Spis treści
Koszmar pensjonariuszy w Zgierzu. Fałszywy ksiądz stworzył piekło
Jesienią 2016 roku cała Polska wstrzymała oddech po doniesieniach o dramacie rozgrywającym się w zgierskim Domu Schronienia dla Potrzebujących im. Matki Teresy z Kalkuty. Placówką zarządzał Marek N., który bezprawnie tytułował się duchownym kościoła starokatolickiego. Na miejscu odkryto warunki urągające jakimkolwiek standardom. Schorowani podopieczni nie otrzymywali leków, odmówiono im wsparcia medycznego oraz rehabilitacji, a zatrudnieni tam pracownicy nierzadko stosowali przemoc i przywłaszczali dorobek życia seniorów, co ostatecznie doprowadziło do śmierci 12 z nich.
Koszmarny przytułek ostatecznie zamknięto, a samozwańczy kapłan trafił w ręce organów ścigania. Zatrzymany mężczyzna przed wybuchem afery wiódł niezwykle wystawne życie, mieszkał w luksusowej posiadłości na obrzeżach miasta, korzystał z usług szofera i obnosił się drogą biżuterią. Decyzją sądu został osadzony w areszcie, w którym przebywał przez lata.
Marek N. oskarżony. Szokujące zarzuty przed łódzkim sądem
W międzyczasie zgierski wymiar sprawiedliwości wymierzył mu karę 4 lat pozbawienia wolności za zagarnięcie majątków swoich ofiar. To jednak nie koniec jego problemów, ponieważ przed Sądem Okręgowym w Łodzi toczy się postępowanie o znacznie cięższym kalibrze. Śledczy oskarżają 50-latka o narażenie pensjonariuszy na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, co skutkowało zgonem tuzina podopiecznych. Co więcej, w akcie oskarżenia znalazł się makabryczny wątek bezczeszczenia ludzkich prochów, które oskarżony miał przetrzymywać w swoim biurze, by opóźniać pogrzeby i nadal pobierać świadczenia zmarłych.
Batalia sądowa w tej bulwersującej sprawie wystartowała pierwotnie w maju 2022 roku. Niestety, kłopoty zdrowotne orzekającego sędziego wymusiły przerwanie postępowania. Proces ruszył od nowa zaledwie kilka miesięcy temu.
Decyzja Sądu Apelacyjnego w Łodzi. Fałszywy ksiądz wychodzi na wolność
Przez cały ten okres Marek N. był izolowany od społeczeństwa za kratami. Jednak 25 marca łódzki Sąd Apelacyjny, rozpatrując wniosek o kontynuowanie tego środka zapobiegawczego, orzekł, że oskarżony może opuścić celę. Wymiar sprawiedliwości uznał, że do zabezpieczenia toku śledztwa wystarczy nałożenie na niego policyjnego dozoru oraz zakazu opuszczania terytorium kraju.
Śledczy nie zgadzają się z tym postanowieniem i błyskawicznie wnieśli zażalenie na decyzję sądu.
- W skierowanym zażaleniu Prokuratura podniosła, iż oskarżonemu zarzucono aż 30 przestępstw, spośród których znaczna część zagrożona jest karami do 12, 10 i 8 lat pozbawienia wolności - mówi Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi. - W ocenie Prokuratury rodzi to obawę ucieczki Marka N. przed dalszym pobytem w więzieniu, szczególnie, że zarzuca mu się spowodowanie śmierci 12 osób oraz spowodowanie uszczerbku zdrowotnego u 65 kolejnych - dodał.
Jak podkreślono, dotychczasowy okres izolacji nie mógł być traktowany jako nadmiernie wydłużony. W czasie pobytu w zakładzie karnym oskarżony równolegle i niemal bez przerw odbywał bowiem wyroki zasądzone za inne przewinienia.
Przedstawiciele prokuratury akcentują również fakt, że 50-latek próbował już otwierać podobne placówki poza granicami Polski, między innymi na terytorium Niemiec i Wielkiej Brytanii, co realnie uprawdopodabnia ryzyko jego ucieczki. Dodatkowo istnieje poważne zagrożenie, że oskarżony będzie próbował wpływać na zeznania ponad stu świadków oraz poszkodowanych, którzy wciąż czekają na wezwanie przed oblicze sądu.
Na ten moment nie wyznaczono jeszcze daty rozpatrzenia złożonego przez prokuraturę zażalenia.