Polski Kuwejt znów na szczycie rankingu zamożności. "Wpływy do gminnej kasy będą się zmniejszać"

Kleszczów od lat funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni jako „polski Kuwejt”. Właśnie po raz kolejny zajął pierwsze miejsce w ogólnopolskim zestawieniu zamożności gmin. Dobrobyt widać tu na co dzień – w usługach, inwestycjach i codziennym komforcie życia. Coraz częściej jednak słychać pytanie, czy da się go utrzymać, gdy zniknie źródło pieniędzy, które przez lata go napędzało?

"Polski Kuwejt" znów numerem jeden w rankingu zamożności gmin

– Dobrze się tu żyje, nie narzekam – słyszymy od mieszkańca najbogatszej gminy w Polsce. – Drogi są zrobione, ścieżki rowerowe są, przychodnia jest bardzo dobra. Do specjalisty czeka się dwa, trzy tygodnie, a nie dwa lata jak w Warszawie.

Takie opinie w Kleszczowie nie są wyjątkiem. Mieszkańcy mówią o konkretach: dostępnej opiece zdrowotnej, niskich opłatach, a nawet darmowych usługach publicznych.

– Basen mamy za darmo – pada w rozmowie. – Teraz będzie remontowany, bo kupę lat już jest przecież. Podatki, opłaty są trochę mniejsze. Za śmieci płacę sześćdziesiąt złotych na rok. To wychodzi pięć złotych miesięcznie. Co to jest?

Pytamy dalej, jak się żyje w Kleszczowie.

- Dobrze się żyje. Lekarzy mamy praktycznie za darmo, przedszkola też - mówi nam kolejna mieszkanka. - Nie jest źle. To jest finansowane ze środków gminnych. No i specjalistów różnych przecież mamy i to bez dłuższych kolejek. Gdzie indziej się czeka o wiele dłużej. Nie możemy narzekać.

Nie wszyscy jednak kupują narrację o powszechnym dobrobycie.

– Dobrze to mają zawsze ci na górze – słyszymy od napotkanego mężczyzny. – Szary człowiek żyje normalnie. Do sklepu trzeba iść, zapłacić, rachunki są jak wszędzie. Różnica jest taka, że gmina ma pieniądze.

Wójt Kleszczowa: "Branża jest powoli wygaszana”

I rzeczywiście ma. Według najnowszych danych Ministerstwa Finansów dochód podatkowy w przeliczeniu na jednego mieszkańca przekracza w Kleszczowie 21,6 tys. zł. To niezmiennie najwyższy wynik w Polsce.

– Tak wyszło również na 2026 rok – mówi nam wójt gminy Kleszczów, Dariusz Michałek. - Niemniej trzeba mieć z tyłu głowy to, że te dochody z roku na rok są coraz mniejsze. One są wprost powiązane z przyszłością koncernu energetycznego. Mówię tutaj o elektrowni i kopalni. Ta branża na naszym terenie jest powoli wygaszana, więc stopniowo wpływy do gminnej kasy będą się zmniejszać. My już dzisiaj, jako samorząd tej kadencji, musimy podejmować realne działania, żeby na przyszłość budżet gminy Kleszczów zabezpieczyć. Przez wiele lat mówiło się, że kiedyś kompleks będzie wygaszany. Dzisiaj to już się materializuje.

Jako jedno z najważniejszych działań wójt wskazuje strefy przemysłowe.

- Staramy się je zapełniać nowymi przedsiębiorcami – mówi. – Szukamy takich podmiotów, które w przyszłości mogłyby się okazać motorem napędowym tych stref i przyciągać kolejnych inwestorów.

Gmina szukała projektu, który mógłby stać się symbolem zmiany.

– Duże nadzieje wiązaliśmy z projektem samochodów elektrycznych, o którym było w ostatnim czasie dość głośno. Mówię tutaj o Ewanie – wyjaśnia. – Projekt nie uzyskał finansowania z KPO, ale jesteśmy w kontakcie z przedstawicielami spółki Adaptive. Oni w tym momencie pracują bardzo mocno nad innym montażem finansowym. Mamy nadzieję, że uda im się tę inwestycję dowieźć do końca, tym bardziej że mają już zabezpieczone 20 hektarów w strefach przemysłowych w Żłobnicy i podmioty, które będą z nimi kooperowały. To jest kierunek, w którym chcielibyśmy pójść. Jeżeli się to nie uda, będziemy szukać następnych.

Kleszczów próbuje przyciągać inwestorów również warunkami, jakie może zaoferować.

