Strzały w łódzkiej fabryce Gillette. Były pracownik próbował zabić przełożonego!?

2026-04-01 16:05

W środowy poranek w zakładach Gillette przy ulicy Nowy Józefów w Łodzi rozegrały się dramatyczne sceny. Uzbrojony 42-latek, który wcześniej pracował w tej firmie, wtargnął do budynku i otworzył ogień do swojego dawnego kierownika. W wyniku tego niebezpiecznego incydentu na szczęście nikt nie odniósł żadnych obrażeń.

Ewakuacja pracowników po strzałach w łódzkiej fabryce Gillette

Całe zajście miało miejsce 1 kwietnia w okolicach godziny 7 rano. Uzbrojony napastnik wtargnął na teren firmy, skierował się prosto do przestrzeni biurowej i oddał od dwóch do trzech strzałów z pistoletu w stronę swojego dawnego przełożonego, a następnie zbiegł z miejsca zdarzenia. Funkcjonariusze policji zostali błyskawicznie wezwani do interwencji, a z obszaru zakładu niezwłocznie wyprowadzono około 400 pracowników. Ponieważ cała załoga znajdująca się wtedy na zmianie stawiła się na zewnątrz podczas zbiórki ewakuacyjnej, szybko potwierdzono brak jakichkolwiek osób poszkodowanych.

- Należałoby przede wszystkim ustalić, w jaki sposób ten człowiek wszedł do środka - powiedział „Super Expressowi” Dariusz Korganowski, były policjant, obecnie prywatny detektyw. - Nasuwają się pytania, czy miał aktywną kartę wstępu i jak wniósł broń. Czy przechodził przez bramkę do wykrywania metali, czy też został wpuszczony przez znajomego ochroniarza? - dodał.

Policyjne negocjacje z 42-letnim napastnikiem

Bezpośrednio po wyprowadzeniu załogi, teren wokół budynku natychmiast zapełnił się siłami policyjnymi. W krótkim czasie na miejsce wezwano specjalne jednostki kontrterrorystyczne z Warszawy, Poznania oraz samej Łodzi. W ramach akcji użyto między innymi dronów oraz specjalistycznych urządzeń zagłuszających. Mundurowym udało się namierzyć 42-letniego sprawcę na obszarze sąsiadującym z zakładem, co pozwoliło na podjęcie z nim bezpośrednich negocjacji. Służby zaznaczają, że ich głównym celem i priorytetem jest doprowadzenie do tego, aby zdesperowany mężczyzna poddał się dobrowolnie.

- Z tego co wiemy, mężczyzna nie miał pozwolenia na broń. Mamy bezpośredniego świadka zdarzenia, który przebywał także w tym pomieszczeniu biurowym. Ta osoba także została przesłuchana. Bezpośrednio po oddaniu strzałów wiemy, że mężczyzna wybiegł za naszym pokrzywdzonym. Dalej gromadzimy materiał dowodowy - przekazała w rozmowie z Radiem Eska Marta Stachowiak-Klimaszewska z Prokuratury Rejonowej Łódź - Polesie.

Zagadkowy motyw sprawcy ataku na Nowym Józefowie

Tuż po ataku organy ścigania nie zdradzały żadnych szczegółów dotyczących potencjalnych powodów, dla których dawny pracownik zdecydował się na tak drastyczny krok. Śledczym udało się jedynie potwierdzić, że napastnik był zatrudniony w łódzkich zakładach przez 14 lat, a jego umowa zakończyła się wraz z końcem 2024 roku.

Łódzcy policjanci uratowali mężczyznę z pożaru