Horror podczas spaceru! Elektryczny pastuch zabił psa i poraził kobietę

2026-04-24 18:53

Wydarzenia, które rozegrały się w maju ubiegłego roku w miejscowości Cesarka pod Strykowem, w końcu doczekały się prokuratorskiego finału. Zarzuty usłyszał mężczyzna odpowiedzialny za rozstawienie feralnego „pastucha elektrycznego”, który doprowadził do śmierci psa i cudem nie pozbawił życia spacerującej kobiety. Dzierżawcy stawu grozi teraz do 3 lat pozbawienia wolności.

Cesarka. 49-latka ciężko poparzona prądem. Ratowała swojego psa

i

Autor: (2)/ Shutterstock Prokuratura czeka na decydują opinię biegłego dotyczącą wypadku w ośrodku szkoleniowo-wypoczynkowym w Cesarce pod Strykowem 2 maja br. W wyniku porażenia prądem z pastucha elektrycznego ciężko poparzona została przebywająca tam 49-latka, zdj. ilustracyjne
  • W Prokuraturze Rejonowej w Zgierzu przedstawiono zarzuty dzierżawcy stawu w Cesarku pod Strykowem w związku z porażeniem prądem dwóch osób i psa, do którego doszło 2 maja 2025 roku.
  • Zarzuty dotyczą umyślnego narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia oraz nieumyślnego spowodowania ciężkiego i średniego uszczerbku na zdrowiu.
  • Porażenie nastąpiło, gdy pies zaplątał się w "pastucha elektrycznego" o napięciu 230V (zamiast bezpiecznych 12V), a kobieta i mężczyzna próbowali mu pomóc.
  • Podejrzany nie przyznaje się do zarzutów, twierdząc, że zainstalował pastucha o napięciu 12V w 2024 roku i nie wie, skąd wzięło się urządzenie o wyższym napięciu w 2025 roku.

Dramatyczne zdarzenie miało miejsce 2 maja 2025 roku, kiedy to niczego niepodejrzewająca kobieta spacerowała ze swoim psem nad zbiornikiem wodnym, położonym na terenie lokalnego hotelu w Cesarkach. Sielankowy spacer zamienił się w koszmar, gdy pies zaplątał się w tak zwany „pastuch elektryczny”, wykonany ze stalowego drutu, rozciągnięty w wysokiej roślinności na krawędzi skarpy. Niestety, dla zwierzęcia kontakt z instalacją okazał się śmiertelny. Zrozpaczona właścicielka, próbując ratować swojego pupila, również dotknęła drutu. Skutki były opłakane – kobieta doznała między innymi ostrej niewydolności oddechowej, co doprowadziło do nagłego zatrzymania krążenia, czyli stanu śmierci klinicznej. Ponadto, na jej ciele pojawiły się oparzenia III i IV stopnia. Obrażenia te, zgodnie z opinią biegłych, zostały ocenione jako choroba realnie zagrażająca życiu i ciężki uszczerbek na zdrowiu.

W tym krytycznym momencie kobieta znajdowała się w wodzie, a z pomocą pospieszył jej znajdujący się nieopodal mężczyzna. Niestety, i on został porażony prądem, doznając poważnych uszkodzeń mięśni. To, co wydawało się nieszczęśliwym wypadkiem, okazało się wynikiem rażącego zaniedbania. Przeprowadzona ekspertyza wykazała, że do „pastucha” podane było napięcie fazowe o wartości 230V. Jest to szokujące, biorąc pod uwagę, że zgodnie z opinią biegłych, tego typu urządzenia powinny operować napięciami rzędu 12V. 

Podejrzany nie przyznaje się do winy

Po wnikliwym postępowaniu dowodowym ustalono, że za rozstawienie niebezpiecznej instalacji odpowiadał dzierżawca stawu. W czwartek, 23 kwietnia 2026 roku, w Prokuraturze Rejonowej w Zgierzu, mężczyźnie przedstawiono dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy umyślnego narażenia innej osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, a drugi nieumyślnego spowodowania ciężkiego i średniego uszczerbku na zdrowiu. Te zarzuty, odnoszące się odpowiednio do kobiety i mężczyzny, są kwalifikowane z art. 156 § 2 kk i art. 160 § 1 kk. Grozi za nie kara pozbawienia wolności do 3 lat.

Mężczyzna, przesłuchany w charakterze podejrzanego, nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. W swoich wyjaśnieniach oświadczył, że faktycznie w 2024 roku rozciągnął „elektryczny pastuch”, ale zapewnił, że był on zasilany napięciem 12V.

Sonda
Umiesz udzielić pierwszej pomocy?
Basia zmarła bo pielęgniarka pomyliła lek. Będzie ponowny proces.