Szokujący finał sprawy Pawła K. Uciekał przed więzieniem po sądowym wyroku. Adwokat od "trumny na kółkach"

2026-05-11 13:38

Wypowiedź łódzkiego mecenasa o konfrontacji bezpiecznego wozu z trumną na kółkach wstrząsnęła opinią publiczną. Paweł K. opublikował skandaliczne nagranie tuż po tragicznym wypadku drogowym, w którym zginęły dwie kobiety. Mężczyzna siedział za kierownicą pojazdu uderzającego w auto ofiar. Proces karny wzbudzał olbrzymie zainteresowanie mediów i ostatecznie zakończył się wyrokiem bezwzględnego więzienia. Skazany prawnik próbował uciekać przed wymiarem sprawiedliwości. Wpadł w ręce organów ścigania po odrzuceniu wniosku o dozór elektroniczny i ostatecznie trafił do celi.

Dramatyczne zdarzenie drogowe miało miejsce 26 września 2021 roku około godziny 17:40 na drodze łączącej Barczewo z Jezioranami niedaleko Olsztyna. Prawnik Paweł K. kierował mercedesem, a obok niego podróżowała żona z czteroletnim synem. Małżeństwo wracało wówczas z przyjęcia weselnego. Drugim pojazdem marki audi przemieszczały się dwie kobiety w wieku 53 oraz 67 lat. Obie jechały do bliskich, z którymi połączył je ślub ich dzieci. Śledczy ustalili, że samochód mecenasa zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z autem nadjeżdżającym z naprzeciwka. Prawnik i jego żona nie odnieśli poważnych obrażeń, natomiast ich dziecko przewieziono do szpitala na rutynowe badania. Kobiety podróżujące audi poniosły śmierć na miejscu. Sprawa nabrała niebywałego rozgłosu za sprawą zachowania samego sprawcy. Adwokat zamieścił w internecie wideo z oburzającym komentarzem.

- Wszyscy mówią o tym, że nadmierna prędkość, że brawura, że telefony komórkowe, że pijani kierowcy. Ale zapominamy o tym, moi drodzy, że po naszych drogach poruszają się trumny na kółkach – stwierdził na nagraniu. - To była konfrontacja bezpiecznego samochodu z trumną na kółkach i między innymi dlatego te kobiety zginęły – dodawał bezczelnie.

Sonda
Czy zgadzasz się z wyrokiem, który zapadł w sprawie adwokata od "trumny na kółkach"?

Bulwersujące słowa po wypadku. Paweł K. winą obarczył stan techniczny auta ofiar

Skandaliczne oświadczenie nabrało wyjątkowo ponurego charakteru w obliczu oskarżeń prokuratorskich. Prawnik konsekwentnie unikał wzięcia odpowiedzialności za spowodowanie tragedii. Reporterzy stacji TVN ustalili, że najważniejszym materiałem dowodowym przed Sądem Rejonowym w Olsztynie okazały się informacje z rejestratora samochodowego mercedesa. Zapisy wprost obciążały adwokata, jednak niespodziewanie skład orzekający zażądał stworzenia zupełnie nowej ekspertyzy. Zignorowano przy tym kluczowe parametry odczytane ze sterowników pojazdu. Według doniesień portalu TVN24 odpowiednia dokumentacja trafiła do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji pod koniec listopada 2024 roku, a więc długo po wypadku. Specjaliści musieli odtworzyć przebieg zderzenia od zera. Sąd polecił całkowite pominięcie elektroniki wskazującej na odpowiedzialność karną kierowcy.

- Ekspert ma ją oprzeć wyłącznie na podstawie dowodów materialnych i osobowych, z wyłączeniem danych informatycznych pozyskanych z odczytu sterowników z samochodu oskarżonego – wskazano.

Decyzja organu sprawiedliwości wprawiła w osłupienie ekspertów śledzących rozwój wydarzeń. Obserwatorzy zwracali uwagę, że to wprost z samochodowego systemu pozyskano kluczowe informacje pozwalające na dokładne zrekonstruowanie przebiegu tragedii z 2021 roku. Początkowe odczyty nie budziły żadnych wątpliwości u analityków badających wrak.