– Sprzedajemy grunty bez przetargów – tłumaczy wójt. – Dysponuje nimi Fundacja Rozwoju Gminy Kleszczów. Te grunty są dostępne w bardzo atrakcyjnej cenie – dzisiaj mówimy o około 20 zł za metr kwadratowy. Są to grunty uzbrojone. Do tego dochodzi aspekt proceduralny – wszystko jest tak naprawdę do załatwienia w jednym miejscu. No i lokalizacja w centralnej Polsce, blisko głównych szlaków komunikacyjnych, między innymi autostrady A1.

Dziś w strefach przemysłowych pracuje od 2,5 do 3 tysięcy osób.

– To jest dużo – przyznaje – ale mamy świadomość tego, że tych miejsc pracy będzie musiało w przyszłych latach znacznie przybywać. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w samej elektrowni pracuje dziś około 2,5 tysiąca osób, a w kopalni około czterech, to widać, że zabezpieczyliśmy może 40–50 procent tego potencjału. Do tego dochodzą spółki zależne. To nie dotyczy tylko Kleszczowa, ale całego regionu.

Zarządzanie największym budżetem w Polsce – jak podkreśla – traktuje jako wyzwanie: - Dysponowanie takim budżetem to nie jest rzecz łatwa. Są ludzie, którzy mają wyobrażenie, że te pieniądze po prostu są i że możemy sobie pozwolić na wszystko. Tak niestety nie jest. Musimy bardzo rozsądnie tym budżetem zarządzać.

Bo - jak dodaje - strefy przemysłowe to nie są puste działki: - To drogi, sieci, gaz, prąd, cała infrastruktura techniczna. Przygotowanie takich terenów to są kwoty idące w dziesiątki milionów złotych. Przez lata istotną część środków inwestowaliśmy właśnie w te strefy. Dzięki temu dziś możemy z nich korzystać, ale ta infrastruktura powoli przestaje być wydajna i w kolejnych latach będzie wymagała rozbudowy.

Dariusz Michałek przyznaje, że momentem przełomowym dla gminy był rok 2021.

– Bezwzględnie niesprawiedliwie zabrano nam Elektrownię Bełchatów. W tamtym czasie straciliśmy około 70 milionów złotych. Dzisiaj mówilibyśmy o kwocie nieco większej.

Do tego doszły zmiany w systemie finansowania samorządów.

– W 2025 roku otrzymaliśmy do budżetu około 27 milionów złotych z PIT-u. W kolejnym roku nie dostaliśmy nic. Weszły wskaźniki zamożności, które korygują dochody gmin. Gdyby to wszystko zebrać, to dziś mamy w kasie około 100 milionów złotych mniej niż w 2020 roku - mówi wójt i dodaje, że Kleszczów przez lata oddawał pieniądze. - Prawie miliard złotych oddaliśmy z tytułu janosikowego. Drugi miliard to opłaty środowiskowe. To nie jest tak, że te ogromne dochody przez cały czas zostawały w gminie.

Porównanie do „polskiego Kuwejtu” wójt kwituje krótko: - Nie lubię tego porównania. Jest ono trochę prześmiewcze. Chciałbym, żeby gmina Kleszczów była znana z czegoś więcej.

Nie zaprzecza jednak, że żyje się tu dobrze i wskazuje na bardzo atrakcyjną ofertę usług społecznych: - Mamy darmowe gabinety stomatologiczne. Mieszkańcy mogą korzystać z kompleksu Solpark, w tym z basenu – kilka godzin miesięcznie. Jest bogata oferta gminnego ośrodka kultury, wyjazdy dla dzieci i młodzieży, stypendia motywacyjne dla uczniów i studentów.

Ale – jak zaznacza – ten model ma swoją cenę.

– Jednym z największych problemów jest zapylenie, które często się pojawia – mówi Dariusz Michałek. – Zdarzały się sytuacje, że miejscowości położone bliżej składowisk popiołów, przy określonych warunkach atmosferycznych, były przysypywane popiołem. To jest bardzo uciążliwe dla mieszkańców. Do tego dochodzi osuszenie terenu. Przed powstaniem kompleksu na terenie gminy było dużo stawów, wód gruntowych było tu znacznie więcej. Wiedzieliśmy, z czym wiąże się działalność wydobywcza, ale teren został osuszony. Dlatego funkcjonuje u nas program wsparcia dla rolników, tzw. dodatek suszowy. Jest też jeszcze jedna cena tego modelu – w momencie, gdy powstawała kopalnia i elektrownia Bełchatów, kilkanaście miejscowości na terenie gminy przestało istnieć. To również jest cena tego, że dzisiaj możemy tu żyć na dobrym poziomie.

Ta gmina WYMIERA. Dzieci się NIE RODZĄ. Młodzi wyjechali. BABCIE mają rodzić DZIECI? – Komentery