- U Mai, jeszcze w okresie prenatalnym, zdiagnozowano Zespół Ebsteina, bardzo rzadką wadę serca, dając jej od 1 do 5 procent szans na przeżycie.
- Dziewczynka przeszła skomplikowaną operację kardiochirurgiczną w czwartej dobie życia, po której nastąpiły tygodnie intensywnej terapii.
- Po długiej walce lekarzy, 11 lutego Maja została zabrana przez rodziców do domu w Tomaszowie Mazowieckim.
Dawali Mai maksymalnie 5 procent szans na przeżycie
Rodzice dziewczynki, pani pani Klaudia i pan Grzegorz, o tym, że ich wyczekiwana córeczka przyjdzie na świat ciężko chora dowiedzieli się, gdy mama tej kruszynki była w ciąży. Prognozy dotyczące Mai były wręcz dramatyczne. Lekarze wykryli u niej Zespół Ebsteina, bardzo rzadką wadą serca, w której zastawka trójdzielna jest skrajnie nieprawidłowa. Prawy przedsionek miała tak przerośnięty, że zajmował 3/4 klatki piersiowej, a prawą komorę bardzo małą. Płuca były uciśnięte. Do tego doszła jeszcze współistniejąca wada ośrodkowego układu nerwowego. Rodzice Mai usłyszeli, że ich dziecko będzie miało od 1 do 5 procent szans na przeżycie. Mimo to, z nadzieją oczekiwali jej przyjścia na świat.
Długa walka lekarzy
Po porodzie stan dziewczynki był bardzo ciężki. Miała niewydolność oddechową i krążeniową, zaburzenia rytmu serca. W czwartej dobie życia przeszła skomplikowaną operację kardiochirurgiczną, po której były tygodnie intensywnej terapii, a w jej trakcie kryzysy, zaburzenia krążenia, konieczność podłączenia pod respirator.
To była długa walka zespołu kardiochirurgów, neonatologów, anestezjologów i specjalistów intensywnej terapii. Dzień po dniu stabilizowano krążenie, oddech, kontrolowano rytm serca. Wykonywano kolejne badania i zabiegi. W drugim miesiącu życia udało się ją odłączyć od respiratora. Obecnie Maja jest stabilna. Oddycha samodzielnie z okresową tlenoterapią. Reaguje, widzi, słyszy. Przed nią kolejne etapy leczenia kardiochirurgicznego.
Maleńka Maja wreszcie w domu
W środę, 11 lutego, rodzice, Klaudia i Grzegorz po raz pierwszy zabrali córkę do domu w Tomaszowie Mazowieckim. - To niewątpliwie zasługa lekarzy, ale też samej Mai. Ona ma naturę wojowniczki - mówi szczęśliwa mama.