Spis treści
Koszmar dzieci w rodzinie zastępczej w Łęczycy
W 2007 roku 47-letnia Bożena A. oraz jej o pięć lat starszy mąż otrzymali oficjalny status zawodowej rodziny zastępczej. Pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Łęczycy, wydając tę pozytywną decyzję, nie mieli pojęcia, jak tragiczne w skutkach będzie to postanowienie. Ostatecznie przed wymiarem sprawiedliwości stanęli nie tylko brutalni opiekunowie oskarżeni o najcięższe przestępstwa, ale również szefowa instytucji nadzorującej, której zarzucono rażące zaniedbania służbowe.
Dopiero po siedmiu latach, w 2014 roku, opinia publiczna w całej Polsce dowiedziała się o wstrząsającym dramacie małoletnich. Mroczny sekret jako pierwszy odkrył szkolny pedagog, do którego skrzywdzeni podopieczni ostatecznie zwrócili się o pomoc i opowiedzieli o swoich cierpieniach. Nauczyciel natychmiast zaalarmował urzędników z PCPR, a ci przekazali szokujące informacje organom ścigania.
Funkcjonariusze policji błyskawicznie zatrzymali Bożenę i Jana A. oraz ich 20-letnią córkę Karolinę, osadzając całą trójkę w areszcie śledczym. Prokuratura natychmiast wszczęła w tej bulwersującej sprawie oficjalne śledztwo, podczas którego z każdym kolejnym przesłuchaniem śledczy odkrywali coraz bardziej makabryczne szczegóły z życia tej rodziny.
- Opiekunowie bili dzieci po twarzy i plecach pasem oraz pięściami, zatykali im usta, stosowali kary polegające m.in. na wielogodzinnym staniu na baczność. Dzieciom ograniczano dostęp do jedzenia i kontakt z rówieśnikami, używano wobec nich słów wulgarnych - mówił wtedy Krzysztof Kopania, ówczesny rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Zgromadzony przez śledczych materiał dowodowy wskazywał jasno, że Jan A. wspólnie ze swoją córką dopuszczali się brutalnych aktów przemocy seksualnej wobec bezbronnych ofiar. Mężczyzna miał wymuszać na małoletnich kontakty intymne, w tym seks oralny, oraz dotykać ich miejsc intymnych, nakłaniając ich jednocześnie do podobnych zachowań. Śledczy postawili również Karolinie A. niezwykle poważne zarzuty dotyczące czynów o charakterze pedofilskim.
Wyroki dla Jana A. i Bożeny A. Córka uniknęła kary
Podczas trwającego postępowania karnego powołani do sprawy specjaliści z zakresu psychiatrii przebadali młodą kobietę. Z wydanej przez nich opinii jasno wynikało, że Karolina A. w momencie krzywdzenia podopiecznych znajdowała się w stanie całkowitej niepoczytalności, co uchroniło ją przed poniesieniem odpowiedzialności przed sądem.
Odpowiedzialności karnej nie uniknęli jednak jej rodzice, którzy zasiedli na ławie oskarżonych. Ze względu na konieczność ochrony prywatności i dobro pokrzywdzonych małoletnich, cały proces sądowy toczył się za zamkniętymi drzwiami, bez udziału publiczności. Warto dodać, że dwie byłe wychowanki postanowiły aktywnie uczestniczyć w rozprawach, pełniąc rolę oskarżycielek posiłkowych.
Wymiar sprawiedliwości w Łęczycy ostatecznie uznał Jana A. za winnego fizycznego i psychicznego znęcania się nad dziećmi oraz dopuszczania się wobec nich czynów lubieżnych. Mężczyzna usłyszał surowy wyrok dziewięciu lat pozbawienia wolności, a także otrzymał dożywotni zakaz wykonywania jakiejkolwiek pracy związanej z wychowaniem. Z kolei jego żona za stosowanie przemocy wobec bezbronnych ofiar została skazana na dwa i pół roku spędzone za kratkami.
Szokujące motywy małżeństwa z Łęczycy. Chodziło o pieniądze
Najbardziej przerażający w całej historii wydaje się główny powód, dla którego para przyjmowała pod swój dach kolejne bezbronne ofiary. Śledztwo wykazało, że działania fałszywych rodziców były podyktowane wyłącznie bezwzględną chęcią szybkiego i łatwego wzbogacenia się kosztem cierpienia małoletnich, co jednoznacznie potwierdziła kierowniczka miejscowego PCPR w swoim ówczesnym oświadczeniu.
- Oni byli nastawieni na zarabianie pieniędzy - mówiła zaraz po ich zatrzymaniu Iwona Z., ówczesna kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. - Za samą gotowość do przyjęcia dzieci, ci państwo otrzymywali z naszych środków dwa tysiące złotych miesięcznie. Dodatkowo dostawali tysiąc złotych na każde dziecko, które przebywało w ich domu - tłumaczyła.
Polecany artykuł:
Biorąc pod uwagę te finansowe korzyści, reakcja kobiety podczas interwencji służb nie powinna być zaskoczeniem. Gdy funkcjonariusze policji w asyście specjalistów medycznych i psychologów ewakuowali skrzywdzone maluchy z tego przerażającego miejsca, Bożena A. wpadła we wściekłość i bez skrupułów wykrzyczała mundurowym w twarz swoje prawdziwe intencje.
- Zabieracie nam nie dzieci, a źródło stałych dochodów!
Kierowniczka PCPR usłyszała wyrok za brak nadzoru
Szefowa Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w swoich późniejszych tłumaczeniach próbowała bronić decyzji urzędu. Kobieta utrzymywała, że w momencie rozpatrywania wniosku nie istniały absolutnie żadne formalne przesłanki, które pozwalałyby zablokować małżeństwu A. możliwość pełnienia funkcji zawodowej rodziny zastępczej.
- Przeszli odpowiednie szkolenia, dostarczyli zaświadczenia o niekaralności i dobrym stanie swojego zdrowia. Nie mieliśmy argumentów, by ich zdyskwalifikować jako opiekunów – wyjaśniała.
Polecany artykuł:
Śledczy nie dali jednak wiary tym wyjaśnieniom i postawili kobiecie zarzuty związane z rażącym niedopełnieniem obowiązków służbowych oraz brakiem odpowiedniej kontroli nad placówką. Wymiar sprawiedliwości w pełni przychylił się do stanowiska prokuratury, uznając, że urzędniczka ponosi bezpośrednią winę za zaniedbania, za co skazano ją na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwuletni okres próbny.