Szokujące dane z czarnych skrzynek na A1. Linia obrony Sebastiana M. właśnie legła w gruzach

2026-03-18 11:46

Sebastian M., główny podejrzany w sprawie tragedii na autostradzie A1, oraz jego obrończyni starają się dowieść, że wina za zdarzenie leży po stronie poszkodowanych. Twierdzą oni konsekwentnie, że pojazd rodziny był niesprawny, a tragiczny w skutkach manewr polegał na nagłym zajechaniu drogi pędzącemu BMW. Najświeższe doniesienia pokazują jednak zupełnie inny obraz sytuacji, który całkowicie podważa dotychczasową narrację kierowcy. Na jaw wyszły bowiem precyzyjne dane zapisane w rejestratorach pokładowych obu aut.

Nowe dowody w sprawie wypadku na A1. Rejestratory pogrążają oskarżonego

Mężczyzna kierujący sportowym BMW odpowiada przed sądem za spowodowanie tragicznego karambolu na autostradzie A1, w którym życie straciło małżeństwo oraz ich pięcioletnie dziecko. Pasażerowie spłonęli w swoim samochodzie po uderzeniu w bariery energochłonne, a siła zderzenia odebrała im jakiekolwiek szanse na ratunek. Trwający obecnie proces dotyczący dramatu z września 2023 roku przyciąga ogromną uwagę opinii publicznej w całym kraju. Oskarżony wspólnie ze swoją prawniczką regularnie kwestionują ustalenia powołanych ekspertów i usiłują udowodnić, że winę za wypadek ponosi zmarły kierowca Kii. Przekonują oni, że poszkodowany niespodziewanie zmienił pas ruchu i prowadził samochód, który nie spełniał podstawowych wymogów technicznych. Najnowsze odczyty z pokładowych rejestratorów obu pojazdów całkowicie obalają argumentację obrony Sebastiana M. w każdym możliwym aspekcie. Szef portalu BRD24.pl poinformował, że zabezpieczone parametry wykluczają zarówno hipotezę o używaniu koła dojazdowego, jak i nagły wjazd na lewy pas. Informacje z czarnych skrzynek wywracają sprawę do góry nogami. Dziennikarz Łukasz Zboralski wprost odnosi się do taktyki przyjętej przez prawników oskarżonego.

"- Ta wiedza pozwala zrozumieć, dlaczego na procesie Sebastiana M. obrona nie mówi o danych z czarnych skrzynek, za to próbuje m.in. podważyć to, czy biegły miał odpowiedni certyfikat i uprawnienia do ich odczytania. Z zerami i jedynkami, dane zapisywane są w formie binarnej, pochodzącymi z czujników samochodów trudno powiem polemizować - opisuje Łukasz Zboralski."

Samochodowe rejestratory zbierają informacje z licznych czujników z niezwykłą częstotliwością, rejestrując między innymi prędkość, wychylenie kierownicy oraz tempo obracania się poszczególnych kół. Moduł o takich właściwościach znajdował się w pojeździe prowadzonym przez oskarżonego i nie istnieje żadna możliwość sfałszowania tych zapisów. Urządzenia te zaprojektowano z myślą o trwałym zabezpieczeniu danych przed usunięciem lub modyfikacją, co czyni je kluczowym dowodem w postępowaniach sądowych. Serwis BRD24.pl podał, że chociaż rejestrator w samochodzie ofiar uległ spaleniu, specjaliści podjęli udaną próbę wydobycia kluczowych informacji z samej pamięci wewnętrznej. Zabezpieczone w ten sposób parametry mogą ostatecznie zaważyć na wyroku w procesie sprawcy karambolu.

Samochód ofiar na A1 jechał prosto. Nowe fakty pogrążają linię obrony Sebastiana M.

Przedstawiciele portalu BRD24.pl podkreślają, że ujawnione odczyty potwierdzają stabilną jazdę rodziny z prędkością w granicach 130 kilometrów na godzinę. Systemy pomiarowe dopuszczają zaledwie minimalne odchylenia rzędu jednego lub dwóch stopni, co całkowicie dyskwalifikuje wersję wydarzeń forsowaną przez prawników podejrzanego. Redaktor naczelny serwisu precyzyjnie wyjaśnia, dlaczego technicznie niemożliwe jest zrealizowanie manewru opisywanego przez obronę.

"- Przyjmując nawet, że kierowca Kii miał kierownice delikatnie wychyloną w lewo (o 2 stopnie), to przy 130 km na godz. zjazd ze środka środkowego pasa do linii rozdzielającej pasy ruchu zająłby mu ponad 10 sekund i ponad kilometr. Przejechanie całą bryłą auta Kia na lewy pas ruchu zajęłoby ponad 30 sekund. Tymczasem Sebastian M. przekonywał w swoim ostatnim oświadczeniu w sądzie, że kierowca Kii nagle zjechał na jego pas ruchu, tak, że on nie mógł już zareagować. To musiałoby zostać odwzorowane w EDR samochodu Kia, jako duży kąt skrętu kół. Jak wynika z informacji brd24.pl, nic takiego moduł EDR tego pojazdu nie zapisał - opisuje Łukasz Zboralski."

Wydobyte parametry techniczne podważają także wnioski z opinii przygotowanej na specjalne zamówienie oskarżonego. Dokument ten sugerował, że pokrzywdzeni poruszali się na kole dojazdowym, co miało drastycznie ograniczyć ich możliwości manewrowania na drodze. Odczytane informacje nie zarejestrowały jednak żadnych różnic w prędkości obrotowej kół pojazdu ofiar. Dodatkowo w krytycznym momencie nie uruchomiły się systemy bezpieczeństwa, które w przypadku takiej awarii powinny zadziałać automatycznie. Ujawnione fakty boleśnie obnażają również nieścisłości w osobistych deklaracjach składanych przez kierowcę przed wymiarem sprawiedliwości.

Prędkość BMW na autostradzie. Rejestrator obala twierdzenia Sebastiana M.

Podczas niedawnego posiedzenia sądu główny podejrzany wygłosił oświadczenie, w którym stanowczo zaprzeczał ustaleniom prokuratury dotyczącym jego brawurowej jazdy. Mężczyzna upierał się, że poruszał się z prędkością około 170 lub maksymalnie 200 kilometrów na godzinę. Zabezpieczony w sportowym BMW moduł pamięci zachował się w bardzo dobrym stanie i dostarczył twardych dowodów na to, że auto tuż przed zderzeniem pędziło z prędkością 253 kilometrów na godzinę. Eksperci zwracają przy tym uwagę, że oprogramowanie samochodu nie rejestruje wartości przekraczających tę barierę, co daje mocne podstawy do twierdzeń o jeszcze szybszej jeździe. Śledczy analizujący zapisy z kamer oraz relacje naocznych świadków zakładają, że w rzeczywistości prędkość mogła zbliżać się nawet do 300 kilometrów na godzinę.

Jeżeli prokuratura oficjalnie potwierdzi i włączy te precyzyjne pomiary do materiału dowodowego, sytuacja procesowa kierowcy ulegnie drastycznemu pogorszeniu. Żadne zabiegi ze strony obrońców nie zdołają z łatwością podważyć twardych danych telemetrycznych. Za nieumyślne doprowadzenie do wypadku drogowego o tak dramatycznych skutkach oskarżonemu grozi spędzenie w zakładzie karnym nawet ośmiu lat.

Pokój Zbrodni - Wojtuś miał tylko 7 miesięcy. Zmarł od ciosów w głowę. Sąd nie miał litości dla ojca