Spis treści
Decyzją Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie z 2007 roku, 47-letnia Bożena A., 52-letni Jan A. i ich córka Karolina zostali ustanowieni zawodową rodziną zastępczą w Łęczycy (woj. łódzkie). Urzędnicy nie przypuszczali wówczas, do jakich potworności dojdzie w tym domu, ani że kierowniczka placówki odpowie karnie za brak odpowiedniego nadzoru. Dramat, jaki dorośli zgotowali dzieciom, przekracza wszelkie wyobrażenia. W przestrzeni publicznej padały pytania o to, jak mogło do tego dojść i dlaczego nikt wcześniej nie zainterweniował.
Szkolny pedagog ujawnił mroczny sekret rodziny zastępczej w Łęczycy. Dzieci przerywają milczenie
Prawda o horrorze w Łęczycy wyszła na jaw w 2014 roku, kiedy przerażone dzieci przełamały się i opowiedziały o wszystkim szkolnemu pedagogowi. To on niezwłocznie poinformował odpowiednie służby, co uruchomiło lawinę zdarzeń. Policja zatrzymała Bożenę, Jana i ich 20-letnią córkę, którzy trafili do aresztu. Dochodzenie prokuratury szybko udowodniło, że relacje dzieci były prawdziwe, a ich drastyczność zszokowała nawet śledczych.
Ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Krzysztof Kopania, w wypowiedziach dla mediów opisywał brutalne metody stosowane przez oskarżonych.
- Opiekunowie bili dzieci po twarzach i plecach pasem oraz pięściami, zatykali im usta, stosowali kary polegające między innymi na wielogodzinnym staniu na baczność. Dzieciom ograniczano też dostęp do jedzenia i kontakt z rówieśnikami, ponadto używano wobec nich słów wulgarnych – wyliczał długą listę prokurator Krzysztof Kopania.
Śledczy dowiedli również, że Jan i Karolina wykorzystywali podopiecznych seksualnie. Jak ustalili funkcjonariusze, mężczyzna dotykał miejsc intymnych dzieci, przymuszał je do dotykania jego genitaliów oraz zmuszał do stosunków oralnych. Zarzuty o podłożu pedofilskim usłyszała także Karolina, jednak ostatecznie uniknęła procesu, gdyż biegli uznali ją za całkowicie niepoczytalną w momencie popełniania czynów. W sieci pojawiały się głosy, że jej stan to efekt dorastania w patologicznym domu. Z kolei Bożena A., choć sama nie brała udziału w molestowaniu, wiedziała o nim i terroryzowała dzieci, grożąc im oddaniem do domu dziecka w razie ujawnienia prawdy, co skutecznie uciszało ofiary.
Małżonkowie, w odróżnieniu od córki, zasiedli na ławie oskarżonych, by odpowiedzieć za swoje zbrodnie. Proces ze względu na dobro pokrzywdzonych odbywał się za zamkniętymi drzwiami, stąd brak szczegółów na temat zeznań. Wiadomo jedynie z przekazów medialnych, że dwie poszkodowane dziewczynki wystąpiły jako oskarżycielki posiłkowe. Z aktu oskarżenia wynikało, że ofiar było łącznie dziesięcioro, a ich wiek wahał się od 8 do 13 lat.
Zarabiali na cierpieniu dzieci. Bożena i Jan potraktowali pieczę zastępczą jako dochód
Z policyjnego śledztwa wynikało, że motywacją rodziny do przyjmowania kolejnych dzieci były wyłącznie pieniądze. Potwierdziła to również Iwona Z., ówczesna kierowniczka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, która po zatrzymaniu pary nie kryła, że ich cel był czysto zarobkowy. Według jej relacji, małżeństwo otrzymywało co miesiąc dwa tysiące złotych za samą gotowość do opieki, plus tysiąc złotych na każde przebywające u nich dziecko.
