Spis treści
Pożar i ewakuacja kamienicy w Pabianicach
Ogień wybuchł w sobotę, 26 września, krótko po godzinie 17:00. Płomienie najpierw strawiły korytarz zlokalizowany na parterze, by po chwili przenieść się na wyższe piętro budynku. Jak relacjonują druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Pabianicach:
„W czasie dojazdu do miejsca pożaru nad miastem unosiły się kłęby dymu, co oznaczało że sytuacja pożarowa jest mocno rozwinięta. Po dojeździe na miejsce pożaru, wprowadzona została rota strażaków zabezpieczona w aparaty ochrony dróg oddechowych do kamienicy w celu przeszukania pomieszczeń oraz przelewania nadpalonego wyposażenia. Z względu na silne zadymienie oraz ogień panujący na klatce schodowej, lokatorzy zamieszkujący na 1 piętrze zostali pozbawieni drogi ewakuacji, konieczne było rozstawienie drabiny mechanicznej oraz przystawnej do przeprowadzenia bezpiecznej ewakuacji”
W trwającej akcji ratunkowej wzięło udział osiem zastępów straży pożarnej. Ze zrujnowanego budynku bezpiecznie wyprowadzono siedmiu mieszkańców oraz cztery czworonogi. Już w trakcie walki z żywiołem śledczy otrzymali sygnały, że pożar mógł zostać zaprószony celowo, a za dramatem najprawdopodobniej stoi 47-letni mężczyzna zajmujący lokal na parterze wraz ze swoją partnerką, panią Anną.
47-latek podpalił budynek po kłótni z kochanką
Dramat poprzedziła ostra wymiana zdań między parą, która szybko przerodziła się w rękoczyny. Mężczyzna postanowił odegrać się na kobiecie za pomocą ognia, po czym zbiegł z miejsca zdarzenia, usiłując uniknąć kary. Funkcjonariusze szybko jednak namierzyli uciekiniera, doprowadzając go przed oblicze prokuratora. Śledczy postawili mu łącznie siedem zarzutów, z czego najcięższy dotyczy sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz mienia w wielkich rozmiarach. Podejrzany w trakcie przesłuchania przyznał się do winy. Sąd nakazał jego tymczasowe aresztowanie, a za ten czyn może spędzić za kratkami nawet 10 lat.
Zszokowani lokatorzy o zachowaniu podpalacza i jego partnerki
Mieszkańcy kamienicy wciąż nie mogą otrząsnąć się po tych wydarzeniach. Zniszczenia są na tyle poważne, że część lokali całkowicie wyłączono z użytkowania. Sąsiedzi nie kryją oburzenia zachowaniem 47-latka oraz jego partnerki, podkreślając, że z ich mieszkania nieustannie dobiegały odgłosy awantur i kłótni.
- Mieszkali tu może z dziesięć lat i cały czas się gryźli między sobą - mówi jedna z mieszkanek.
- W końcu ona się wkurzyła, walnęła go w twarz aż krwią się zalał. Gdzieś pobiegł, zaraz wrócił i podpalił. Dobrze, że ona wyszła z tego swojego mieszkania. Ogień był aż niebieski, musiał użyć jakiejś benzyny. Dym był ogromny - tłumaczy.
- Jak ogień poszedł, to poszedł wszędzie, góra się też zaczęła palić - dodaje inna lokatorka.
- On się potrafił obrazić, wychodził na dwa dni, potem wracał. Wyzywali się cały czas. Takie rzeczy na niego gadała, on na nią. Uderzyła go, a on się zemścił - dodają.