Brutalne morderstwo działkach. Adam skatował Andrzeja przez zgubiony telefon! Wpadł w prawdziwą furię

Sąd Okręgowy w Łodzi we wtorek, 3 listopada, ogłosił wyrok w sprawie makabrycznej zbrodni na ogródkach działkowych przy ulicy Ciemnej. 47-letni Adam C., który mieszkał w jednej z tamtejszych altan, oskarżył swojego 43-letniego gościa Andrzeja M. o kradzież telefonu. Wybuchła między nimi awantura, podczas której wzburzony gospodarz wpadł w furię i śmiertelnie pobił znajomego.

Tereny działkowe przy ulicy Ciemnej swój najlepszy okres mają już dawno za sobą i obecnie składają się z zaledwie kilku podupadających altanek, które mimo wszystko wciąż przyciągają użytkowników. Do kwietnia zeszłego roku jedną z takich działek zamieszkiwał na stałe Adam C., chętnie organizujący tam zakrapiane spotkania z sąsiadami. Niestety, jedna z takich wizyt zakończyła się śmiercią zaproszonego znajomego, a sam organizator spotkania został po tym zdarzeniu aresztowany.

Według ustaleń prokuratury, 27 kwietnia 2025 roku gospodarz gościł na swojej działce Andrzeja M. oraz ich wspólnego znajomego, Grzegorza K. Mężczyźni spożywali razem alkohol, kiedy w pewnym momencie właściciel altany zauważył zniknięcie swojego aparatu telefonicznego. Natychmiast rzucił oskarżenie o kradzież na Andrzeja M., a gdy ten zaczął wszystkiemu zaprzeczać, Adam C. kompletnie stracił nad sobą panowanie.

„Wtedy wypchnął pokrzywdzonego z altany działkowej, a następnie szarpał go i wielokrotnie kopał po całym ciele, w tym po głowie i tułowiu nogą w obuwiu, jak również uderzał go po całym ciele pięciami oraz narzędziem tępym, twardym, o wydłużonym kształcie zarówno wtedy, gdy pokrzywdzony stał, jak i później, gdy leżał, powodując u niego liczne obrażenia skutkujące zgonem” – relacjonował na sali sądowej prokurator Adam Latuszkiewicz.

Wspomnianym przez oskarżyciela przedmiotem okazała się drewniana noga od stołu.

Oskarżony Adam C. nie przyznał się do zarzutu morderstwa, choć nie wypierał się samego faktu dotkliwego pobicia kolegi. W trakcie postępowania przygotowawczego tłumaczył śledczym, że podczas tragicznego zajścia znajdował się w amoku.

W środę, 3 listopada, Sąd Okręgowy w Łodzi wymierzył mu za ten czyn karę 18 lat pozbawienia wolności. „Nie było żadnego powodu, do tak drastycznego zachowania, bo poszkodowany, jak się później okazało, nie ukradł telefonu. Został on odnaleziony przez policjantów” – uzasadniał sędzia Marcin Masłowski. „Tymczasem zachowanie oskarżonego było niezwykle brutalne. Jak sam przyznał, działał w amoku. Na ciele pokrzywdzonego trudno było znaleźć miejsce bez jakichkolwiek obrażeń. Był bity pięściami, kopany i uderzany twardym przedmiotem, którego jednak nie udało się odnaleźć”.

W trakcie gdy Adam C. bestialsko bił pana Andrzeja, obecny na miejscu Grzegorz K. początkowo tylko biernie obserwował całe zajście. Później, gdy skatowany mężczyzna konał, świadek nawet nie zadzwonił po pogotowie ratunkowe. Za nieudzielenie pomocy umierającemu sąd skazał go na karę roku i ośmiu miesięcy więzienia.

Orzeczenie łódzkiego sądu nie jest jeszcze prawomocne.

W Czechowicach-Dziedzicach ujawniono ludzkie szczątki. Ciało może należeć do Karoliny Wróbel

ROLKI