Łzy i oburzenie na procesie Sebastiana M. Jego słowa zmroziły wszystkich. "To jest żenada!"

2026-02-18 20:48

W Sądzie Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim atmosfera gęstnieje z każdą kolejną rozprawą dotyczącą dramatu na autostradzie A1. Sebastian M., oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku przy prędkości ponad 300 km/h, stanowczo zaprzecza stawianym zarzutom. Jego ostatnie wyjaśnienia, w których odnosi się do przyczyn śmierci rodziny, wywołały olbrzymie poruszenie wśród bliskich zmarłych.

Zarzuty i długa droga do ekstradycji

Postępowanie sądowe toczy się przed wymiarem sprawiedliwości w Piotrkowie Trybunalskim. Śledczy zarzucają kierowcy BMW brawurową jazdę z prędkością przekraczającą 315 km/h, co doprowadziło do zderzenia i pożaru innego pojazdu, w którym śmierć poniosła trzyosobowa rodzina. Mężczyzna przez długi czas unikał odpowiedzialności, ukrywając się najpierw w Niemczech, a następnie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Procedura ekstradycyjna zakończyła się sukcesem dopiero w maju 2025 roku, co pozwoliło na sprowadzenie go do kraju niemal dwa lata po tragicznym zdarzeniu.

Linia obrony i kontrowersyjne słowa

Oskarżony nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów i prezentuje własną wersję wydarzeń. Przed sądem stara się udowodnić, że kluczowy wpływ na rozmiar tragedii miał stan techniczny samochodu ofiar oraz wybuch ognia, który według niego nie wynikał bezpośrednio z jego manewrów na drodze. Podczas posiedzenia, które odbyło się 10 lutego, padła wypowiedź budząca skrajne emocje wśród obserwatorów procesu.

Abstrahując od przebiegu wypadku należy zwrócić uwagę, że świadkowie zeznali, że osoby podróżujące KIA wzywały pomocy. Według biegłego medycyny sądowej, oraz treści materiału dowodowego, osoby poniosły śmierć skutek pożaru a nie kolizji pojazdu – powiedział Sebastian M.

Jak informuje O2.pl, przytoczona argumentacja spotkała się z natychmiastową reakcją mecenasa Łukasza Kowalskiego, który reprezentuje rodzinę zmarłych. 

Poziom żenady na tej sali przekroczył zenit. To jest żenada! To manipulacja faktami. Bardzo dobrze, że proces jest jawny, że dziennikarze będą się do tego odnosić. Jedna z pokrzywdzonych opuściła salę i tego nie wytrzymała. Wybiórcze przywoływanie faktów jest charakterystyczne dla oskarżonego – mówił mecenas, cytowany przez portal.

Sąd wyznaczył już kolejne terminy rozpraw na 20 i 26 lutego. Sebastianowi M. za zarzucany czyn grozi kara pozbawienia wolności do lat 8.

Proces Sebastiana M. z falstartem. Akt oskarżenia nie został odczytany!