Skopał na śmierć 73-letniego seniora. Zapadł wyrok w głośnej sprawie morderstwa w Rawie Mazowieckiej

To były tragiczne ułamki sekund. Gdyby 73-letni Franciszek N. przechodził przez targ w Rawie Mazowieckiej kilka minut później, wciąż by żył. Przypadkowy przechodzień stał się ofiarą 29-letniego Kamila K., który po kłótni ze znajomym wyładował agresję na seniorze. Katował starszego mężczyznę przez zaledwie 30 sekund, ale to wystarczyło, by doprowadzić do jego śmierci. Sąd wydał wyrok w tej sprawie.

Do tej przerażającej zbrodni doszło o świcie 29 czerwca 2025 roku. Kamil K. i jego znajomi pili alkohol na Zamku Książąt Mazowieckich, by później przenieść się na miejscowe targowisko - Stary Rynek. Tam doszło do awantury. Kamil K. wszczął kłótnię z kolegą, Maciejem R., który uciekł w obawie przed jego narastającą agresją. Nieszczęśliwym trafem w pobliżu znalazł się starszy pan, Franciszek N. To właśnie on stał się celem wściekłego 29-latka. Kamil K. z impetem kopnął seniora w klatkę piersiową. Mężczyzna próbował osłaniać się niesioną skrzynką, jednak kolejny cios powalił go na ziemię. Przez kilkadziesiąt sekund agresor bezlitośnie kopał leżącego po głowie. Trwało to zaledwie pół minuty - czas, który odebrał starszemu panu życie.

Z pomocą skatowanemu 73-latkowi pospieszyli znajomi napastnika. Jedna z kobiet odstraszyła oprawcę i wezwała służby. Kamil K. zbiegł, a nieprzytomny pan Franciszek został zabrany do szpitala. Niestety, obrażenia były na tyle rozległe, że mężczyzna nie odzyskał już przytomności. Zmarł 16 września. Sprawcę szybko schwytano i oskarżono o usiłowanie zabójstwa, a proces ruszył w styczniu 2026 roku. Oskarżony przyznał się do zarzucanych mu czynów, jednak nie potrafił wyjaśnić ataku na obcego, przypadkowego człowieka.

Sonda
Czy w Polsce powinna obowiązywać KARA ŚMIERCI?

- Przepraszam rodzinę zmarłego. Nie chciałem, żeby do tego doszło - stwierdził Kamil K.

Sąd obniża żądanie prokuratury. Zamiar ewentualny zamiast bezpośredniego

Finał sprawy miał miejsce w środę, 26 września, kiedy to Kamil K. usłyszał wyrok. Mimo że oskarżyciel domagał się dla 29-latka aż 30 lat pozbawienia wolności, orzeczono karę krótszą o dekadę. Sędzia uznała, że sprawca dopuścił się zbrodni z tzw. zamiarem ewentualnym - godził się na śmierć ofiary, ale jej bezpośrednio nie planował.

- Prokurator w mowie końcowej wskazywał, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim zabójstwa – mówiła sędzia Nadia Sumińska–Kołacińska. - Nie ulega wątpliwości, że zamiar bezpośredni sąd może ustalić wówczas, gdy sprawca chce zabić ofiarę. W niniejszej sprawie okoliczności zdarzenia nie pozwalają na przyjęcie ustaleń, by sprawca działał z zamiarem bezpośrednim. Oskarżony nie groził pokrzywdzonemu, nie łączyła go z nim żadna relacja. Dlatego zdaniem sądu działał z zamiarem ewentualnym. Sąd orzekł wobec oskarżonego karę 20 lat pozbawienia wolności, na co złożyło się kilka okoliczności. Ofiarą oskarżonego padł przypadkowy człowiek. Jako okoliczność obciążającą sąd wziął pod uwagę to, że oskarżony jest osobą wielokrotnie karaną, a pobyty w jednostkach penitencjarnych nic go nie nauczyły. Sąd wziął pod uwagę jednak również okoliczności łagodzące. Po pierwsze jest to fakt, że sąd przyjął, iż było to zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Po drugie oskarżony ma stwierdzoną osobowość nieprawidłową, ma zaburzenia adaptacyjne, jest osobą uzależnioną - dodawała w uzasadnieniu.

Wydany wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Prokuratura już zgłosiła zamiar złożenia wniosku o pisemne uzasadnienie decyzji sądu. Po dokładnej analizie dokumentu podjęta zostanie decyzja o ewentualnym wniesieniu apelacji.

W kilkadziesiąt sekund zabił pana Franciszka