Spis treści
Brutalny atak w Łodzi na ulicy Piłsudskiego
W ubiegłą sobotę, 11 lipca, przy ulicy Piłsudskiego w Łodzi rozegrał się prawdziwy dramat. 39-letni Łodzianin rozmawiał przez telefon, gdy nagle został brutalnie zaatakowany przez nieznanego sprawcę, który uderzył go dwukrotnie w głowę i zalał potokiem wyzwisk. Z relacji łódzkiej policji wynika, że napastnik błędnie myślał, że jego ofiara jest obywatelem Ukrainy. Poszkodowany doznał złamania nosa i szczęki. Dzień po zdarzeniu mężczyzna złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, szczegółowo relacjonując cały incydent.
Sprawca napaści z Łodzi w rękach policji. Usłyszał zarzuty
Nieoczekiwanie, w czwartek, 16 lipca, 34-letni agresor postanowił oddać się w ręce policji, o czym powiadomili przedstawiciele łódzkiej komendy. Jak tłumaczył funkcjonariuszom, nie zamierzał się ukrywać, a o tym, że jest poszukiwany, dowiedział się od kogoś z rodziny. Został natychmiast zatrzymany.
W piątek, 17 lipca, 34-latek usłyszał zarzuty. - 34-latkowi przedstawiono zarzuty spowodowania uszczerbku na zdrowiu, napaści z powodu ksenofobii oraz usiłowania nieudolnego zastosowania wobec innej osoby przemocy na tle narodowościowym - przekazał prok. Paweł Jasiak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.
Mężczyzna podczas przesłuchania przyznał się do uderzenia 39-latka, jednak zaprzeczył, aby powodem ataku były kwestie narodowościowe. - Wskazał natomiast, że był pod wpływem alkoholu i nie pamięta całego zdarzenia - poinformował prokurator.
Prokurator zastosował wobec zatrzymanego 34-latka dozór policji. Grozi mu nawet 5 lat więzienia.