- Odczytane dane wskazywały, że mercedes przyspieszał, z około 60 do 66 km/h, a kierownica samochodu była na pięć sekund przed tragedią wychylona w lewo. Na półtorej sekundy przed wypadkiem mecenas K. miał szarpnąć kierownicą w prawo, co - w pierwotnej opinii - zostało uznane za spóźnioną próbę powrotu na swój pas. Biegły wskazywał, że zebrane dane pasują do uszkodzeń rozbitych aut i śladów zabezpieczonych na miejscu zdarzenia – przypominali reporterzy TVN-u.

Mecenas Władysław Marczewski, reprezentujący oskarżonego kierowcę, kategorycznie podważał rzetelność pierwszej ekspertyzy. Wskazywał, że dokument powstał w sposób amatorski i pod z góry założoną winę jego klienta. Prawnik argumentował to potencjalnymi błędami w tłumaczeniu rejestrów systemowych, które wielokrotnie rzutowały na mylne interpretacje na salach sądowych. Właśnie ten argument stanowił podstawę do złożenia wniosku o powołanie nowego biegłego. Obrońca dążył do weryfikacji, czy całkowite odcięcie śledczych od zapisów cyfrowych poskutkuje identycznymi konkluzjami.

Nowy dowód w sprawie zderzenia. Prawnik Paweł K. pod lupą śledczych

Decyzja olsztyńskiego sądu wywołała ogromne poruszenie u Michała Krzemińskiego, autora tekstu branżowego wykorzystanego przez obronę mecenasa. W wywiadzie udzielonym telewizji TVN ekspert przyznał, że całkowicie nie rozumie takiego toku postępowania. Zaznaczył, że jego naukowe rozważania nigdy nie miały na celu deprecjonowania wiarygodności materiałów zabezpieczanych w rozbitych wozach. Mężczyzna stanowczo zaprzeczył tezom forsowanym przez prawników oskarżonego.

- Jest dokładnie odwrotnie. Od kilku lat "czarne skrzynki" pozwalają dokładniej niż dotąd odtworzyć okoliczności zdarzeń drogowych. Publikacja miała w założeniu pomóc świadomiej korzystać z tego źródła danych, a nie zakwestionować zasadność ich wykorzystania. To niebezpieczny precedens – stwierdził.

Specjaliści od inżynierii ruchu drogowego podkreślali, że odrzucenie zapisu cyfrowego w żaden sposób nie podważy wcześniejszych ustaleń. Początkowa ocena sytuacji opierała się w głównej mierze na śladach fizycznych zabezpieczonych na asfalcie. Pomimo polecenia sądu i wygenerowania zupełnie nowej ekspertyzy, fachowcy z góry zakładali powtórzenie wcześniejszych konkluzji. Organy ścigania dysponowały szeregiem innych, równie mocnych materiałów obciążających kierowcę mercedesa.

- Na pasie, po którym jechało audi, znaleziono rozrzucony piasek. Biegły stwierdził, że odpadł on z lewych, przednich nadkoli obu pojazdów w momencie zderzenia. Oprócz tego ekspert zwrócił uwagę na ślady kół mercedesa. Ich początek znajdował się na pasie ruchu samochodu pokrzywdzonych, w okolicy miejsca zderzenia. Ślady te przechodziły na pas ruchu, po którym powinien jechać mercedes i kończyły się w okolicy jego kół, gdzie się zatrzymał – ustalili dziennikarze TVN-u, którzy przyglądali się sprawie jako pierwsi.

Zdaniem śledczych kierująca drugim autem została całkowicie pozbawiona możliwości uniknięcia zderzenia z uwagi na dynamikę sytuacji. Położenie wraków jednoznacznie demaskowało sprawcę, który wtargnął na lewą stronę jezdni. Pomimo niezbitych faktów, małżonka oskarżonego konsekwentnie broniła partnera podczas przesłuchań na sali rozpraw. Kobieta przekonywała wymiar sprawiedliwości o w pełni przepisowej jeździe swojego męża.

- Jestem pewna, że do zderzenia doszło na naszym pasie ruchu, na prostym odcinku drogi. Przed tym oboje z mężem patrzyliśmy na ulicę, mąż nie wykonywał żadnych czynności, które mogłyby rozproszyć jego uwagę – zapisano w zeznaniach cytowanych w opinii eksperta rekonstruującego przebieg wypadku.