Dziennikarz „Super Expressu”, Dariusz Kucharski, donosił, że podczas policyjnej interwencji wściekła Bożena A. krzyczała, iż odbierając im dzieci, funkcjonariusze pozbawiają ich „stałego źródła dochodu”. Mimo braku przyznania się do winy ze strony małżeństwa, Sąd Rejonowy w Łęczycy uznał ich winę za bezsporną.
- Oskarżony Jan A. znęcał się nad małoletnimi co najmniej od stycznia 2008 roku – mówiła sędzia, uzasadniając wyrok. – Dotykał ponadto narządów płciowych dzieci, zmuszał do dotykania własnych, a nawet do seksu oralnego. Dopuszczał się czynów lubieżnych, co do tego sąd nie ma wątpliwości. (…) Bożena A. również została uznana za winną znęcania się nad podopiecznymi – cytowali dziennikarze „Dziennika Łódzkiego”.
Sąd skazał Jana na dziewięć lat pozbawienia wolności, orzekł dożywotni zakaz pracy z dziećmi oraz nakazał przymusową terapię i leczenie farmakologiczne po wyjściu z więzienia. Bożena otrzymała wyrok 2,5 roku więzienia. Prokuratura, jak zaznaczała Monika Piłat z Prokuratury Rejonowej w Łęczycy, była w pełni zadowolona z orzeczonych środków karnych. Co więcej, obrońca oskarżonych, mecenas Bartosz Tiutiunik, przyznał w rozmowie z mediami, że jeśli zarzuty są prawdziwe, wyrok jest uzasadniony.
- Zapewne zostanie złożony wniosek o pisemne uzasadnienie i na tej podstawie zostanie podjęta decyzja, czy będziemy się odwoływać. Sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności, więc nie mogę komentować ogólników ani szczegółów postępowania. Sąd podjął określone decyzje dowodowe, ograniczając niejako postępowanie dowodowe – mówił mecenas w rozmowie z mediami.
Brak jest informacji o ewentualnej apelacji obrony, jednak ofiary mogą domagać się odszkodowań w osobnym procesie cywilnym.
Kierowniczka PCPR stanęła przed sądem za niedopełnienie obowiązków
Wyrok na małżeństwo nie zakończył jednak afery. Okazało się, że wspomniana wcześniej Iwona Z., dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, nie dopełniła swoich obowiązków. Pytana o to, jak to możliwe, że nikt nie zauważył dramatu i dlaczego tak słabo zweryfikowano kandydatów na rodziców zastępczych, stanowczo odrzucała zarzuty, przekonując, że nie było podstaw do odrzucenia wniosku pary.
– Przeszli odpowiednie szkolenia, dostarczyli zaświadczenia o niekaralności i dokumenty potwierdzające dobry stan swojego zdrowia. Nie mieliśmy argumentów, by ich zdyskwalifikować jako opiekunów – broniła się Iwona Z.
Prokuratura miała inne zdanie i oskarżyła Iwonę Z. o niedopełnienie obowiązków służbowych. Śledczy ustalili, że w latach 2007-2014 kobieta rażąco zaniedbała nadzór nad dwiema rodzinami zastępczymi, w których dzieci cierpiały latami. Zarzucono jej brak kontroli i niepodjęcie działań zmierzających do odebrania dzieci oprawcom. Mimo że Iwona Z. nie przyznała się do winy, sąd przychylił się do wniosku prokuratury. Rzecznik Krzysztof Kopania poinformował, że urzędniczka została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata, ukarano ją grzywną w kwocie 1500 złotych oraz zakazano pełnienia stanowisk kierowniczych w opiece społecznej.
Tragedia w Łęczycy zszokowała Polaków, stając się zarzewiem dyskusji o systemie pieczy zastępczej i metodach ochrony dzieci. Trzeba jednak pamiętać, że większość rodzin zastępczych kieruje się chęcią bezinteresownej pomocy i zapewnia potrzebującym maluchom prawdziwy dom.