Sylwester to czas hucznej zabawy, jednak dla części gości imprezy w Bełchatowie (woj. łódzkie) najwyraźniej zakończył się on z poczuciem niedosytu. W sieci pojawiły się negatywne opinie dotyczące balu sylwestrowego zorganizowanego 31 grudnia 2025 roku w sali bankietowej "Barbórka", zarządzanej przez właścicielkę restauracji "Niezły Bigos". Sprawa nabrała takiego rozgłosu, że głos postanowiła zabrać sama organizatorka.
Afera o sylwestra w Bełchatowie
Tuż po imprezie w mediach społecznościowych pojawiły się negatywne komentarze. Uczestnicy zabawy zarzucali, że lokal przygotował zbyt mało jedzenia. W opiniach można było przeczytać o niewystarczającej ilości przystawek, potraw, ciast, a nawet chleba. Goście skarżyli się również na duże opóźnienia w wydawaniu posiłków oraz słabą obsługę kelnerską. Jak przyznała właścicielka, opinie były "skrajnie negatywne" i mocno nadszarpnęły jej reputację.
Właścicielka restauracji, Monika Gąsiorowska, odniosła się do sprawy w obszernym poście na Facebooku. Najbardziej zabolał ją zarzut dotyczący braku jedzenia. Stwierdziła, że jest on nieprawdziwy i podkreśliła, że posiłki były przygotowane zgodnie z liczbą gości, a impreza nie była ofertą szwedzkiego stołu bez limitu.
- Jest to zarzut wyssany z palca. Posiłki zostały przygotowane według ilości gości - nie oferowaliśmy szwedzkiego stołu z nielimitowaną ilością jedzenia. Dotarły do nas nawet komentarze, że brakowało chleba. Przykro czyta się takie rzeczy, a jeszcze bardziej przykro jest, gdy wyrzuca się chleb, którego rzekomo nie było - pisze.
Na dowód tego opublikowała zdjęcia wielkiej ilości jedzenia, która miała pozostać po imprezie.
-
- Tego publicznie się nie robi, jednak na swoją obronę podzielę się z Państwem zdjęciami jedzenia, które wróciło ze stołów. Proszę zwrócić uwagę na ilość chociażby chleba. Załączę również zdjęcie stołu po imprezie. Proszę zwrócić uwagę na ilość pozostałego jedzenia - napisała.
Według właścicielki organizację utrudnili sami goście, którzy dwukrotnie zmieniali ustawienie stołów, co zdezorganizowało pracę obsługi. Dodatkowo przyznała, że tego dnia pojawiły się poważne problemy kadrowe.
- W dniu imprezy posypała mi się ekipa kuchenna i kelnerska. Z pięciu osób zaplanowanych do pracy na kuchni, były tylko trzy. Ekipa kelnerska też była mniejsza, niż pierwotnie zakładałam - napisała.
Mimo myśli o odwołaniu imprezy, zdecydowała się jej nie odwoływać, by nie zostawiać gości "na lodzie".
Właścicielka przeprasza i oferuje zniżki
Monika Gąsiorowska przeprosiła za niedociągnięcia i w ramach rekompensaty zaoferowała uczestnikom balu zniżkę na bal karnawałowy lub darmowy obiad w swojej restauracji. Jednocześnie zasugerowała, że za falą hejtu może stać nieuczciwa konkurencja.
- Proszę wszystkich o filtrowanie tego, co czytamy na social mediach. 95% negatywnych opinii o tym wydarzeniu zostało napisane anonimowo, co skłania mnie ku myśli, że konkurencja nie śpi - pisze.