzinę. Z pełnym przekonaniem deklarował, że jechał znacznie wolniej, miał pełną kontrolę nad maszyną i absolutnie nie zignorował zasad bezpieczeństwa, które mogłyby skutkować katastrofą.
- Zaraz po wypadku zacząłem udzielać pomocy moim pasażerom. Gdy wysiadłem z auta, zobaczyłem słup ognia - czytał z kartki Sebastian M.
Z jego perspektywy specjaliści zaangażowani przez oskarżyciela publicznego dopuścili się wielu uchybień, co wymusza powtórne przeanalizowanie zebranych dowodów. Ostateczny werdykt w tej kwestii będzie zależał od sędziego. W momencie publikacji tego artykułu nie zapadły jeszcze żadne wiążące postanowienia proceduralne. Należy przypomnieć, że za doprowadzenie do wypadku drogowego skutkującego śmiercią, oskarżonemu grozi spędzenie za kratami nawet ośmiu lat.