Wdarł się do fabryki i strzelił do byłego szefa. Tłumaczenia sprawcy o zmarłym psie szokują

2026-04-03 15:48

W środę, 1 kwietnia, łódzką fabryką Gillette wstrząsnęły dramatyczne sceny. 42-letni Dominik Ż. wtargnął do zakładu i oddał strzały w kierunku byłego przełożonego. Podczas przesłuchania śledczy usłyszeli zaskakujące tłumaczenia - napastnik twierdził, że planował odebrać życie wyłącznie sobie, a jego desperacki krok wynikał ze straty ukochanego psa. Ustalenia prokuratury rzucają jednak zupełnie inne światło na te wydarzenia.

  • Pierwszego kwietnia 42-letni Dominik Ż. wszedł na teren łódzkiego zakładu Gillette. Mężczyzna oddał strzały do dawnego przełożonego, który natychmiast rzucił się do ucieczki.
  • Policyjne negocjacje trwały blisko 10 godzin i zakończyły się ujęciem sprawcy. Śledczy postawili mu zarzuty usiłowania zabójstwa, posiadania narkotyków oraz kierowania gróźb.
  • Zatrzymany przekonywał, że planował jedynie własne samobójstwo z powodu śmierci psa. Prokuratorzy całkowicie odrzucili tę wersję wydarzeń.
  • Decyzją sądu 42-latek spędzi najbliższe trzy miesiące w tymczasowym areszcie.

Strzelanina w łódzkiej fabryce Gillette. Pracownik zaatakował byłego szefa

Dramat rozegrał się 1 kwietnia tuż po godzinie 7 rano w zakładzie przy ulicy Nowy Józefów w Łodzi. Dominik Ż., który w przeszłości był zatrudniony w fabryce, przeskoczył przez płot, po czym przestrzelił szklane drzwi wejściowe. Napastnik wdarł się prosto do gabinetu swojego dawnego kierownika. Gdy przerażony przełożony zaczął uciekać, 42-latek oddał w jego stronę kilka strzałów, z których żaden nie był celny. Następnie sprawca zamknął się w jednym z pomieszczeń, co wymusiło natychmiastową ewakuację kilkuset osób przebywających na zmianie.

Teren zakładu błyskawicznie otoczyły służby mundurowe. Rozmowy z uzbrojonym mężczyzną przeciągały się, ale ostatecznie po niemal 10 godzinach policyjnych negocjacji Dominik Ż. wpadł w ręce funkcjonariuszy. Już następnego dnia, 2 kwietnia, doprowadzono go do prokuratury. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, posiadania marihuany oraz grożenia innemu pracownikowi za pomocą broni czarnoprochowej.

Tłumaczenia Dominika Ż. szokują. Wspomniał o zmarłym psie

W trakcie przesłuchania 42-latek kategorycznie zaprzeczył, jakoby miał zamiar kogokolwiek pozbawić życia lub zastraszyć. Do sprawy odniósł się prokurator Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

„Wskazał, że działania na terenie zakładu pracy podjął z uwagi na swoje wcześniejsze złe relacje z przełożonym” - przekazał.

Podejrzany próbował ponadto przekonać prokuratorów, że przyszedł do fabryki w Łodzi wyłącznie po to, by zakończyć swoje życie.

„Podejrzany wyjaśnił, że rozważał popełnienie samobójstwa na terenie zakładu z uwagi na śmierć swojego psa” - poinformował prok. Jasiak.

Wersja o rzekomych planach samobójczych okazała się dla śledczych kompletnie niewiarygodna. Przeczy temu zachowanie napastnika, który z bronią w ręku gonił uciekającego kierownika. Zdaniem prokuratury dowodzi to chłodnej kalkulacji i starannego zaplanowania ataku przez agresora.

„W toku przeszukania podejrzanego ujawniono także dwa noże typu finka, cztery scyzoryki oraz plastikowe złączki mogące służyć za prowizoryczne kajdanki” - dodał prok. Jasiak.

Sąd w Łodzi zdecydował o losie 42-latka z fabryki Gillette

W piątek, 3 kwietnia sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o osadzeniu Dominika Ż. w tymczasowym areszcie na najbliższe trzy miesiące.

Ramka pomocowa

i

Autor: MZ/ Materiały prasowe
Uzbrojony 42-latek wtargnął do fabryki Gillette i strzelił do byłego szefa
Sonda
Czy doświadczyłeś kiedyś mobbingu w miejscu pracy lub na uczelni?