Sebastian M. usłyszał wyrok ośmiu lat pozbawienia wolności w związku ze śmiertelnym wypadkiem z września 2023 roku, w którym życie straciła trzyosobowa rodzina, młode małżeństwo oraz ich 5-letni syn. Śledczy ustalili, że jadąc z prędkością powyżej 310 km/h, sprawca uderzył w pojazd poszkodowanych, co doprowadziło do tragicznego finału na barierach energochłonnych. Mężczyzna zbiegł z miejsca zdarzenia, a po długotrwałej ekstradycji, ostatecznie stanął przed sądem, gdzie 21 października 2026 roku orzeczono maksymalną dopuszczalną karę.
- Należy rozważyć, czy nie trzeba wprowadzić znacznie surowszych kar za tego typu tragiczne zdarzenia - mówiła sędzia Renata Folkman, odnosząc się tym samym do głosów oburzenia, płynących od miesięcy, które wskazywały na to, że osiem lat więzienia za doprowadzenie do śmierci trzech osób na drodze to "zdecydowanie za mało".
Wymiar sprawiedliwości musiał operować w granicach obowiązującego prawa, co oznaczało orzeczenie najwyższej możliwej sankcji – 8 lat więzienia. Oprócz tego, warunkowe zwolnienie będzie możliwe dopiero po odbyciu 3/4 wyroku. Dodatkowo, Sebastian M. musi zapłacić ogromne zadośćuczynienie – po pół miliona złotych dla każdego oskarżyciela posiłkowego, łącznie 2,5 miliona, a także otrzymał piętnastoletni zakaz prowadzenia pojazdów. Orzeczenie oparto przede wszystkim na opiniach biegłych ekspertów.
Liczne kontrowersje wokół procesu Sebastiana M. i tragicznego wypadku
Cały proces oraz śledztwo w sprawie wypadku obfitowały w niejasności i bulwersujące sytuacje. Pamiętać należy o opóźnieniach w zatrzymaniu sprawcy, niepełnych informacjach służb czy przesłuchiwaniu Sebastiana M. jako świadka, zamiast natychmiastowego postawienia mu zarzutów. Głośnym echem odbiła się ucieczka do Dubaju, błędy ujawnione podczas późniejszego audytu organów ścigania, a także nieudane próby zrzucenia winy na kierowcę zniszczonej Kii. Wciąż kwestionowano też ustalenia ekspertów, którzy jednoznacznie wskazali, że potężnie zmodyfikowane BMW osiągało zawrotną prędkość 315 km/h bez stosownych homologacji.
Działania obrony wywoływały dodatkowe emocje, m.in. próby zdyskredytowania świadków ratujących poszkodowanych i narzekania oskarżonego na warunki w celi. Sprawa Sebastiana M. obfitowała w sądowe przepychanki, które długo pozostaną w świadomości opinii publicznej.
Wyrok skazujący go na osiem lat więzienia nie jest na razie prawomocny.