Małgorzata miała odwiedzić koleżankę. Znaleźli ją martwą

2026-02-18 14:56

35-letnia Małgorzata Ł. pożegnała się z rodziną 9 lutego, twierdząc, że jedzie do Sieradza. Mieszkanka wsi Przywory nigdy tam nie dotarła. Zamiast tego udała się do domu 54-letniego Zbigniewa G. Po tygodniu poszukiwań policja dokonała makabrycznego odkrycia w Raczynie. Gospodarz usłyszał już zarzuty.

Poszukiwania zakończone tragedią

Dramat rozegrał się w województwie łódzkim. Bliscy widzieli 35-latkę po raz ostatni 9 lutego. Kobieta zapowiedziała wyjazd do przyjaciółki w Sieradzu, jednak ślad po niej zaginął. Zaniepokojona rodzina zgłosiła sprawę policji, gdy Małgorzata nie wróciła do domu i przestała odpowiadać na próby kontaktu. Akcja poszukiwawcza zakończyła się dopiero we wtorek, 17 lutego, gdy funkcjonariusze weszli na jedną z posesji w miejscowości Raczyn. To tam, około 20 kilometrów od rodzinnego domu, znaleziono jej ciało.

- 35-latka miała widoczne obrażenia klatki piersiowej - mówi "Super Expressowi" starsza aspirant Katarzyna Stefaniak z komendy policji w Wieluniu. - W domu znajdował się również 54-letni mężczyzna, właściciel posesji. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że kobieta od kilku dni przebywała w domu mężczyzny, gdzie spożywali wspólnie alkohol. Pomiędzy parą miało dojść do kłótni, podczas której 54-latek ugodził kobietę nożem - omawia szczegóły policjantka z województwa łódzkiego.

Właściciel domu został natychmiast zatrzymany przez służby. W środę, 18 lutego prokurator przedstawił mu zarzuty dokonania zabójstwa.

- Przyznał się do winy i opisał przebieg zdarzenia - mówi dziennikarzowi "SE" Jolanta Szkilnik, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.

Sąsiedzi o podejrzanym

Z relacji mieszkańców Raczyna wynika, że 54-latek nie był stałym bywalcem w swojej rodzinnej miejscowości. Mężczyzna miał odziedziczyć nieruchomość po krewnych, jednak większość czasu spędzał na zagranicznych budowach.

- Wyjeżdżał na kilka tygodni, po czym wracał. Pomieszkał trochę i znów znikał - opowiadają przedstawiciele lokalnej społeczności, z którymi rozmawiał dziennikarz "Super Expressu".

Według ustaleń reporterów, znajomość ofiary i sprawcy rozpoczęła się podczas terapii odwykowej. To tam nawiązali relację, która skłoniła kobietę do częstszych wizyt w domu Zbigniewa G. Za zabójstwo mężczyźnie grozi teraz kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Spalił Pawła na przystanku, wyjdzie z więzienia po 40 latach?