"Zdałem sobie sprawę z tego, że zabiłem kolegę". Zmasakrowane ciało Wojciecha znaleziono pod cmentarzem

2026-03-30 14:39

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi ruszył proces Marcina A. (37 l.) z Załusina w okolicach Kutna. Prokuratura zarzuca mu śmiertelne pobicie swojego 53-letniego znajomego, Wojciech A., a następnie wywiezienie jego ciała pod cmentarny mur w Orłowie. Mężczyzna odpowiada za zabójstwo oraz zbezczeszczenie zwłok.

Makabryczne odkrycie przy cmentarzu i nagłe zaginięcie dekarza

Na początku sierpnia minionego roku, w godzinach porannych, przypadkowy świadek odwiedzający groby bliskich natknął się na zmasakrowane zwłoki. Odnalezione ciało nosiło wyraźne ślady bardzo brutalnego pobicia.

Równolegle, w oddalonym o zaledwie sześć kilometrów Teodorowie, pracownicy firmy dekarskiej należącej do 53-letniego Wojciecha A. czekali na swojego szefa przed jego domem, aby wyruszyć na zlecenie. Gdy przedsiębiorca nie pojawił się o wyznaczonej godzinie, zaniepokojeni podwładni natychmiast skontaktowali się z jego siostrą oraz szwagrem. Krewni szybko dotarli na posesję, rozpoczynając gorączkowe próby zlokalizowania zaginionego.

Funkcjonariusze policji pracujący nad sprawą błyskawicznie powiązali zbrodnię z osobą 37-letniego Marcina A. W poniedziałek, 30 marca, oskarżony stanął przed obliczem sprawiedliwości. Kiedy mundurowi wprowadzali go na salę rozpraw, siostry zamordowanego nie kryły ogromnych emocji i bólu, krzycząc w jego stronę:

„Morderco! Zabiłeś nam brata”

Oskarżony zmienia wersję wydarzeń przed prokuratorem

Podczas pierwszego posiedzenia sądu 37-latek stanowczo zaprzeczył zarzutom o morderstwo. Przedstawił wersję, według której jedynie uderzył w głowę i skopał nieznanego mu człowieka, który w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się na terenie jego gospodarstwa.

Sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej tuż po aresztowaniu, gdy składał wyjaśnienia przed prokuratorem. Wówczas bezpośrednio potwierdził swój udział w krwawej zbrodni, jednak przekonywał, że ofiarą był nieustalony obywatel Ukrainy, rzekomo potajemnie nocujący w jego zabudowaniach gospodarczych.

„Wpadłem w jakiś szał”

Oskarżony wyjaśniał dalej podczas trwającego śledztwa:

„Zacząłem go kopać, uderzyłem w głowę. Kiedy zorientowałem się, że nie żyje, wsadziłem jego zwłoki na przyczepkę i zawiozłem pod cmentarz. Dopiero następnego dnia, gdy policjanci znaleźli zwłoki Wojtka, zdałem sobie sprawę z tego, że zabiłem kolegę.”

Za popełnienie tej bestialskiej zbrodni sprawcy może grozić kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Zabił Wojtka i podrzucił zwłoki przy cmentarzu. Potem pomagał w jego poszukiwaniach
Sonda
Czy znając miejsce pobytu poszukiwanego przestępcy, poinformowałbyś policję?