Sześć ciosów nożem zakończyło imprezę w Pabianicach. Zapadł surowy wyrok dla zabójcy

2026-10-15 15:53

Zwyczajna impreza czworga znajomych w jednym z pabianickich mieszkań miała dramatyczny finał. Kiedy wyczerpany 45-letni Tomasz S. ułożył się na podłodze, by odpocząć, 50-letni Marcin S. chwycił za nóż. Napastnik zadał ofierze sześć ciosów w klatkę piersiową, co doprowadziło do śmierci mężczyzny. Sprawca próbował zbiec, jednak szybko wpadł w ręce organów ścigania, a Sąd Okręgowy w Łodzi właśnie podjął decyzję o jego dalszym losie.

Zbrodnia przy ulicy Moniuszki w Pabianicach

Zbieg okoliczności doprowadził do dramatu w piętrowej kamienicy zlokalizowanej niedaleko bazaru przy ulicy Moniuszki w Pabianicach. Poddasze tego budynku zamieszkiwała 45-letnia Renata S. wraz ze swoim 47-letnim partnerem Tomaszem P. Gospodarze bardzo lubili życie towarzyskie, dlatego do ich lokum regularnie zaglądali różni znajomi, by wspólnie spędzać czas.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli 10 października 2024 roku, gdy w czteroosobowym gronie doszło do makabrycznego zdarzenia. Oprócz właścicieli mieszkania, w biesiadzie uczestniczyli również Tomasz S. oraz Marcin S.

W godzinach porannych oficerowie dyżurni odebrali zgłoszenie o mężczyźnie dźgniętym ostrym narzędziem. Po przyjeździe patrolu na miejsce zbrodni okazało się, że w lokalu znajduje się tylko ciężko ranny uczestnik spotkania oraz przerażeni właściciele mieszkania. Brakowało natomiast Marcina S., na którego natychmiast padły podejrzenia o brutalny atak.

Przybyła na miejsce załoga pogotowia ratunkowego robiła wszystko, by ocalić poszkodowanego, jednak obrażenia okazały się zbyt rozległe. Ciało było tak zmasakrowane, że lekarz mógł jedynie potwierdzić zgon. Tymczasem funkcjonariusze natychmiast ruszyli w pościg za sprawcą, ujmując nożownika zaledwie kilka przecznic od miejsca zbrodni. Mężczyzna został aresztowany, a następnie oskarżony o morderstwo, co zapoczątkowało proces sądowy, który ruszył 1 czerwca przed Sądem Okręgowym w Łodzi.

- Oskarżam Marcina S. o to, że w dniu 10 października 2024 roku działając z zamiarem bezpośrednim pozbawiania życia poszkodowanego zadał mu sześć ciosów nożem powodując u niego obrażenia skutkujące jego śmiercią - mówiła prokurator Dorota Grzelińska.

Proces Marcina S. przed łódzkim sądem

Podejrzany konsekwentnie zaprzeczał swojej winie i nie chciał składać dodatkowych wyjaśnień na sali rozpraw, co zmusiło sędziego do przytoczenia jego wcześniejszych zeznań. Zaraz po ujęciu przez organy ścigania sprawca twierdził, że w ogóle nie brał udziału w spotkaniu w mieszkaniu Renaty S. i Tomasza P. Zmienił narrację dopiero podczas kolejnych przesłuchań, potwierdzając swoją obecność, jednak winą za zadanie śmiertelnych ciosów obarczył gospodarza imprezy.

- Obudziłem się i widziałem, że Tomek trzyma zakrwawiony nóż - mówił.

- Potem ten drugi mężczyzna spadł z krzesła na podłogę. Był we krwi. Tomek mi powiedział, że mam opuścić ich mieszkanie, co też uczyniłem - dodał.

Wymiar sprawiedliwości ostatecznie odrzucił wersję przedstawianą przez oskarżonego i uznał jego słowa za niewiarygodne. Na posiedzeniu, które odbyło się w czwartek, 15 października, zapadł prawomocny wyrok skazujący mordercę na 25 lat pozbawienia wolności.

Decyzja sądu oznacza, że Marcin S. spędzi w zakładzie karnym najbliższe ćwierć wieku. Mężczyzna będzie mógł opuścić więzienne mury najwcześniej po ukończeniu 75. roku życia.

- W tej sprawie mieliśmy wersję wydarzeń przedstawioną przez oskarżonego i wersję wydarzeń, którą przedstawił Tomasz P. - mówił sędzia Robert Świecki.

- Ten drugi od początku utrzymywał, że do zadania ciosów nożem doszło, gdy pokrzywdzony leżał na podłodze. Oskarżony początkowo twierdził z kolei, że go nie było na miejscu zdarzenia, a następnie przyznał, że był w tym towarzystwie, ale że to Tomasz P. zadał ciosy, gdy pokrzywdzony siedział na krześle. Tę wersję wykluczył jednak biegły sądowy, który w swojej ekspertyzie wskazał, że w chwili zadania ran pokrzywdzony leżał na podłodze, dlatego sąd uznał oskarżonego za winnego - wyjaśnił.

Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?
Zygmunt i Sylwester zginęli w pożarze. Adil A. jednak nie zabił?!

ROLKI