Spis treści
Makabryczna zbrodnia na łódzkich Bałutach. Użył maczety
Prokuratura ustaliła, że zamordowany to 64-letni Dariusz P., dobry znajomy oskarżonego Marcina S. Do dramatu doszło 23 stycznia bieżącego roku, gdy starszy z mężczyzn odwiedził kolegę w jego mieszkaniu zlokalizowanym przy ulicy Drukarskiej. Panowie wspólnie spożywali alkohol, ale w pewnym momencie właściciel lokalu chwycił za wiszącą na ścianie maczetę i brutalnie zaatakował swojego gościa.
Wiele wskazuje na to, że sprawca nie poprzestał wyłącznie na ciosach zadanych ostrym narzędziem. Funkcjonariusze policji zabezpieczyli na miejscu zbrodni blender kuchenny, którym najpewniej zmasakrowano twarz zmarłego już Dariusza P.
- Działając w zamiarze bezpośrednim pozbawił życia Dariusza P. w ten sposób, że zadał mu co najmniej 27 ciosów maczetą w ciało, w tym 15 ciosów w głowę, twarz i szyję, powodując cztery rany tłuczone prawego i lewego łuku brwiowego, dwie rany cięte szyi, dziewięć ran na twarzy, kopał go obutymi nogami po ciele, siadając na tułowiu pokrzywdzonego, doprowadził do złamania obustronnego żeber, które to obrażenia spowodowały śmierć pokrzywdzonego z powodu uduszenia gwałtownego w następstwie zachłyśnięcia się krwią - mówiła prokurator Maja Mariańska.
Ruszył proces Marcina S. Zaskakujące tłumaczenia 54-latka
Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości musieli odczytać wcześniejsze zeznania oskarżonego, ponieważ przed sądem postanowił on milczeć. Motyw tej brutalnej zbrodni wciąż pozostaje wielką zagadką, ponieważ mężczyzna konsekwentnie twierdzi, że zupełnie nie pamięta przebiegu tragicznych wydarzeń.
- Siedzieliśmy przy stole, a potem zobaczyłem, jak leży - mówił w trakcie przesłuchania przed prokuratorem.
- Raczej był już nieprzytomny, wyglądał źle. Jak konkretnie, to nie wiem, bo widzę to jakby przez mgłę. Jak go zobaczyłem na tej podłodze, to pomyślałem, że mam zwidy. To nie chciało do mnie dotrzeć, więc poszedłem do pokoju spać. Kiedy się obudziłem, to pamiętałem o tych zwidach. Wróciłem do pokoju, on dalej tam leżał. Nie pamiętam, żebym Darkowi zadał cios maczetą, ale wynika z tego, że musiałem tak zrobić. Kłótni żadnej też nie pamiętam. Nie wiem, co mi odbiło. Musiałem wpaść w jakiś amok. Nie wiem, co robił tam ten blender - tłumaczył.
Za dokonanie tak okrutnego zabójstwa wymiar sprawiedliwości może skazać 54-latka na najwyższy wymiar kary. Oskarżonemu mordercy grozi obecnie kara dożywotniego pozbawienia wolności.