Spis treści
Sprawa wypadku na A1
Obecnie proces Sebastiana M. wzbudza w Polsce ogromne emocje. Mężczyzna jest oskarżony o doprowadzenie do tragicznego wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku, w którym śmierć poniosła trzyosobowa rodzina. Martyna, Patryk oraz ich 5-letni syn Oliwier zginęli w pożarze samochodu, który zapalił się po uderzeniu w bariery energochłonne. Według prokuratury, pojazd rodziny został zepchnięty z drogi przez jadące z dużą prędkością BMW Sebastiana M. On sam konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Wspólnie ze swoją obroną przekonuje, że to auto pokrzywdzonych zjechało na jego pas ruchu, a ponadto było w złym stanie technicznym, co miało być przyczyną tragedii. Obrończyni oskarżonego wnosi o jego uniewinnienie. Zgodnie z obowiązującym prawem, za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym Sebastianowi M. grozi do 8 lat pozbawienia wolności.
W połowie marca 2026 roku sąd rozpatrzył wniosek złożony przez podejrzanego i jego obrońców. Domagali się oni uchylenia tymczasowego aresztu, w którym Sebastian M. przebywa od momentu ekstradycji do Polski, po okresie ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości za granicą. Obrończyni argumentowała, że dalsze stosowanie tego środka zapobiegawczego jest bezzasadne, zapewniając, że jej klient nie będzie unikał stawiennictwa w sądzie ani uczestnictwa w rozprawach.
Sąd nie uwzględnił tego wniosku, odmawiając zamiany aresztu na dozór policyjny i poręczenie majątkowe. Decyzją sądu, tymczasowe aresztowanie Sebastiana M. zostało przedłużone do października 2026 roku. Jak informuje "Fakt", mężczyzna był wyraźnie wstrząśnięty takim rozstrzygnięciem.
"Gdy sędzia Renata Folkman odczytywała decyzję, Sebastian M. miał oczy pełne łez. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Szczególnie po tym, jak sąd przychylił się do ostatniego wniosku, który mężczyzna złożył wraz ze swoją obrończynią. Chodziło o powołanie do sprawy kolejnych biegłych. Na wniosek sądu mają oni sprawdzić m.in., czy Kia, którą podróżowała trzyosobowa rodzina z Myszkowa, mogła jechać na kole zapasowym, co stara się udowodnić przed sądem oskarżony i jego obrończyni Katarzyna Hebda" - czytamy w gazecie.
Obrończyni Sebastiana M. podzielała zaskoczenie swojego klienta. Podkreślała, że oskarżony przebywa w izolacji od ponad dziesięciu miesięcy, pomimo że zarzucany mu czyn zagrożony jest karą do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Mecenas Sebastiana M. kwestionuje opinie biegłych. Prokuratura usatysfakcjonowana decyzją sądu
Mimo zastrzeżeń ze strony Sebastiana M. i jego obrończyni, którzy określają opinie biegłych jako "dziurawe" i "nielogiczne", argumentując, że mężczyzna powinien zostać zwolniony z aresztu do czasu wydania wyroku, prokuratura wyraziła zadowolenie z decyzji sądu. Aleksander Duda zaznaczył, że gdyby oskarżony został zwolniony, istniałoby realne ryzyko, że opuści kraj, co potwierdza jego dotychczasowe zachowanie. Strona oskarżająca argumentowała również, że obawa matactwa wciąż istnieje, a zeznania świadków oraz ekspertyzy wskazują na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu.
"- Jeśli oskarżony opuściłby Polskę, wówczas niemożliwe byłoby kontynuowane procesu z jego udziałem - argumentował prokurator Aleksander Duda z Prokuratury Okręgowej w Katowicach. - Oskarżony przyznał, że w pierwszej kolejności jest obywatelem Niemiec. Na podstawie wcześniejszych doświadczeń ekstradycyjnych z oskarżonym możemy za chwilę szukać obywatela Niemiec, gdyby opuścił terytorium Polski - zauważał też pełnomocnik rodzin ofiar, mecenas Łukasz Kowalski. "
Sąd najwyraźniej przychylił się do tej argumentacji, decydując o pozostawieniu Sebastiana M. w areszcie. Postępowanie jest kontynuowane, a główny oskarżony pozostanie w izolacji do czasu ogłoszenia wyroku. Przysługuje mu prawo do złożenia zażalenia na tę decyzję. Z pewnością będziemy jeszcze informować o dalszym przebiegu tej sprawy.