Makabryczne odkrycie przy cmentarzu i nagłe zaginięcie dekarza
Na początku sierpnia minionego roku, w godzinach porannych, przypadkowy świadek odwiedzający groby bliskich natknął się na zmasakrowane zwłoki. Odnalezione ciało nosiło wyraźne ślady bardzo brutalnego pobicia.
Równolegle, w oddalonym o zaledwie sześć kilometrów Teodorowie, pracownicy firmy dekarskiej należącej do 53-letniego Wojciecha A. czekali na swojego szefa przed jego domem, aby wyruszyć na zlecenie. Gdy przedsiębiorca nie pojawił się o wyznaczonej godzinie, zaniepokojeni podwładni natychmiast skontaktowali się z jego siostrą oraz szwagrem. Krewni szybko dotarli na posesję, rozpoczynając gorączkowe próby zlokalizowania zaginionego.
Funkcjonariusze policji pracujący nad sprawą błyskawicznie powiązali zbrodnię z osobą 37-letniego Marcina A. W poniedziałek, 30 marca, oskarżony stanął przed obliczem sprawiedliwości. Kiedy mundurowi wprowadzali go na salę rozpraw, siostry zamordowanego nie kryły ogromnych emocji i bólu, krzycząc w jego stronę:
„Morderco! Zabiłeś nam brata”
Polecany artykuł:
Oskarżony zmienia wersję wydarzeń przed prokuratorem
Podczas pierwszego posiedzenia sądu 37-latek stanowczo zaprzeczył zarzutom o morderstwo. Przedstawił wersję, według której jedynie uderzył w głowę i skopał nieznanego mu człowieka, który w niewyjaśnionych okolicznościach znalazł się na terenie jego gospodarstwa.
Sytuacja wyglądała jednak zupełnie inaczej tuż po aresztowaniu, gdy składał wyjaśnienia przed prokuratorem. Wówczas bezpośrednio potwierdził swój udział w krwawej zbrodni, jednak przekonywał, że ofiarą był nieustalony obywatel Ukrainy, rzekomo potajemnie nocujący w jego zabudowaniach gospodarczych.
„Wpadłem w jakiś szał”
Oskarżony wyjaśniał dalej podczas trwającego śledztwa:
„Zacząłem go kopać, uderzyłem w głowę. Kiedy zorientowałem się, że nie żyje, wsadziłem jego zwłoki na przyczepkę i zawiozłem pod cmentarz. Dopiero następnego dnia, gdy policjanci znaleźli zwłoki Wojtka, zdałem sobie sprawę z tego, że zabiłem kolegę.”
Za popełnienie tej bestialskiej zbrodni sprawcy może grozić kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.