Były pracownik otworzył ogień w łódzkim zakładzie. Jest już w rękach policji

2026-04-01 17:41

W środę o poranku w łódzkiej fabryce Gillette rozegrały się dramatyczne sceny. 42-letni mężczyzna, dawny pracownik firmy, wtargnął do obiektu i oddał strzały w stronę swojego byłego przełożonego. Na miejsce błyskawicznie wezwano służby, a około 400 zatrudnionych zostało ewakuowanych z terenu zakładu.

Finał policyjnej obławy w Łodzi

- Około 10 minut temu policjanci dokonali zatrzymania napastnika, który zabarykadował się w fabryce Gillette w Łodzi - przekazała nam o 17:25 Oficer Prasowy Komendanta Miejskiego Policji w Łodzi asp. Kamila Sowińska.

Przedstawicielka policji uzupełniła, że w tym zdarzeniu nikt nie ucierpiał, a przedłużający się proces zatrzymania wynikał z trwających negocjacji z uzbrojonym napastnikiem.

Strzały w biurze i wielka ewakuacja zakładu

Do zdarzenia doszło w środę około godziny 7 rano w kompleksie przy ulicy Nowy Józefów w Łodzi. Na miejscu stawił się 42-latek, który pracował tam w przeszłości. Mężczyzna ruszył do biura, gdzie najpewniej oddał dwa lub trzy strzały w kierunku byłego szefa.

Na miejsce błyskawicznie wezwano odpowiednie służby, a z terenu zakładu ewakuowano około 400 osób.

W fabryce interweniowali kontrterroryści ściągnięci z Łodzi, Warszawy, oraz Poznania. Wykorzystano również specjalistyczne drony i sprzęt zagłuszający. 42-latka zlokalizowano na pobliskim terenie i podjęto negocjacje.

- Z tego co wiemy, mężczyzna nie miał pozwolenia na broń - przekazała w rozmowie z Radiem Eska Marta Stachowiak-Klimaszewska z Prokuratury Rejonowej Łódź - Polesie.

Napastnik był zatrudniony w przedsiębiorstwie przez 14 lat, aż do końcówki 2024 roku. Jego dokładne motywy, w tym ewentualny konflikt z przełożonym, pozostają na razie tajemnicą. Niewyjaśniona jest także kwestia sforsowania zakładowej kontroli z bronią w ręku. Ustaleniem wszystkich tych okoliczności zajmują się teraz śledczy z policji i prokuratury prowadzący te szokującą sprawę.

Strzały w fabryce w Łodzi, ewakuacja 400 osób. Służby prowadziły obławę.

Strzały we Wrocławiu. Dwie osoby nie żyją. Byliśmy na miejscu tragedii