Procesy adwokata Pawła K. Wyrok sądu i policyjna obława

Podobną linię obrony przyjął sam sprawca, kategorycznie odrzucając zarzuty prokuratorskie. Reprezentujący go Władysław Marczewski przekonywał, że decydującą rolę w tragedii odegrała fatalna kondycja techniczna drugiego wozu. Prawnik nazwał audi niefabrycznym pojazdem i zarzucał biegłym celowe zatajenie tego faktu w dokumentacji. Obrońca konsekwentnie odmawiał jednak dziennikarzom merytorycznego odniesienia się do haniebnej wypowiedzi o trumnach poruszających się po drogach.

- Nadwozie musiało być wcześniej oddzielone od podwozia i układu napędowego pojazdu, a potem złożone na nowo. Tylko z tego względu nie był to pojazd o fabrycznych właściwościach technicznych. Oprócz tego miał on kolizję w lipcu, a przegląd w sierpniu. Pomiędzy jednym a drugim wydarzeniem zmalał jego przebieg. Auto było w takim stanie, że w momencie wypadku wypadł z niego reflektor, akumulator i cała chłodnica – wyliczał prawnik i w wątpliwość podał też obliczenia biegłych w zakresie prędkości, którymi poruszały się pojazdy.

Olbrzymie kontrowersje drogowe to zaledwie wycinek problemów prawnych mężczyzny. Śledczy postawili mecenasowi zarzut utrudniania pracy organów państwowych w związku z rozpracowywaniem międzynarodowej siatki przestępczej operującej w Polsce oraz w Niemczech. Według aktu oskarżenia łodzianin przekazywał poufne informacje oszustom działającym metodą na funkcjonariusza, inkasując za to minimum dziesięć tysięcy złotych łapówki. Sprawa trafiła na wokandę Sądu Rejonowego Łódź – Śródmieście. Za korupcyjne powiązania z gangsterami adwokatowi groziło dodatkowe pięć lat więzienia. Także w tym przypadku oskarżony odrzucał wszelkie zarzuty.

Reputacja zawodowa oskarżonego została ostatecznie przekreślona przez Sąd Najwyższy w Warszawie. Organ oddalił kasację wniesioną przez obrońców i uprawomocnił orzeczenie Wyższego Sądu Dyscyplinarnego o dwuletnim zakazie wykonywania zawodu adwokata. Restrykcje nałożono w bezpośrednim związku ze skandalicznym filmem nagranym na miejscu dramatu. Prawnicze gremia uznały wypowiedź o autach za całkowicie pozbawioną empatii i urągającą standardom profesji. Dodatkowo ukarano go pięcioletnim zakazem pełnienia funkcji patrona dla aplikantów.

W toku narastającej afery mecenas próbował łagodzić wizerunkowy kryzys. Argumentował, że szokujący materiał wideo wylądował w sieci wyłącznie z powodu ogromnego wzburzenia i stresu powypadkowego. Przyparty do muru kierowca opublikował pisemne oświadczenie z próbą usprawiedliwienia swojego zachowania.

- Z całego serca przepraszam za te wypowiedzi rodziny ofiar i wszystkich tych, których moje wypowiedzi uraziły, zbulwersowały, oburzyły. Nigdy moim zamiarem nie było zrzucanie winy za spowodowanie tego wypadku na ofiary śmiertelne, które poruszały się samochodem starszej generacji. Składam najszczersze kondolencje rodzinom ofiar. Modlę się za obie zmarłe kobiety oraz ich rodziny. Czekam na oficjalne ustalenia śledztwa, które prowadzą odpowiednie służby. Jeszcze raz wyrażam głębokie ubolewanie i przepraszam za wypowiedziane słowa – podkreślił w oświadczeniu, opublikowanym w mediach społecznościowych.

Wybiegi obrońców nie uchroniły sprawcy przed zakładem karnym. Wymiar sprawiedliwości w Olsztynie skazał go na osiemnaście miesięcy izolacji i orzeczenie to nabrało mocy prawnej. Gdy sąd ostatecznie odrzucił wniosek o zastosowanie systemu opasek dozoru elektronicznego, zdesperowany prawnik zniknął z radarów służb. Jego ucieczka zakończyła się w maju 2026 roku, gdy wpadł w ręce śledczych. Funkcjonariusze relacjonowali, że 46-latek przeżył ogromny szok na widok radiowozów i zrezygnował z jakiejkolwiek szarpaniny. Mężczyzna naiwnie wierzył, że regularne przeprowadzki zagwarantują mu całkowitą bezkarność. Zasądzony wyrok półtorarocznego pozbawienia wolności skazany odbywa za więziennymi murami.

Pokój Zbrodni - Śledził i zabił nauczycielkę