Spis treści
Tragedia na torach. Śledczy przesłuchują świadków
Od tragicznego w skutkach wypadku na początku lutego minęło pięć miesięcy. Postępy w śledztwie mającym na celu ustalenie winnego śmierci 70-letniej mieszkanki Pabianic wciąż są niewielkie.
Prokurator Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi poinformował "Super Express", że zgromadzono nowe dowody, w tym dokumenty z komisji wypadków kolejowych oraz decyzje Komendy Głównej SOK. Przesłuchano także kierownika pociągu oraz konduktorki. Zaznaczył również, że konieczne było ponowne przesłuchanie naocznego świadka zdarzenia.
Prokuratura nie sformułowała jeszcze zarzutów wobec żadnej osoby. Śledztwo wciąż toczy się w sprawie zaistniałego wypadku, a nie przeciwko komukolwiek.
Prokurator Jasiak dodał, że w przygotowaniu jest postanowienie o powołaniu specjalisty ds. bezpieczeństwa ruchu kolejowego.
Dramat na stacji w Pabianicach. Jechała do sanatorium, straciła życie
Do tragicznego zdarzenia doszło 7 lutego 2026 roku na stacji kolejowej w Pabianicach. O 8:15 maszynista składu PKP Intercity "DĄBROWSKA" poinformował o incydencie na torach. Początkowo zakładano, że 70-latka zginęła potrącona przez ten właśnie pociąg, na co wskazywały jej obrażenia.
W miarę postępów w śledztwie pojawiały się nowe wątpliwości. Ustalono, że seniorka mogła zginąć około godziny 2:00, co oznacza, że ciało leżało na torach przez blisko sześć godzin. Kobieta miała podróżować do sanatorium pociągiem PKP Intercity "PODHALANIN", a w jego wnętrzu odnaleziono jej bagaż. Według relacji świadków, 70-latka prawdopodobnie opuściła pociąg, aby wziąć z peronu dodatkową torbę, co doprowadziło do tragedii.
Prokuratura Rejonowa w Pabianicach 10 lutego wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Prokurator Jasiak przekazał, że ciało znaleziono pod pociągiem relacji Wrocław-Białystok, którego ruch wstrzymano. Oględziny wykazały, że kobieta doznała częściowej amputacji lewej nogi, prawdopodobnie jeszcze za życia. W związku z tym zlecono sekcję zwłok.
Prokurator Emilia Michałowska-Marchewa z Prokuratury Okręgowej w Łodzi poinformowała po sekcji w "Fakcie", że przyczyną śmierci było wykrwawienie z powodu odciętej kończyny. Kobieta żyła po wypadku i miała też zmiażdżoną miednicę. Dodała, że nie stwierdzono innych obrażeń, co wyklucza przejechanie przez inny pociąg.
Czy szybsza interwencja mogłaby uratować życie 70-latki? Dlaczego odnalezienie jej zajęło tak dużo czasu? Odpowiedzi na te pytania ma przynieść toczące się śledztwo.