Spis treści
Spór o 2000 zł i ciosy nożem w Zgierzu
Główny zarzut wobec wielokrotnie karanego w przeszłości 42-latka obejmuje usiłowanie zabójstwa. Zdarzenie miało miejsce w sierpniu ubiegłego roku w Zgierzu. Według prokuratury oskarżony był winny Mariuszowi Ś. kwotę 2000 złotych. Gdy znajomy upomniał się o zwrot gotówki, Michał W. miał wyciągnąć nóż i zadać mu trzy ciosy w brzuch. Ciężko rannej ofierze udało się dotrzeć do pobliskiego domu. Przebywająca tam partnerka natychmiast zadzwoniła po pogotowie, a szybka operacja w szpitalu ocaliła mężczyźnie życie.
Podczas rozprawy w sądzie Michał W. nie przyznał się do celowego ataku na kolegę. Zeznał, że to on padł ofiarą niespodziewanej napaści, a scyzoryka użył wyłącznie do samoobrony.
- Zostałem uderzony w tył głowy, kiedy szedłem sobie ulicą. Nawet nie wiedziałem, kto mnie zaczął bić - opowiadał.
- Dopiero po jakimś czasie zobaczyłem, że to Mariusz. On był w jakimś amoku, jakby po narkotykach. Wyciągnąłem scyzoryk, żeby go odstraszyć, ale nie wiem, czy go nim uderzyłem - tłumaczył.
Poszkodowany Mariusz Ś. nie stawił się w sądzie na pierwszej rozprawie, przez co jego wersja dramatycznych wydarzeń ze Zgierza nie mogła zostać wysłuchana.
Strzelał do dwóch braci z broni na gumowe kule
Michał W. nie zaprzeczył jednak pozostałym oskarżeniom. Mężczyzna przyznał się do oddania strzałów z broni na gumowe pociski w kierunku Dariusza i Wiesława G. Podobnie jak w przypadku pchnięcia nożem, 42-latek argumentował, że jego reakcja była wynikiem obrony własnej.
Próba ucieczki podczas transportu na badania
Ostatni z incydentów miał miejsce, gdy oskarżony był konwojowany z aresztu do zgierskiej placówki medycznej na badania psychiatryczne. Podczas opuszczania radiowozu 42-latek z całej siły odepchnął policjanta Krzysztofa B., powalając go na ziemię. Następnie rzucił się do ucieczki, jednak po przebiegnięciu zaledwie kilku metrów został obezwładniony przez drugiego z funkcjonariuszy.
- Spytaliśmy go, czemu próbował uciec. Odpowiedział, że grozi mu tak wysoki wyrok, że musiał spróbować - zeznał w trakcie procesu Krzysztof B.
Za popełnione czyny Michałowi W. grozi najsurowsza kara, jaką przewiduje kodeks karny, czyli dożywotnie pozbawienie wolności.
Polecany artykuł: