Kierowca TIR-a podpalił własną żonę! „Nie wytrzymałem. Polałem ją benzyną i podpaliłem”

2026-06-03 15:37

Sąd wydał wyrok w sprawie wstrząsającej zbrodni w Gałkowie Dużym (woj. łódzkie). 52-letni Waldemar C. najpierw oblał swoją żonę benzyną, a po chwili podłożył ogień. Choć przerażony swoimi działaniami próbował gasić płonącą kobietę, 52-letnia Katarzyna C. doznała potwornych obrażeń. Zmarła w szpitalu po dziesięciu dobach heroicznej walki o przetrwanie. Mężczyzna został skazany 3 czerwca.

Tragedia w Gałkowie Dużym. Mąż zamienił żonę w żywą pochodnię

Spędzili w związku małżeńskim równo 25 lat. Katarzyna pracowała na co dzień w lokalnym sklepie, z kolei jej mąż był zatrudniony jako zawodowy kierowca samochodu ciężarowego. Wspólnie wychowali dwójkę dzieci, które usamodzielniły się i opuściły rodzinne gniazdo. Z relacji okolicznych mieszkańców wynika, że problemy małżonków zaczęły się nasilać w momencie, gdy w domu pozostali już zupełnie sami. Z biegiem lat w ich domu zaczęło dochodzić do coraz ostrzejszych kłótni.

Jak tłumaczyli sąsiedzi w rozmowie z reporterem „Super Expressu”: „Nie wiemy dlaczego, ale od pewnego czasu darli koty między sobą”.

Nikt jednak nie przypuszczał, że ten konflikt zakończy się makabrą w ogrodzie. Koszmar rozegrał się 3 maja 2024 roku około godziny 16:00, kiedy okoliczni mieszkańcy odpoczywali przy grillach. Wówczas pijany 50-latek chwycił za kanister z paliwem do kosiarki, wylał zawartość na własną żonę i bez wahania ją podpalił. Płomienie błyskawicznie zajęły ciało kobiety, która w niezwykle ciężkim stanie trafiła do Centrum Oparzeniowego w Siemianowicach Śląskich. Poszkodowana zmarła w szpitalu 10 dni później.

Waldemar C. przed obliczem sądu. Usłyszał wyrok więzienia za morderstwo

Mężczyzna usiadł na ławie oskarżonych, gdzie musiał odpowiedzieć za zabójstwo żony. Oskarżony stanowczo zaprzeczał, jakoby celowo planował pozbawienie kobiety życia i ostatecznie odmówił składania dalszych wyjaśnień na sali rozpraw. Z tego względu prowadzący sprawę odczytał protokoły z jego przesłuchań pochodzące ze śledztwa.

Nie przyznaję się do tego, że chciałem zabić żonę, natomiast rzeczywiście oblałem ją benzyną i podpaliłem - czytał podczas rozprawy sędzia Marcin Masłowski. „Od lat jestem z żoną skonfliktowany. W tamtym dniu wyszedłem do altanki przy domu żeby być sam. Nie byłem trzeźwy, wypiłem ze dwie setki wódki. Nie chciałem przebywać w towarzystwie żony, ona cały czas mi dogadywała. Chciałem mieć spokój. Ale ona przyszła do altanki i zaczęła do mnie mówić, że mnie zniszczy. Nie wytrzymałem. W altance była butelka z benzyną do kosiarki. Polałem ją, a następnie podpaliłem zapalniczką– zeznał oskarżony. „Gdy zobaczyłem jak płonie zacząłem ją gasić” - dodał w aktach sprawy.

Na późniejszym etapie śledztwa zatrzymany zaczął diametralnie zmieniać swoją historię, próbując forsować tezę, że zmarła kobieta dokonała na sobie aktu samopodpalenia. Sąd uznał te twierdzenia za kłamstwo obronne i wymierzył sprawcy karę 12 lat pozbawienia wolności za śmiertelne podpalenie małżonki.

„Sąd uznając go za winnego zarzucanego mu czynu oparł się na wyjaśnieniach oskarżonego i funkcjonariuszy policji oraz ratowników medycznych, którzy udzielali pokrzywdzonej pierwszej pomocy” – tłumaczył sędzia Marcin Masłowski. „Oskarżony w pierwszych wyjaśnieniach mówił, że to on oblał żonę i ją podpalił. Będący na miejscu zdarzenia policjanci i ratownicy zeznali również, że sama poszkodowana twierdziła, iż została oblana przez męża. Na wymiar kary niewątpliwie wpłynęła postawa oskarżonego już po samym podpaleniu, kiedy zaczął swoją żonę gasić. To jest okoliczność łagodząca - podsumował prowadzący rozprawę.

Sonda
Czy sprawcy zabójstw powinni od razu trafiać za kraty na dożywocie?
Podpalił żonę, bo mu dogadywała. Katarzyna zmarła w strasznych cierpieniach