Spis treści
Krystian K. był gwiazdą jiu-jitsu w Łodzi
Szczyt jego kariery sportowej przypadał na 2018 rok, gdy media branżowe określały go słowami: „Jeden z najmocniejszych purpurowych pasów w naszym kraju". Dokładnie w tamtym czasie, tuż po wyczerpującym treningu w jednej z łódzkich akademii, poprosił o rękę swoją partnerkę, która właśnie awansowała na niebieski pas. Mężczyzna bardzo często odbierał medale na prestiżowych turniejach sztuk walki w swojej grupie wagowej. Obecnie rzeczywistość 34-latka ogranicza się do murów łódzkiego aresztu śledczego, do którego trafił jako główny podejrzany o zamordowanie Mateusza S. z Radomska.
Zabójstwo Mateusza S. na ulicy Piotrkowskiej
Z ustaleń prokuratury wynika, że drogi obu mężczyzn przecięły się 4 maja minionego roku przy ulicy Piotrkowskiej 94. Dokładnie o 3.40 dyspozytor numeru alarmowego odebrał zgłoszenie o leżącym na bruku nieprzytomnym człowieku. Interweniujący policjanci szybko ustalili, że przypadkowy przechodzień nagrał telefonem dramatyczny przebieg całej bójki z udziałem Krystiana K. Zabezpieczony materiał wideo pokazał ubranego w dżinsowe szorty i czarną bluzę napastnika, który z ogromną precyzją zadawał ofierze ciosy znane z mat zapaśniczych. Doświadczony zawodnik brutalnie okładał rówieśnika, a następnie wykręcił mu rękę i z całej siły przydusił nogą jego krtań. Znajomy agresora kategorycznie odpychał wszystkich przechodniów próbujących ratować ofiarę. Sprawcy oddalili się z miejsca zdarzenia dopiero wtedy, gdy chłopak z Radomska całkowicie stracił przytomność.
Proces Krystiana K. w łódzkim sądzie
Funkcjonariusze błyskawicznie wykorzystali zapis z kamer i zatrzymali podejrzanych na terenie pobliskich lokali rozrywkowych. W tym samym czasie, gdy sprawcy trafiali w kajdankach do radiowozu, zespół pogotowia ratunkowego desperacko walczył o przetrwanie skatowanego Mateusza S. Serce młodego mężczyzny przestawało bić kilka razy, a rozległe obrażenia zadane przez profesjonalnego zawodnika okazały się w pełni śmiertelne. Znany sportowiec usłyszał zarzut morderstwa i ostatecznie trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. Rozprawę musiano jednak przesunąć, ponieważ kompan oskarżonego nie stawił się na sali rozpraw, choć ciążą na nim zarzuty za brak reakcji na krzywdę człowieka. Były medalista jiu-jitsu może spędzić w zakładzie karnym resztę swojego życia.