Spis treści
Początki imperium. Kim jest Dawid Bratko?
Dawid Bratko, znany szerzej jako król dopalaczy, zbił ogromną fortunę dzięki sprytnemu omijaniu przepisów antynarkotykowych, tworząc potężną sieć sprzedaży. Choć do samego końca publicznie twierdził, że jest wyłącznie przedsiębiorcą oferującym specyficzne artykuły kolekcjonerskie, w kuluarach mówiło się, iż mógł pełnić jedynie rolę figuranta dla zorganizowanej grupy przestępczej. Sam o swoich nabywcach wyrażał się niezwykle pogardliwie, nazywając ich wprost debilami. Sytuacja diametralnie się zmieniła, gdy na rynku zaczęło drastycznie przybywać poszkodowanych klientów, w tym ofiar śmiertelnych. Sprawiło to, że prokuratura wzięła go pod lupę, oskarżając o sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób.
Proces sądowy ciągnął się przez trzy długie lata i wymagał szczegółowego przesłuchania przeszło stu różnych świadków. Ostatecznie, 31 stycznia 2019 roku, Sąd Okręgowy w Łodzi wymierzył głównemu oskarżonemu karę trzech i pół roku pozbawienia wolności oraz nałożył na niego grzywnę w wysokości 30 tysięcy złotych. Kary nie ominęły również jego kluczowych współpracowników. Dwaj główni chemicy, odpowiedzialni za produkcję toksycznych substancji – Ireneusz C. oraz Piotr P. – usłyszeli wyroki odpowiednio czterech i trzech lat więzienia. Z kolei Łukasz K., który zignorował zakaz i uruchomił punkt sprzedaży, otrzymał karę sześciu miesięcy prac społecznych. W tamtym czasie wyrok nie był jeszcze prawomocny, a apelację od razu zapowiadały obie strony tego głośnego sporu.
Jako pierwsi na łamach Super Expressu oraz w Radiu Eska nagłośniliśmy szokujący fakt, że wymiar sprawiedliwości ostatecznie nie zdołał wyegzekwować tej kary, a sam skazany nigdy nie odsiadywał wyroku w celi. Z naszych informacji wynika, że sąd odwoławczy jeszcze zaostrzył pierwotny wyrok, podwyższając karę dla Bratko do czterech lat i dziesięciu miesięcy za kratkami. To prawomocne już orzeczenie wydano dokładnie 20 marca 2023 roku. Skazany zignorował jednak pisemne wezwanie i nie stawił się w wyznaczonym terminie do odbycia zasądzonej kary w zakładzie karnym.
"- Sąd Okręgowy w Łodzi zarządził poszukiwania listem gończym skazanego Dawida B., z uwagi na fakt, iż skazany nie zgłosił się do odbycia kary pozbawienia wolności i w wyniku przeprowadzonych czynności nie doprowadzono do jego zatrzymania - potwierdził w przesłanej do nas odpowiedzi na pytania SSO Grzegorz Gała, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi."
Poszukiwany formalnie wciąż widnieje w policyjnych rejestrach jako osoba ukrywająca się przed organami ścigania. W międzyczasie na jaw wychodzą kolejne, niezwykle zaskakujące doniesienia wskazujące na jego rzekome aktualne miejsce pobytu, a naszej redakcji udało się zdobyć od sądu szczegółowe wyjaśnienia w tej wyjątkowo bulwersującej sprawie.
Dawid Bratko pracuje na Zanzibarze. Służby bezradne wobec ucieczki króla dopalaczy
Tematem zainteresowali się niedawno także dziennikarze Onetu, którzy potwierdzili nasze wcześniejsze ustalenia, wskazując jednoznacznie, że zbieg przebywa obecnie w Afryce, a dokładnie na egzotycznym Zanzibarze. Co więcej, tamtejsze Ministerstwo Pracy oficjalnie wydało mu legalne zezwolenie na podjęcie zatrudnienia, w którym uwzględniono nawet jego drugie imię – Andrzej. Wniosek w tej sprawie złożyło w 2021 roku jedno z afrykańskich przedsiębiorstw z branży turystycznej, czyli na dwa lata przed uprawomocnieniem się wyroku w Polsce. Jak donosi Onet, o dużej aktywności uciekiniera w tamtejszej turystyce świadczą między innymi oficjalne podziękowania, jakie skierowali do niego twórcy pewnej biznesowej konferencji.
"- Wielkie podziękowania dla Dawida Andrzeja Bratki oraz wspaniałego zespołu Shoki Shoki House za zapewnienie najwyższej jakości zakwaterowania dla założycieli start-upów podczas KuaAfricaForum 2024 na Zanzibarze - napisali organizatorzy w mediach społecznościowych."
Wspomniany w podziękowaniach obiekt to niezwykle kameralny hotel usytuowany w zabytkowej dzielnicy Stone Town. Znajduje się ona w samym sercu stolicy wyspy Zanzibar, która przynależy administracyjnie do Tanzanii. Miejsce to słynie z unikalnej architektury, która została oficjalnie wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Co ciekawe, z historycznych przekazów wiadomo również, że to właśnie w tej części miasta przyszedł na świat legendarny wokalista grupy Queen, Freddie Mercury.
