Spis treści
Tragiczne zderzenie z motocyklistami w Aleksandrowie Łódzkim
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło 8 maja 2021 roku. Tego dnia Tomasz Garsztka wraz ze swoją partnerką Beatą Juszczak podróżowali motocyklem Suzuki ulicą 11 Listopada w Aleksandrowie Łódzkim, jadąc od strony Lutomierska. Towarzyszył im na Hondzie ich znajomy, Przemysław Bartczak. W pewnym momencie na ich pas wjechał z naprzeciwka jeep, prowadzony przez Agnieszkę Z. Doprowadziło to do czołowego zderzenia z motocyklistami, w wyniku którego wszyscy troje ponieśli śmierć na miejscu.
Agnieszka Z. unika więzienia dzięki zwolnieniom lekarskim
W kwietniu ubiegłego roku Agnieszka Z. usłyszała prawomocny wyrok 5 lat pozbawienia wolności. Pomimo tego wciąż nie znalazła się w zakładzie karnym. Sąd początkowo odroczył wykonanie kary ze względu na odbywany przez nią staż stomatologiczny. Następnie, w czerwcu tego roku, postanowiono o pozostawieniu jej na wolności na kolejne 12 miesięcy, opierając się na opinii biegłego psychiatry, który zdiagnozował u niej stany lękowe. Prokuratura, podejrzewając, że zamożni rodzice skazanej (będący lekarzami) mogli wpłynąć na tę opinię, domagała się powołania zespołu biegłych spoza regionu łódzkiego. Sąd jednak odrzucił to zażalenie.
Sędzia Piotr Augustyniak wyjaśnił powody decyzji o pozostawieniu kobiety na wolności co najmniej do wiosny. Zwrócił uwagę, że trudno zakładać istnienie osobistej więzi między biegłym a rodziną skazanej. Podkreślił, że opinia była rzetelna i kompletna, nie stwierdzono w niej choroby psychicznej, a jedynie zaburzenia lękowe, które mogą być uznane za ciężką chorobę. Biegły zaznaczył, że choć istnieje możliwość leczenia farmakologicznego, to warunki zakładu karnego mogłyby pogorszyć stan zdrowia kobiety, a tamtejsza psychoterapia byłaby nieskuteczna. Decyzja ta opiera się na obecnym stanie zdrowia Agnieszki Z., która żyje w niepewności, a ewentualna poprawa sytuacji może nastąpić najwcześniej wiosną 2027 r.
Rodziny zmarłych motocyklistów czują się bezradne wobec sądu
Najbliżsi zmarłych w wypadku nie kryją oburzenia i bezradności wobec decyzji sądu, która pozwala sprawczyni tragedii unikać odpowiedzialności.
Matka zmarłego Przemysława, Grażyna Bartczak, z płaczem przyznaje w rozmowie z „Super Expressem”, że nie radzi sobie z tą sytuacją. Podkreśla, że skazana korzysta z życia, podczas gdy jej rodzina wciąż przeżywa stratę. Opowiada też o tragedii, która dotknęła jej drugiego syna, który po śmierci Przemka przeszedł załamanie i zmarł. Wskazuje, że wnuki straciły wspaniałego ojca. Grażyna Bartczak wątpi, że Agnieszka Z. kiedykolwiek trafi za kratki, sugerując, że pieniądze rodziny skazanej pozwalają na unikanie kary, a przecież leczenie można kontynuować w więzieniu.
Wtóruje jej mąż, Grzegorz Bartczak, który również ostro krytykuje orzeczenie. Uważa, że bogaci mogą bezkarnie zabijać i cieszyć się wolnością, opłacając korzystne dla siebie decyzje.