Spis treści
Noworodek w stanie hipotermii porzucony w pustostanie
Ewelina P. ma już dwoje małoletnich dzieci, a do niedawna pracowała na łódzkim Rynku Bałuckim jako sprzedawczyni owoców. Obecnie przebywa w areszcie. Zamknięto ją tam po incydencie z 15 kwietnia ubiegłego roku. W zrujnowanym budynku przy ul. Zgierskiej, w pobliżu jej miejsca pracy, przypadkowy świadek dostrzegł porzuconą dziewczynkę zawiniętą w reklamówkę. Skrajnie wyziębione dziecko, mające zaledwie 28 stopni Celsjusza temperatury ciała, trafiło do łódzkiego szpitala, gdzie lekarze zdołali uratować mu życie.
Kiedy stan małej Wiktorii się ustabilizował, przeniesiono ją na kilka tygodni do ośrodka preadopcyjnego Tuli Luli, działającego przy Fundacji Gajusz. Obecnie przebywa już w rodzinie zastępczej, gdzie otrzymała miłość i opiekę, na jakie nie mogła liczyć ze strony biologicznej matki.
Matka noworodka oskarżona o usiłowanie zabójstwa
Policja zatrzymała kobietę zaledwie kilkanaście godzin po tym, jak porzuciła noworodka. Wkrótce potem postawiono jej zarzut usiłowania morderstwa, a proces karny ruszył w listopadzie. Podczas przesłuchań Ewelina P. przyznała się do winy, ale nie zdecydowała się na złożenie obszernych wyjaśnień. Ze śledztwa wynika, że całkowicie ukryła fakt bycia w ciąży przed swoim partnerem. Twierdziła też, że nie miała na celu zabicia dziecka, na co wskazała, odpowiadając na pytanie swojego prawnika.
- Dziecko urodziło się nóżkami do przodu. Zawinęłam je w reklamówkę i poszłam do domu. Chciałem po nie wrócić, ale jakaś dziwna siła mnie przed tym powstrzymywała - mówiła.
Prokuratura w Łodzi planuje złożyć apelację od wyroku
Decyzją Sądu Okręgowego w Łodzi kobieta została skazana na 13 lat pozbawienia wolności, mimo że śledczy domagali się dla niej kary 25 lat więzienia.
- Wina oskarżonej nie ulega żadnej wątpliwości. Sąd uznał, że działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia życia córki włożyła ją do reklamówki, zawiązała torbę na dwa supły i pozostawiła w pustostanie. Celu jednak nie osiągnęła, ponieważ dziecko zostało odnalezione przez świadka, który rozdarł torbę i wezwał pomoc. Oskarżona nie chciała tego dziecka, nie przygotowywała się na jego narodziny. Nie kupiła żadnej wyprawki, żadnych ubrań, pieluch. Nie zamierzała podjąć żadnej opieki nad córką - mówił sędzia Marek Raszewski.
Zgodnie z przepisami, 36-latce mogła zostać wymierzona kara od 10 do 30 lat więzienia, a nawet dożywotnie pozbawienie wolności. Zespół orzekający łódzkiego sądu zastosował dolną granicę wymiaru kary. Jako czynniki łagodzące uznano fakt, że oskarżona wcześniej nie weszła w konflikt z prawem, oraz okoliczność, iż dziecko zdołało przeżyć.
Prokurator Radosław Jaskulski zapowiedział jednak, że oskarżyciele wystąpią o pisemne uzasadnienie wyroku. Następnie zdecydują o ewentualnej apelacji, gdyż początkowo żądali dla skazanej 25-letniego wyroku.