Prokuratura zaliczyła wpadkę. Komunikat o zatrzymaniu "Króla dopalaczy" cofnięty. Dawid Bratko wciąż wolny

Dawid Bratko, znany jako "Król dopalaczy", wciąż pozostaje nieuchwytny. Mimo że Prokuratura Krajowa początkowo potwierdziła informacje o jego zatrzymaniu w Tanzanii, szybko wycofała się z tych doniesień, tłumacząc się pomyłką. Mężczyzna, który uciekł przed wyrokiem skazującym, nadal przebywa na wolności, o czym jako pierwsi informowaliśmy na naszych łamach.

Pod koniec marca 2026 roku jako pierwsi podaliśmy, że "Król dopalaczy" skutecznie unika odsiadki. Dawid Bratko był postrzegany dwojako: jedni uznawali go za pionka w strukturach grupy przestępczej, inni zaś za samodzielnego "króla" biznesu. Nigdy jednak nie dowiedziono mu członkostwa w zorganizowanej szajce. Sam o sobie mówił jak o przedsiębiorcy. Udało mu się zbudować sieć tzw. Smart Shopów w całej Polsce, gdzie handlowano dopalaczami. Zręcznie omijał przepisy antynarkotykowe, a nabywców swoich produktów wprost nazywał »debilami«. W końcu usłyszał wyrok za swoją działalność, lecz – jak ustaliliśmy – uciekł i nie rozpoczął odbywania kary. Ani organy ścigania, ani sądy nie poinformowały o tym fakcie opinii publicznej. Wystawiono za nim jedynie dyskretny list gończy. Jak dotąd, Bratko pozostaje nieuchwytny.

Sonda
Jak oceniasz działania wymiaru sprawiedliwości wobec Dawida Bratko, czyli tzw. "króla dopalaczy"?

23 czerwca 2026 roku media obiegła informacja, że "Król dopalaczy" wpadł w ręce organów ścigania w Tanzanii, na podstawie polskiego wniosku o ekstradycję. Te rewelacje szybko znalazły potwierdzenie w Prokuraturze Krajowej. Jednak radość służb trwała krótko – wkrótce instytucja wycofała swój komunikat. Szybko wyszło na jaw, że rzekome aresztowanie Bratki było jedynie pomyłką.

Anna Adamiak, rzeczniczka prokuratora generalnego Waldemara Żurka, początkowo potwierdziła w rozmowie z portalem "Onet" zatrzymanie "Króla dopalaczy". Później musiała jednak zdementować własne słowa i przeprosić za błędny komunikat. Służby tłumaczą, że nieprawdziwa informacja została im przekazana przez Biuro Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Krajowej, co doprowadziło do kompromitacji.

Dawid Bratko z dopalaczy przerzucił się na hotelarstwo w Tanzanii

"Król dopalaczy", unikając polskiego wymiaru sprawiedliwości, znalazł schronienie w Afryce. Po naszych publikacjach na temat opieszałości sądów i służb, które nie zastosowały aresztu wobec Bratki przed ogłoszeniem wyroku, umożliwiając mu ucieczkę, sprawa nabrała rozgłosu. "Onet" ustalił, że zbieg żyje w Tanzanii, gdzie został menadżerem hotelu Shoki Shoki. Podobno dba o to, by turyści czuli się tam komfortowo. Jako dowód jego pobytu w tym afrykańskim kraju wskazano zdjęcie z wyprawy na Kilimandżaro, które opublikowano na stronie firmy turystycznej współpracującej z poszukiwanym.

Wyrok w sprawie Dawida Bratki zapadł 31 stycznia 2019 roku. Sąd Okręgowy wymierzył mu karę 3,5 roku więzienia i nałożył 30 tys. zł grzywny. Skazany nie stawił się na odczytanie wyroku. Razem z nim skazano jego współpracowników: Ireneusza C. (4 lata więzienia), Piotra P. (3 lata) oraz Łukasza K., który mimo zakazu otworzył sklep z dopalaczami i otrzymał wyrok pół roku prac społecznych.

Proces był skomplikowany, trwał trzy lata i wymagał przesłuchania ponad stu osób. Obie strony zapowiedziały apelację od nieprawomocnego orzeczenia. Ostatecznie, 20 marca 2023 roku, sąd podwyższył karę dla Bratki do 4 lat i 10 miesięcy więzienia. Wyrok stał się prawomocny, jednak mężczyzna nigdy nie rozpoczął odsiadki.

Rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi, sędzia Grzegorz Gała, potwierdził, że wobec Dawida B. wszczęto poszukiwania listem gończym, po tym jak skazany nie stawił się w zakładzie karnym, a próby jego doprowadzenia nie przyniosły rezultatu. Bratko oficjalnie pozostaje wciąż na liście poszukiwanych.

Dawid Bratko, słynny "Król dopalaczy", wciąż pozostaje na wolności

Pokój zbrodni - król dopalaczy