Tragedia na przystanku przy ulicy Pomorskiej
Do makabrycznych scen doszło w nocy z 19 na 20 marca. Paweł J., przebywający na przystanku tramwajowym w sąsiedztwie osiedla akademickiego, zasnął na ławce. Z ustaleń śledczych wynika, że oskarżony 35-latek zauważył śpiącego mężczyznę, uderzył go w głowę i zrzucił mu czapkę. Napastnik oddalił się na chwilę, jednak wrócił na miejsce zdarzenia, aby pozbawić ofiarę życia w okrutny sposób.
"Blisko 30-krotnie używał posiadanych zapalniczek po to, aby skutecznie go podpalić, najpierw tułów, a następnie włosy" - wyjaśniał po zakończonym śledztwie Krzysztof Kopania, ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
"Zapisy monitoringu wskazują niezbicie, że podpalony mężczyzna dawał oznaki życia. Gdy zaczęło się palić całe jego ciało, napastnik w dalszym ciągu z bliskiej odległości to obserwował i nie podjął żadnych działań, które mogłyby uratować płonącego" - przekazywał mediom Kopania.
Funkcjonariusze zatrzymali Sylwestra M. dzień po tragedii w innej części miasta. Proces sądowy ruszył w lutym ubiegłego roku przed łódzkim sądem. Mężczyzna od samego początku konsekwentnie nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów.
"Nie przyznaję się do winy" - mówił. "Widziałem tego mężczyznę, ale nie ja go podpaliłem" - twierdził oskarżony.
Prokuratura chce dożywocia, obrona leczenia
Sąd zamknął przewód sądowy, a strony wygłosiły mowy końcowe. Oskarżyciel nie ma wątpliwości co do winy i brutalności sprawcy. Prokurator Damian Burzyński podkreślił, że oskarżony działał z bezpośrednim zamiarem zabójstwa. Śledczy wnioskują o karę dożywotniego pozbawienia wolności.
"W mojej ocenie działał z góry powziętym zamiarem bezpośrednim zabójstwa oraz szczególnym okrucieństwem" - mówił Damian Burzyński z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
"Sposób w jaki zadał śmierć pokrzywdzonemu był wyjątkowo makabryczny. Doprowadził do jego zgonu w płomieniach. Wnoszę o wymierzenie oskarżonemu kary dożywotniego pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie z więzienia po upływie 40 lat" - przekazał przedstawiciel prokuratury.
Zupełnie inną linię obrony przyjął mecenas Krzysztof Pawłowski. Adwokat zakwestionował opinie biegłych psychiatrów, którzy uznali Sylwestra M. za poczytalnego w chwili popełnienia zbrodni. Obrońca przekonuje, że jego klient jest chory i wymaga hospitalizacji, a nie więzienia. Mecenas wniósł o umorzenie postępowania karnego.
"On jest chory psychicznie" - mówił. "Jego nie należy sądzić, a leczyć. W związku z tym wnoszę o umorzenie postępowania, a w przypadku skazania wnoszę o niezasądzenie od niego kosztów postępowania sądowego" - powiedział adwokat.
Oskarżony poparł wniosek swojego obrońcy. Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 25 lutego.