Spis treści
Horror w pustostanie na Bałutach. Michał W. bestialsko pobity
Do tej niezwykle brutalnej napaści doszło w kwietniu ubiegłego roku w jednym z pustostanów niedaleko Rynku Bałuckiego przy ulicy Limanowskiego w Łodzi. 42-letni poszkodowany regularnie spędzał czas w tym opuszczonym miejscu, podczas gdy młodszy o dziewięć lat agresor zaglądał tam tylko od czasu do czasu. Niestety, kolejne spotkanie obu mężczyzn zakończyło się prawdziwym dramatem, w wyniku którego starszy z nich otarł się o śmierć.
- Siedziałem i czytałem książkę - wspomina Michał W. - Nagle on wpadł z krzykiem, że ukradłem mu plecak. Chwycił za jakąś butelkę i rozbił mi ją na głowie. Zamroczyło mnie. Dziś w tym miejscu mam dziurę w czaszce. Potem złapał za takie wielkie nożyce i zaczął mnie nimi okładać. To było wiele uderzeń. W ramię, w udo. Później dostałem cios w piszczel, aż usiadłem. Gdy tak siedziałem, chwycił za łopatę i bił mnie od góry w głowę. Próbowałem wstać, ale chrupnęło mi w nodze i upadłem na ziemię. Dalej mnie bił po głowie i plecach. Potem wyszedł - opowiada.
Zmasakrowany 42-latek zaczął z całych sił wołać o ratunek, co ostatecznie usłyszał przechodzący w pobliżu świadek. Widząc zakrwawionego mężczyznę, natychmiast wezwał karetkę pogotowia. W momencie przybycia służb ratunkowych Michał W. zachowywał jeszcze świadomość, jednak jego stan pogarszał się z minuty na minutę. Mężczyzna trafił ostatecznie na oddział intensywnej terapii łódzkiego szpitala im. Kopernika, gdzie specjaliści stoczyli udaną walkę o jego życie, diagnozując wcześniej złamania obu rąk, nogi oraz bardzo rozległe urazy czaszki.
Sąd w Łodzi wydaje wyrok. Jarosław S. skazany za usiłowanie zabójstwa
Agresor wpadł w ręce organów ścigania już dobę po tych makabrycznych wydarzeniach, niedaleko samego miejsca zbrodni. W styczniu bieżącego roku mężczyzna usiadł na ławie oskarżonych, odpowiadając za próbę pozbawienia życia. Od samego początku odrzucał zarzuty, kategorycznie twierdząc, że wyłącznie bronił się przed atakiem z użyciem ostrego narzędzia, który rzekomo miał zainicjować sam poszkodowany.
Sędziowie analizujący tę sprawę uznali tłumaczenia 33-latka za całkowicie niewiarygodne i sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym. Ostatecznie wymierzono mu karę 22 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa w zamiarze ewentualnym. Zgodnie z terminologią prawniczą oznacza to, że sprawca zadając tak brutalne ciosy, w pełni akceptował możliwość uśmiercenia swojej ofiary. Uzasadnienie decyzji przedstawiła sędzia Karolina Paszkowska-Masłowska.
- Gdyby działał w zamiarze bezpośrednim zabójstwa, to miał okazję, by ten zamiar zrealizować, opuścił jednak pomieszczenie, w którym doszło do zdarzenia - tłumaczyła sędzia Karolina Paszkowska-Masłowska.
Niezwykle surowy wymiar kary podyktowany był w dużej mierze bogatą kartoteką kryminalną oskarżonego łodzianina. Jak podkreśliła sędzia Paszkowska-Masłowska, zachowanie sprawcy wskazywało na głęboką demoralizację.
- Był wcześniej karany również za przestępstwa przeciwko zdrowiu i życiu, działał w warunkach multirecydywy, a tego czynu dopuścił się krótko po opuszczeniu zakładu karnego - mówiła sędzia Paszkowska-Masłowska.
Warto na koniec zaznaczyć, że obecny wyrok sądu pierwszej instancji nie jest jeszcze prawomocny.