Przedstawiciele redakcji Onetu postanowili skontaktować się bezpośrednio z hotelem, próbując telefonicznie porozmawiać z poszukiwanym, jednak usłyszeli, że tego dnia jest on po prostu nieobecny. Choć recepcjonistka rzekomo obiecała przekazać mu wiadomość e-mail, w odpowiedzi inny z menadżerów poinformował chłodno, że król dopalaczy zakończył z nimi współpracę na początku 2025 roku. Stoi to jednak w wyraźnej sprzeczności z aktualnymi opiniami gości, którzy nadal dziękują mu w sieci za perfekcyjną i serdeczną obsługę. Podobno zbieg opanował nawet lokalny język suahili, by móc w pełni swobodnie komunikować się ze swoimi klientami. Wiele wskazuje więc na to, że cały personel obiektu celowo mija się z prawdą, próbując chronić uciekiniera przed wnikliwym zainteresowaniem ze strony polskich dziennikarzy, choć oczywiście nie jest to informacja potwierdzona.
Dawid Bratko ścigany przez Interpol. Łódzki sąd tłumaczy kulisy poszukiwań
Za kontrowersyjnym biznesmenem wystawiono nie tylko standardowy krajowy list gończy, ale wprowadzono w życie również Europejski Nakaz Aresztowania oraz tak zwaną czerwoną notę Interpolu. Niestety, organy ścigania i wymiar sprawiedliwości przez długi czas całkowicie milczały na ten temat, a sprawa ujrzała światło dzienne dopiero po latach dzięki naszym publikacjom. Dziennikarze Onetu głośno spekulują, że ta wizerunkowa zachowawczość może wprost wynikać z ogromnych obaw przed kolejną kompromitacją, nawiązując do wcześniejszej, zupełnie nieudanej ekstradycji słynnego Wojtka z Zanzibaru. Całą sytuację dodatkowo i bardzo mocno utrudnia fakt, że państwo polskie nie posiada ratyfikowanej umowy ekstradycyjnej z Tanzanią.
Aby ostatecznie wyjaśnić pojawiające się w tej sprawie wątpliwości, nasza redakcja zwróciła się z serią szczegółowych pytań bezpośrednio do Sądu Okręgowego w Łodzi. Z nadesłanej do nas drogą mailową obszernej odpowiedzi wynika, że wymiar sprawiedliwości kompletnie stracił z oczu głównego oskarżonego jeszcze przed ogłoszeniem prawomocnego wyroku. Całe to zamieszanie miało bezpośredni związek z trwającym równolegle innym postępowaniem wykonawczym, które dotyczyło poprzedniego wyroku skazującego, finalnie uchylonego przez Sąd Najwyższy po skutecznej kasacji. Już w tamtym momencie zainicjowano pierwsze poszukiwania. Z kolei po kluczowej dacie 20 marca 2023 roku uruchomiono nową procedurę, mającą na celu natychmiastowe osadzenie zbiega w Areszcie Śledczym w Sosnowcu. Niezbędne w tym celu dokumenty trafiły do sosnowieckiej komendy policji dokładnie 30 października 2023 roku, a nieco wcześniej przesłano stosowne akta do miejscowego zakładu karnego.
"- W grudniu 2023 roku Komenda Miejska Policji w Sosnowcu przekazała informacje mogące świadczyć o wyjeździe skazanego z kraju do innego państwa. Zgodnie z procedurą podjęto w marcu 2024 roku czynności zmierzające do wystawienia listu gończego za skazanym i zawieszenia postępowania wykonawczego. Decyzję o poszukiwaniu listem gończym podjęto w dniu 16 maja 2024 roku - przekazał SSO Grzegorz Gała, rzecznik prasowy ds. karnych Sądu Okręgowego w Łodzi."
Co więcej, wspomniany dokument został profilaktycznie przesłany nie tylko do odpowiedniej jednostki policji, ale również na domniemany adres zamieszkania poszukiwanego mężczyzny poza granicami naszego kraju. Obecnie służby prowadzą specjalistyczne analizy, które mają na celu wypracowanie konkretnych kroków prawnych, umożliwiających ściągnięcie i osadzenie zbiega w Polsce. Oczywistym jest, że szczegóły tych operacyjnych działań muszą pozostać na razie całkowicie tajne. Sam rzecznik przyznaje jednak szczerze, że nie potrafi precyzyjnie określić, kiedy dokładnie wystawiony list gończy trafił wprost do ogólnodostępnej internetowej bazy poszukiwanych. Pojawiająca się w policyjnych systemach dość zaskakująca data 29 stycznia 2026 roku jest najprawdopodobniej wyłącznie zwykłym wynikiem technicznej aktualizacji całego systemu, a nie fizycznym momentem umieszczenia wpisu w rejestrze.
Niestety, zabrakło jasnych i konkretnych odpowiedzi na nasze najważniejsze pytania, dotyczące chociażby braku informowania mediów o sprawie. Nie dowiedzieliśmy się również, czy sędziowie z perspektywy czasu żałują, że w toku całego postępowania kategorycznie odrzucali wnioski prokuratury o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania.
"- Rzecznik Prasowy Sądu Okręgowego nie jest upoważniony do wyrażania opinii o podejmowanych w trakcie postępowania decyzjach procesowych - ucina SSO Grzegorz Gała."
Oficjalny termin przedawnienia wykonania tej zasądzonej kary mija ostatecznie dopiero w dniu 20 marca 2038 roku. Oznacza to, że do tego właśnie czasu polskie służby i organy ścigania wciąż mają prawną możliwość prowadzenia wszelkich niezbędnych działań operacyjnych, mających na celu przymusowe i skuteczne zatrzymanie groźnego uciekiniera. W momencie powstawania tego tekstu, poszukiwany Dawid Bratko wciąż mógł się cieszyć pełną wolnością, a cała złożona procedura karna bezustannie pozostawała w ścisłym toku.