Spis treści
Zdjęcie na profilu Fundacji Gajusz odmieniło los Stasia
Od samego początku życie boleśnie doświadczyło niespełna dwuletniego chłopca. Jego biologiczna matka zrzekła się do niego praw tuż po porodzie, przez co maluch musiał spędzić wiele miesięcy w oczekiwaniu na nową rodzinę. Brakowało kandydatów gotowych na adopcję, jednak ostatecznie sytuacja uległa zmianie dzięki jednej, niepozornej fotografii zamieszczonej w internecie.
- Chłopczyk z samochodzikiem w ręku. Sfotografowany od tyłu na korytarzu. To zdjęcie pani Magdalena zobaczyła na naszym profilu w mediach społecznościowych. I coś w niej wtedy drgnęło. Nie powiedziała mężowi. Po prostu napisała do nas w sprawie adopcji - opowiadają pracownicy Fundacji Gajusz.
Sceptyczne podejście męża i upór nowej mamy
Kiedy kobieta podzieliła się swoim pomysłem z mężem, ten początkowo nie krył sporych wątpliwości wobec całej inicjatywy. - Nic z tego nie będzie - mówił.
Przyszła matka adopcyjna nie zamierzała jednak szybko rezygnować z marzeń o powiększeniu rodziny i konsekwentnie dążyła do wyznaczonego celu. - Nie ukrywam, byłam natarczywa - śmieje się dziś, wspominając tamten czas.
Po pewnym czasie jej życiowy partner wypowiedział znamienne zdanie, które ostatecznie zadecydowało o dalszych losach procedury. - Jak będzie nam dane zostać rodzicami Stasia, to się nam uda - powiedział.
Pierwszy bezpośredni kontakt nowej rodziny z dzieckiem miał miejsce na początku roku. Podczas kolejnej wizyty w łódzkiej placówce chłopiec wszedł na kolana pani Magdaleny, co przypieczętowało ich więź.
- On chyba czuł po prostu, że to jest ten moment. Szansa, by mieć rodziców. Rozkochał nas w sobie i już wiedzieliśmy, że jest wspaniałym chłopcem - wspominają nowi rodzice.
Formalności dobiegły końca na początku marca, kiedy to sąd wydał oficjalne postanowienie o przysposobieniu. Już następnego dnia dwulatek ostatecznie opuścił ośrodek i pojechał do swojego nowego miejsca zamieszkania. Na powitanie babcia przygotowała domowy obiad, a chłopiec szybko zaprzyjaźnił się z trzema psami oraz czterema kurkami hodowanym na posesji. Początkowy dystans zniknął bez śladu, a dziś maluch chętnie korzysta z własnych narzędzi ogrodowych, pomagając przybranemu ojcu w sadzeniu roślin i warzyw.