Rodzina z Pabianic uwięziona na Sycylii. Twierdzą, że biuro podróży ich porzuciło

2026-08-27 17:59

Miały to być wymarzone wakacje u stóp Etny, a zakończyły się ogromnym stresem i dodatkowymi wydatkami. Krzysztof Woźniak z Pabianic wykupił wczasy w biurze TUI, które miały obejmować przeloty na trasie Katowice-Katania i zakwaterowanie. Mężczyzna twierdzi, że gdy nadszedł czas powrotu, lot anulowano przez wybuch wulkanu, a organizator zostawił jego rodzinę w nocy na zamkniętym lotnisku bez wsparcia.

Wakacje pod Etną zakończone koszmarem. Powrót z Sycylii pełen nerwów

Mieszkaniec Pabianic wybrał ofertę TUI, traktując tego organizatora jako pewnego i sprawdzonego. Jego opinia zmieniła się jednak po trwającym osiem dni urlopie na Sycylii. Mężczyzna opłacił pełen pakiet, w skład którego wchodziły noclegi w rejonie Katanii oraz bezpośrednie połączenia lotnicze z Polski i z powrotem.

Dopiero po sfinalizowaniu zakupu wyszło na jaw, że rodzina nie będzie podróżować lotem czarterowym, co jest standardem w takich pakietach. Transport miał zostać zrealizowany przy pomocy regularnych linii Ryanair. Pan Krzysztof udał się na wypoczynek z małżonką oraz dwiema córkami. Jedna z dziewczynek, ośmiolatka, zmaga się z chorobą o charakterze przewlekłym.

Odwołane loty z Katanii. Polak krytykuje działania biura TUI

Moment opuszczenia włoskiej wyspy okazał się dla turystów niezwykle trudnym doświadczeniem. W tamtym czasie znajdujący się niedaleko portu lotniczego w Katanii wulkan Etna wybudził się, stwarzając zagrożenie. Pomimo tych okoliczności, touroperator przekazywał klientom komunikaty, że ich podróż powrotna z tego lotniska zostanie zrealizowana bez żadnych przeszkód.

QUIZ. Czwartkowy test z geografii leci do Włoch. 10 pytań o urlopowy hit Polaków
Pytanie 1 z 10
Zaczynamy! Włochy leżą na Półwyspie…

- W przeddzień wylotu, 13 sierpnia, około godziny 18 otrzymaliśmy potwierdzenie z TUI, że poranny lot z Katanii do Polski jest niezagrożony - relacjonuje pan Krzysztof. - Dopiero ok. godz. 23 z Ryanair otrzymaliśmy informację, że mamy wylecieć rano z oddalonego o 240 km od Katanii Palermo. Natychmiast pojechaliśmy na lotnisko w Katanii licząc na to, że TUI podstawił tam jakiś transport do Palermo. Nic takiego nie miało miejsca. Lotnisko w Katanii było zamknięte na głucho. Na infolinii TUI dowiedzieliśmy się, że nie są w stanie nam pomóc. Zostaliśmy porzuceni przez biuro podróży. Na własną rękę musieliśmy wynająć taksówkę, która za 650 euro zawiozła nas na drugi koniec wyspy, do Palermo, byśmy zdążyli na samolot powrotny do Polski. Już w kraju złożyłem reklamację do TUI żądając zwrotu poniesionych kosztów na przejazd taksówką, ale została ona odrzucona.

Dziennikarz „Super Expressu” usiłował skontaktować się z touroperatorem w celu uzyskania oficjalnego stanowiska. Wiadomość z pytaniami dotyczącymi opisanej sytuacji została wysłana 25 sierpnia. Do czasu publikacji tego tekstu, biuro podróży nie udzieliło redakcji żadnej odpowiedzi.

Za pamiątkowe zdjęcia zapłacili 1000 złotych. Turyści przekroczyli granicę z Rosją