Sebastian M. zasiada na ławie oskarżonych z powodu doprowadzenia do tragicznego zdarzenia drogowego, do którego doszło na trasie A1. Zginęła w nim trzyosobowa rodzina. Według prokuratury to on jest winien wypadku, w którym zginęło małżeństwo z 5-letnim synem. Proces dobiega końca – w środę, 7 października 2026 roku, miała miejsce niemal ostatnia rozprawa przed ogłoszeniem werdyktu, planowanym na 21 października. Wydarzenia, które rozegrały się tego dnia na sali sądowej, z pewnością na długo pozostaną w pamięci bliskich ofiar. Przemowa oskarżonego okazała się dla nich sporym zaskoczeniem.
- Chciałbym państwu złożyć najszczersze wyrazy współczucia za stratę dzieci - stwierdził Sebastian M. podczas swojej mowy końcowej. - Nie ma tutaj żadnych słów dla państwa cierpienia i bólu. Nie zawieziecie swojego wnuka do przedszkola, nie spotkacie się z rodziną przy stole wigilijnym. Media zrobiły ze mnie człowieka, którym nie jestem. Zawsze żyłem w poszanowaniu życia ludzkiego, dlatego staram się z państwem utożsamić, państwa cierpieniem i stratą. Nie ma dnia, abym nie myślał o wypadku, który nie powinien się wydarzyć. O tragedii, która zmieniła życie i losy wielu osób i rodzin. Przekroczyłem prędkość, do czego nie powinienem dopuścić. Przepraszam - podkreślił.
Z jednej strony Sebastian M. kierował do rodzin słowa skruchy, z drugiej jednak wciąż nie przyznawał się do winy. Twierdził uparcie, że to auto marki Kia, prowadzone przez tragicznie zmarłego Patryka, wyjechało przed jego pojazd. Takie tłumaczenie stało w sprzeczności z ustaleniami biegłych, co skłoniło go do negowania ich wniosków. Wraz z obrończynią zażądał uniewinnienia. Oskarżyciel odpowiedział na to stanowczo, przedstawiając długą listę wykroczeń, których dopuścił się kierowca BMW. Co jeszcze pojawiło się na tej rozprawie?
Prokurator punktuje Sebastiana M.: Ściągnął fabryczną blokadę prędkości
Zdaniem prokuratora, który przemawiał jako pierwszy, Sebastian M. prowadził samochód tak, jakby leciał rakietą. Według niego usunięcie blokady prędkości w sportowym BMW sprawiło, że po wjechaniu na autostradę rozpoczął niebezpieczną grę, przypominającą rosyjską ruletkę z życiem innych. Aleksander Duda zaznaczył, że kamery zarejestrowały prędkość wynoszącą ponad 300 kilometrów na godzinę, gdy auto zbliżało się do jednego z węzłów. Kilkanaście sekund wcześniej na tych samych nagraniach uwieczniono jadącą 140 km/h Kię, którą podróżował Patryk ze swoimi bliskimi. W chwilę później, po wypadku, na zawsze pożegnali się ze światem.
Przedstawiciel oskarżenia nie przebierał w słowach, oceniając zachowanie oskarżonego. Stwierdził wprost, że usunięcie zabezpieczeń z auta to celowe działanie, a wcześniejsze naruszanie prawa o ruchu drogowym potęgowało u niego poczucie bezkarności, co ostatecznie doprowadziło do tej ogromnej tragedii. Prokurator zauważył, że także na sali sądowej mężczyzna nie chciał wziąć na siebie odpowiedzialności za własne błędy i obwiniał wszystkich wokoło, próbując jedynie poprawić swój wizerunek. Według niego żadne z przeprosin, które padły, nie były autentyczne, a najsmutniejsze w całej sprawie jest to, że polski wymiar sprawiedliwości nie przewiduje adekwatnej do winy kary za ten czyn.
Za spowodowanie tragicznego wypadku Sebastianowi M. grozi maksymalnie 8 lat pozbawienia wolności. Ostateczna decyzja w jego sprawie zapadnie już 21 października 2026 roku.