"Palili się żywcem, a my byliśmy bezradni". Wstrząsające zeznania świadka tragedii na A1

2026-01-08 13:47

Krzyki z płonącego auta, zablokowane drzwi i bezsilność wobec ognia – te obrazy do dziś prześladują świadka wypadku na autostradzie A1. Podczas kolejnej rozprawy w Piotrkowie Trybunalskim przed sądem zeznawał mężczyzna, który jako jeden z pierwszych ruszył na pomoc trzyosobowej rodzinie. Jak relacjonował, nic nie dało się już zrobić.

Wstrząsające zeznania świadka tragedii na A1

W czwartek przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim zeznawali świadkowie tragicznego wypadku na autostradzie A1, do którego doszło 16 września 2023 roku w Sierosławiu. O spowodowanie zdarzenia oskarżony jest Sebastian M., kierowca BMW.

Jednym z kluczowych świadków jest Grzegorz B. z Radomska, który jechał w tym samym kierunku co M. Jak opisywał, chwilę wcześniej jego samochód został wyprzedzony przez ciemne BMW. Niedługo potem zobaczył rozbity pojazd stojący przy metalowych barierkach.

Świadek natychmiast zatrzymał się i pobiegł na pomoc razem z innym kierowcą. Jak relacjonował, drzwi rozbitego auta były zablokowane, a z wnętrza dobiegały krzyki.

– Pasażerowie palili się żywcem, a ja nic nie mogłem zrobić – powiedział przed sądem Grzegorz B., cytowany przez „Super Express”.

Opisał też dramatyczne szczegóły akcji ratunkowej.

– Szarpnąłem za klamkę, ale drzwi były zablokowane. Słyszałem krzyki z kabiny tego samochodu. Po chwili zaczął się palić i doszło do wybuchu zbiornika z paliwem. Widziałem, jak siedząca z tyłu osoba swoim ciałem próbuje zakryć przed ogniem siedzącego obok synka. Palili się żywcem, a my byliśmy bezradni – zeznał.

Co się wydarzyło na autostradzie A1?

Według ustaleń prokuratury Sebastian M. miał poruszać się podrasowanym BMW z prędkością co najmniej 315 km/h. Z ustaleń śledczych wynika, że jadąc tym samym pasem, miał uderzyć w tył samochodu marki Kia, którym podróżowała trzyosobowa rodzina z Myszkowa w województwie śląskim.

Siła uderzenia sprawiła, że auto uderzyło w bariery energochłonne, a następnie stanęło w płomieniach. Cała rodzina zginęła na miejscu.

Krótko po wypadku Sebastian M. opuścił Polskę – wówczas miał jeszcze status świadka. Został zatrzymany w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a po długiej procedurze ekstradycyjnej trafił do Polski pod koniec maja ubiegłego roku.

Od tego czasu przebywa w areszcie. Proces trwa od września, a kolejne zeznania świadków odsłaniają coraz bardziej dramatyczne kulisy jednej z najgłośniejszych tragedii drogowych ostatnich lat.

Sebastian M. przeprosił rodziny ofiar tragicznego wypadku