42-latek strzelał do byłego szefa. Śledczym tłumaczył, dlaczego to zrobił

2026-04-02 14:13

W poniedziałek, 1 kwietnia, na terenie łódzkiego zakładu Gillette doszło do niebezpiecznego incydentu. Były pracownik, uzbrojony w pistolet, próbował zabić swojego dawnego przełożonego. Interweniowały policyjne oddziały kontrterrorystyczne, a kilkaset osób musiało natychmiast opuścić budynek. 42-letni Dominik Ż. został zatrzymany i złożył obszerne wyjaśnienia w prokuraturze.

Strzały w łódzkiej fabryce Gillette. Pracownicy natychmiast ewakuowani

Był 1 kwietnia, tuż po godzinie 7 rano, gdy na terenie zakładu Gillette przy ul. Nowy Józefów w Łodzi rozegrał się prawdziwy kryminalny dramat. Na teren firmy przedostał się dawny pracownik, który natychmiast skierował swoje kroki do gabinetu byłego szefa, pana Piotra. Na widok wyciągniętego pistoletu przerażony przełożony zaczął uciekać, a 42-letni Dominik Ż. oddał w jego kierunku dwa lub trzy niecelne strzały, po czym uciekł. Na miejsce zadysponowano jednostki ratunkowe i mundurowe, które sprawnie wyprowadziły z zagrożonego obszaru blisko 400 pracowników. Na całe szczęście w zdarzeniu obyło się bez rannych.

Wielogodzinne negocjacje z nożownikiem w Łodzi. Akcja służb

Do neutralizacji zagrożenia skierowano nie tylko lokalnych policjantów, ale również wyspecjalizowane oddziały kontrterrorystyczne z Warszawy, Poznania oraz samej Łodzi. Mundurowym udało się zlokalizować 42-latka na przyległym terenie. Stróże prawa natychmiast przystąpili do rozmów, stawiając sobie za główny cel bezkrwawe zakończenie incydentu i dobrowolne poddanie się agresora. Działania trwały wiele godzin, ale ostatecznie po godzinie 17 łódzka komenda przekazała informacje o ujęciu mężczyzny.

- Mężczyzna nie był agresywny. Negocjacje były bardzo trudne - mówiła w rozmowie z Radiem Eska Edyta Machnik, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Łodzi.

Zarzut usiłowania zabójstwa dla Dominika Ż. Grozi mu najsurowsza kara

W czwartek, 2 kwietnia, podejrzany Dominik Ż. został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty.

- Mężczyzna usłyszał łącznie trzy zarzuty: usiłowania zabójstwa, kierowania gróźb karalnych i posiadania narkotyków - przekazała Marta Stachowiak-Klimaszewska, prokurator rejonowy Prokuratury Łódź-Polesie.

- Przyznał się tylko do trzeciego z nich. Jak twierdził dostał się do byłego zakładu pracy, żeby popełnić samobójstwo na oczach swoich przełożonych. Tłumaczył, że był niezadowolony z tego, jak go traktowano w pracy. Te wyjaśnienia nie korespondują jednak z zebranym materiałem dowodowym. W plecaku, który miał przy sobie znaleziono m.in. sześć noży - dodała prokurator.

Jak zaznaczyła przedstawicielka prokuratury, wersja zdarzeń przedstawiana podczas przesłuchania przez podejrzanego mocno mijała się z zabezpieczonym stanem faktycznym.

Dlaczego 42-latek wtargnął z bronią? Kulisy śledztwa

Prokurator Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej w Łodzi podczas środowej konferencji prasowej mówił, że 42-latek nigdy wcześniej nie był karany i nie miał pozwolenia na broń.

- Co do samej zabezpieczonej broni będzie powołany biegły z zakresu balistyki, który oceni czy ten konkretny przedmiot spełniał warunki broni palnej w rozumieniu ustawy - przekazał prokurator.

Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika jednoznacznie, że agresywny 42-latek przepracował w łódzkich strukturach firmy Gillette łącznie 14 lat, a jego zatrudnienie zakończyło się ostatecznie w grudniu 2024 roku. Prokuratura wciąż prowadzi czynności wyjaśniające w tej sprawie.

Sonda
Czy czujesz się bezpiecznie w miejscu swojej pracy?
Strzały we Wrocławiu. Dwie osoby nie żyją. Byliśmy na miejscu tragedii