Spis treści
Łódź: Nastolatki zgłosiły atak przy ulicy Pomorskiej
Piątkowy poranek przyniósł alarmujące wiadomości z centrum miasta. Z pierwotnych ustaleń wynikało, że trzynastolatka oraz jej o dwa lata starsza koleżanka padły ofiarą agresywnego nieznajomego. Mężczyzna miał je zaczepić, a potem zranić w twarz tajemniczym przedmiotem. Nastolatki pokazywały niegroźne zadrapania na policzkach jako dowód napaści. Wiadomość natychmiast podchwyciły lokalne media, co błyskawicznie spotęgowało strach wśród szkolnej społeczności i ich opiekunów.
Stróże prawa z automatu ruszyli do drobiazgowego badania sprawy. Śledczy analizowali nagrania z okolicznych kamer, starannie przeczesywali teren w poszukiwaniu jakichkolwiek dowodów i próbowali zrekonstruować rzekomy napad.
Finał poszukiwań w Łodzi. Dziewczynki przyznały się do kłamstwa
Wyniki policyjnego dochodzenia okazały się jednak zupełnie nieoczekiwane. Policjanci z komendy wojewódzkiej oficjalnie przekazali, że rzekomy dramat na ulicy Pomorskiej był całkowitą fikcją i nigdy się nie wydarzył.
Na profilu łódzkich mundurowych w serwisie X opublikowano oficjalne oświadczenie w tej sprawie.
„Informacja o rzekomym ataku na dwie dziewczynki przy ul. Pomorskiej w Łodzi okazała się nieprawdziwa. Intensywne działania policjantów doprowadziły do ustalenia, że dziewczynki same przyznały, że wymyśliły przedstawioną historię. Pamiętajmy każde zgłoszenie, które trafia do Policji, jest dokładnie sprawdzane, a okoliczności zdarzeń poddawane są weryfikacji”.
Panika wokół „krwawego piątku” w szkołach. Policja uspokaja
Ten incydent wywołał tak duże poruszenie ze względu na panującą obecnie w Polsce nerwową atmosferę. Służby od kilku dni baczniej przyglądają się bezpieczeństwu placówek w związku z wirtualnymi plotkami o planowanym „krwawym piątku”. Mundurowi proszą obywateli o chłodne głowy i powstrzymanie się od udostępniania plotek z sieci. Równocześnie zapewniają, że żaden sygnał o niebezpieczeństwie nie zostaje zbagatelizowany i zawsze podlega rygorystycznej kontroli.
Wymyślony atak na Pomorskiej. Służby przypominają o konsekwencjach
Mimo że opisywana sytuacja z Łodzi okazała się jedynie głupim żartem, funkcjonariusze przestrzegają przed podobnymi zachowaniami. Fabrykowanie zagrożeń nie tylko nakręca zbiorową histerię, ale też marnuje czas i zasoby patroli. Śledczy stanowczo zaznaczają, że gdy w grę wchodzi zdrowie nieletnich, każda najmniejsza poszlaka musi zostać gruntownie przebadana.
Rzekoma napaść w centrum miasta miała swój bezkrwawy finał, jednak przez dłuższą chwilę łodzianie oraz stróże prawa żyli w przekonaniu o grasującym niebezpieczeństwie. Dopiero po policyjnych przesłuchaniach wyszło na jaw, że rzekome pokrzywdzone same uknuły całą tę intrygę od początku do końca.